Manchester City - Arsenal 0:2
nieobecność Touré dała się we znaki po raz pierwszy, ale powodów porażki jest kilka. Gaël Clichy ponownie udowodnił, że w tym sezonie prezentuje się zdecydowanie słabiej niż Kolarov. Kompany i Agüero, którzy powrócili po kontuzjach, również nie potrafią odnaleźć rytmu meczowego, a środek pola Fernandinho-Fernando był moim zdaniem przesadnie defensywny, przez co brakowało ognia. Do tego chyba najsłabsze mecze w sezonie w wykonaniu Silvy i Milnera, można rzec, że lepiej wypadli w innych przegranych spotkaniach, ze Stoke czy West Hamem.
Inna sprawa, że Arsenal zagrał naprawdę wybornie. Zarówno do momentu strzelenia gola na 1:0, jak i po tym trafieniu, podopieczni Wengera prezentowali dojrzały, mądry futbol i zawiesili poprzeczkę jeszcze wyżej niż miało to miejsce w meczu na Emirates, gdy można było jeszcze dopatrywać się regresu formy u Obywateli.
Batalia na Stamford Bridge zapowiada się wybornie. Jednak do tej rywalizacji blisko dwa tygodnie, po drodze inne meczyki, wobec tego nie ma co się na razie fascynować.



