West Ham - Hull 3:0
kolejny zachwycający występ Młotów przed własną publicznością. Ostatni raz, gdy West Ham grał w europejskich pucharach, miał miejsce w sezonie 2006/2007 (występy skończyły się bez większego echa), a jak widać do połowy stycznia ekipa Allardyce'a dzielnie walczy o to, aby po tylu latach powrócić na arenę międzynarodową.
Dzisiaj gospodarzy wyszli w najmocniejszym zestawieniu, z Songiem i Nolanem w środku pola, co jest warte odnotowania biorąc pod uwagę fakt, że obaj piłkarze przeplatają w tym sezonie regularną grę z siedzeniem na ławce rezerwowych. W ekipie Bruce'a zabrakło np. Jelavicia i było to widoczne w trakcie meczu, ponieważ goście nie kwapili się do gry w powietrzu poprzez liczne dośrodkowania i większość akcji kreowali środkiem pola (z dwójki Huddlestone-Livermore zdecydowanie lepsze wrażenie pozostawił ten drugi, który jeszcze w samej końcówce rywalizacji był bliski strzelenia honorowego gola).
Właściwie poza indywidualnymi zrywami Aluko, który był w stanie wywalczyć np. kilka rzutów rożnych, to Hull nie miało zbyt wiele do powiedzenia. West Ham wielokrotnie korzystał z umiejętności prostopadłego podania Kevina Nolana, który zagrywał do dynamicznych Valencii i Downinga. Brakowało jednak wykończenia akcji i dopiero w drugiej połowie worek z bramkami otworzył Carroll. Anglik ma obecnie znakomity okres, być może powróci do formy z czasów gry w Newcastle.
Bruce próbował reagować na stratę gola, zmienił nawet ustawienie z 3-5-2 na 4-4-2, ale to rotacje Allardyce'a okazały się skuteczniejsze. Na 2:0 podwyższył rezerwowy Amalfitano i właściwie był to moment przełomowy dla tej rywalizacji, wszak drugi gol dla Młotów odebrał przyjezdnym nadzieję na korzystny rezultat. Trzecie trafienie stanowiło już tylko przypieczętowanie wygranej.
Dosyć dobry meczyk na Upton Park, może momentami zbyt jednostronny, zwłaszcza w drugiej połowie. Myślę, że Młoty powinny być spokojne o zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce. Ósma lokata jest na pewno bardzo realna.



