Takie stwierdzenie chyba jeszcze jest na wyrost, a tym bardziej w momencie gdy to pisałeś (07.01), ale fakt że Kenrwight powinien się zastanowić nad tym co się dzieje w klubie, bo sytuacja wygląda na ten moment źle. Najgorzej od wielu, wielu lat. Jednak podejrzewam, że nasz prezes da Martinezowi jeszcze szansę.coco pisze:Czytałem niedawno że posada Martineza wisi na włosku, miało być ultimatum, a tu wczoraj rzutem na taśmę udało się wywalczyć remis. Coś niedobrego stało się z Evertonem, jakieś wewnętrzne konflikty ? Martinez wydawał się gościem który ogarnie w jeszcze lepszy sposób niż w zeszłym sezonie, a tu klapa.
Powtarzam to jak mantrę, ale zespoły które osiągnęły w jednym sezonie, tym bardziej po wielkich zmianach lub po awansie do wyższej klasy rozgrywkowej w drugim sezonie często mają swoistego kaca. Moyes też miał kiepskie momenty, jak wtedy gdy po awansie do kwalifikacji LM w jednym sezonie w kolejnym zajął ostatecznie 11 miejsce. Z odejścia Moyesa nikt się nie śmiał, a tym bardziej nie na początku. Po pierwszych sukcesach Martineza wydawało się, że to zmiana u sterów będzie dobra, bo Moyes nie gwarantował niczego więcej, a Hiszpan dawał szanse na progres. Moyes był nieco toporny jeśli idzie o taktykę, był zapatrzony w niektórych piłkarzy jak np. Neville, rzadko ryzykował, a styl gry był dość bezpośredni (szybkie akcje, dynamiczne przejścia z obrony do ataku, częsta gra długą piłką). Martinez z kolei ma inne wady. Niestety jest po trosze niewolnikiem swojego stylu - posiadanie piłki jest dla niego niczym fetysz. Niby to dobrze, ale niestety w wydaniu Evertonu polega to na tym, że obrońcy klepią piłkę z pomocnikami w okolicach linii środkowej i niewiele z tego wynika. Tworzymy bardzo mało sytuacji strzeleckich, bo zwykle gramy zbyt wolno i lepiej zorganizowane zespoły lub o defensywnym usposobieniu po prostu się cofają. Martinez wydaje się jakby... rozpracowany przez trenerów rywali. Mamy największy problem z drużynami średniej klasy lub słabszymi niż średnie, bo te oddają nam inicjatywę i ostro kontrują, a co gorsze - nierzadko skutecznie. Paradoksalnie lepiej się nam więc gra z drużynami z topu, bo tutaj możemy pójść na normalną wymianę ciosów i mamy więcej miejsca.blachmore pisze:Ciekawe, że powszechnie tyle się śmiano z Moyesa i jak to dobrze dla Evertonu, że odszedł, a jak widać, już w drugim sezonie pracy Martineza The Toffees wracają do środka tabeli (czy na ten moment jeszcze niżej, bo plasują się na trzynastej pozycji). Nie zwalniałbym byłego managera Wigan z jednego powodu - Liga Europy. W tych rozgrywkach klub z Goodison Park prezentował się bardzo dobrze, wygrał grupę wyprzedzając Wolfsburg, który przecież zachwycająco radzi sobie w Bundeslidze, zatem jest szansa, że Everton jest w stanie osiągnąć dobry wynik. Poprzez ligę do Ligi Mistrzów już raczej awansować się nie da, ale może właśnie ta Liga Europy będzie przepustką do najbardziej renomowanych rozgrywek międzyklubowych? Były już przypadki zespołów, które nie radziły sobie w Premier League, ale tym samym osiągały wielkie rezultaty na arenie międzynarodowej. Middlesbrough, Fulham, czy nawet Nottingham Forest, który w sezonie 1979–80 zajął dopiero piąte miejsce w lidze.
