dosyć wyrównany pojedynek i szkoda, że goście nie byli w stanie strzelić przynajmniej jednego gola, ponieważ końcowy rezultat nie odzwierciedla tego, co miało miejsce na boisku. Powiedziałbym nawet, że początek rywalizacji odbył się z wyraźnym wskazaniem na przyjezdnych. Może próby Murphy'ego czy rzut wolny Mingsa nie należały do największych wyzwań w karierze Ruddy'ego, niemniej jednak warto docenić ofensywne nastawienie podopiecznych Micka McCarthy'ego (zresztą nawet patrząc na suchą statystkę w ligowej tabeli, to liczby wskazują na to, że drużyna trenera reprezentacji Irlandii podczas Mundialu 2002, jest w czołówce najskuteczniejszych przedstawicieli Championship). Dlatego taka faktyczna gra u gospodarzy rozpoczęła się mniej więcej po upływie kwadransa. Bartosz Białkowski zaczynał mieć powody do interweniowania, pojawiły się dla gospodarzy pierwsze stałe fragmenty gry, po których groźne piłki bił Hoolahan. W końcu piłka wpadła do siatki polskiego golkipera i trzeba przyznać, że bardzo ładnie w tej sytuacji współpracowali ze sobą asystujący Grabban i kończący akcję Johnson. Całe szczęście, że Ipswich nie zatracił animuszu i jeszcze w pierwszej połowie Ruddy musiał wykazać się umiejętnościami skutecznego bronienia. Druga odsłona meczu miała nieco inny przebieg, tym razem to podopieczni Alexa Neila zaatakowali jako pierwsi, o tempie akcji decydował głównie prowadzący grę w środku pola Howson, wraz z Tettey'em zdominowali centralną część placu i w zasadzie niewiele dobrego można powiedzieć o piłkarzach z drugiej drużyny, zawiedli ci najbardziej doświadczeni, Skuse oraz Tabb. W końcu nastąpiło podwyższenie rezultatu i niby Ipswich wciąż było w grze, bo nie można im odmówić aktywności, aczkolwiek nie do końca rozumiem zmiany McCarthy'ego, np. wprowadzenie bocznego obrońcy Jonathana Parra do środka pola. Norweg dosłownie niczego nie pokazał, a np. Chris Wood, już od kilku lat prezentujący obiecujący poziom (był nawet na Mistrzostwach Świata w RPA), który mógłby powalczyć z silnymi fizycznie Bassongiem i kapitanem Kanarków, Russellem Martinem, na boisku zameldował się dopiero na niespełna dziesięć minut przed końcem spotkania. Zwłaszcza, że Murphy po tym imponującym początku, zwyczajnie opadł z sił i już wcześniej nadawał się do zmiany.
Kolejne trzy punkty dla Norwich, wczoraj dosyć sensacyjna porażka Middlesbrough i Derby, tylko remis Bournemouth, zatem dla Kanarków jest szansa nawet na wygranie Championship. Zwłaszcza mając taką dyspozycję.
Re: The Championship (zbiorczy)
Post autor: blackmore » 01 mar 2015, 17:41
dosyć wyrównany pojedynek i szkoda, że goście nie byli w stanie strzelić przynajmniej jednego gola, ponieważ końcowy rezultat nie odzwierciedla tego, co miało miejsce na boisku. Powiedziałbym nawet, że początek rywalizacji odbył się z wyraźnym wskazaniem na przyjezdnych. Może próby Murphy'ego czy rzut wolny Mingsa nie należały do największych wyzwań w karierze Ruddy'ego, niemniej jednak warto docenić ofensywne nastawienie podopiecznych Micka McCarthy'ego (zresztą nawet patrząc na suchą statystkę w ligowej tabeli, to liczby wskazują na to, że drużyna trenera reprezentacji Irlandii podczas Mundialu 2002, jest w czołówce najskuteczniejszych przedstawicieli Championship). Dlatego taka faktyczna gra u gospodarzy rozpoczęła się mniej więcej po upływie kwadransa. Bartosz Białkowski zaczynał mieć powody do interweniowania, pojawiły się dla gospodarzy pierwsze stałe fragmenty gry, po których groźne piłki bił Hoolahan. W końcu piłka wpadła do siatki polskiego golkipera i trzeba przyznać, że bardzo ładnie w tej sytuacji współpracowali ze sobą asystujący Grabban i kończący akcję Johnson. Całe szczęście, że Ipswich nie zatracił animuszu i jeszcze w pierwszej połowie Ruddy musiał wykazać się umiejętnościami skutecznego bronienia. Druga odsłona meczu miała nieco inny przebieg, tym razem to podopieczni Alexa Neila zaatakowali jako pierwsi, o tempie akcji decydował głównie prowadzący grę w środku pola Howson, wraz z Tettey'em zdominowali centralną część placu i w zasadzie niewiele dobrego można powiedzieć o piłkarzach z drugiej drużyny, zawiedli ci najbardziej doświadczeni, Skuse oraz Tabb. W końcu nastąpiło podwyższenie rezultatu i niby Ipswich wciąż było w grze, bo nie można im odmówić aktywności, aczkolwiek nie do końca rozumiem zmiany McCarthy'ego, np. wprowadzenie bocznego obrońcy Jonathana Parra do środka pola. Norweg dosłownie niczego nie pokazał, a np. Chris Wood, już od kilku lat prezentujący obiecujący poziom (był nawet na Mistrzostwach Świata w RPA), który mógłby powalczyć z silnymi fizycznie Bassongiem i kapitanem Kanarków, Russellem Martinem, na boisku zameldował się dopiero na niespełna dziesięć minut przed końcem spotkania. Zwłaszcza, że Murphy po tym imponującym początku, zwyczajnie opadł z sił i już wcześniej nadawał się do zmiany.
Kolejne trzy punkty dla Norwich, wczoraj dosyć sensacyjna porażka Middlesbrough i Derby, tylko remis Bournemouth, zatem dla Kanarków jest szansa nawet na wygranie Championship. Zwłaszcza mając taką dyspozycję.