W ostatnich tygodniach sam zacząłem się zastanawiać nad pozycją Martineza i na ten moment w moich oczach ratuje go tylko gra w Lidze Europie. Jeżeli uda się awansować i zaczniemy się odbudowywać w lidze to ten sezon można odratować. Jednak z każdym kolejnym remisem lub żenującą porażką moja cierpliwość się kończy. Roberto to sympatyczny koleś, ale tutaj oczekuje się jednak wyników. Tylko, że na ten moment nie widzę rozsądnego zastępcy w jego miejsce. Irytujące jest jeszcze to z jaką upartością stawia na piłkarzy, którzy w tym sezonie ewidentnie są cieniem samego siebie. Barry w ostatnich kilku tygodniach grał kaszanę, choć już w ostatnim meczu grał nieźle. Jednak od jakiegoś czasu wydaje się, że powinien sobie odpocząć na ławce. Barkley to samo - w tym sezonie gra po prostu kiepsko. Ma fajne zrywy, ale to wszystko. Czasami znika na cały mecz. Lukaku wydaje się w ataku osamotniony i za często gdzieś ginie na skrzydle lub cofa się do środka, żeby pomóc w rozegraniu. Zbyt rzadko udaje nam się wykorzystywać jego atuty, czyli szybkość, siłę. Grę obrony nawet nie chce komentować. To co wyprawia środek naszej defensywy to parodia Evertonu ostatniej dekady. Słynęliśmy zwykle z dobrej organizacji w tej właśnie formacji, a tu nagle Distin powędrował na ławkę (konflikt? kontuzja? nawet nie wiem), Jagielka regularnie popełnia gafy, Alcaraza to nawet nie ma co traktować poważnie. Paradoksalnie najlepiej gra młody Stones, który w zasadzie nie popełnił chyba żadnego większego błędu, ale ten w tym sezonie spędza więcej czasu w gabinetach lekarzy niż na boisku.
Kontuzje swoją drogą to kolejny problem Martineza. Wypadł nam na początku sezonu na kilka dobrych tygodni Barkley, potem Mirallas, Stones, teraz Howard i McCarthy. Ten ostatni przydałby się chyba najbardziej, bo jak był zdrowy to świetnie ubezpieczał tyły i był bardzo mobilny. Mógłby zluzować Barry'ego.
W ogóle ciekawe co z Mirallasem. W ostatnim meczu spudłował karnego, a jak wiadomo do jedenastek wyznaczony zawsze był Baines. Belg jednak ewidentnie wepchnął się ku złości Naismitha, Lukaku, jednak Leighton niestety odpuścił, a jakie są skutki to sami mogliśmy zobaczyć. W przerwie meczu został zmieniony, a Martinez mówi, że to z powodu kontuzji. Piłkarze i trener zaprzeczają, ale pojawiły się plotki o tym, że doszło do spięć w szatni i stąd decyzja Roberto. Mirallasowi kończy się kontrakt za rok i nie wiem czy ta sytuacja nie przesądzi o tym, że w lecie będziemy musieli go sprzedać, by zarobić na nim parę groszy. Kevin to świetny piłkarz, który nie raz uratował nam tyłek i w tym sezonie chyba jest naszym najgroźniejszym zawodnikiem, ale jeżeli ma odwalać takie szopki częściej to trzeba się go pozbyć. Nie potrzebujemy kogoś, kto będzie nam robił kwasu, a w jego miejsce trzeba ściągnąć nowego piłkarza.
Tak, zgadzam się, O tym co się dzieje mniej więcej rozpisałem się powyżej, ale grafika jest bardzo wymowna. Po prostu brak słów. Mam wrażenie, że w obecnej sytuacji Moyes byłby o tyle lepszy, że Rudy miał większe cojones. W końcu posadziłby kogoś na ławie, w szatni opierdolił, narzucił intensywniejszy reżim treningowi, aż w końcu nasz team by się ogarnął. Najgorsze jest to, że odkąd pamiętam żaden piłkarz The Toffees nie mówił publicznie nigdy o tym, że morale w szatni są niskie, a w tym sezonie czytałem już takie teksty kilka razy, w tym od Bainesa. Za Moyesa nawet jak mieliśmy kiepską passę to piłkarze grali jak wściekłe psy i walczyły na każdym froncie o zwycięstwo. Każda drużyna musiała nas bać się na Goodison Park, żeby wywieźć jakiekolwiek punkty, nie mówiąc już o wygranej. Co prawda drużyny z topu i tak nas ostatecznie klepały, ale z pewnością nie sprzedawaliśmy skóry tanio. Teraz bywa, że klepią nas jacyś amatorzy...fieldy pisze:metol, co tam się na Goodison dzieje?
Szokujące te róznice między tym, a poprzednim sezonem po 21 meczach
Z newsów transferowych to bardzo możliwe, że jeszcze w styczniu pożegnamy Eto'o, który podobno jest bliski transferu do Sampdorii.



