Za kilka godzin wojna i historyczne wydarzenie dla polskiej siatkówki klubowej. Szkoda, że media tego nie nagłaśniają tak jak powinny i ważniejsze jest otoczka meczu z Irlandią. To przecież jakby Lech z Legią grały w półfinale LM. Wiadomo, że gała jest popularniejsza i w ogóle ale mimo wszystko półfinał LM w jednej z najbardziej znanych dyscyplin drużynowych między dwoma polskimi zespołami to wydarzenie, które szybko może się nie powtórzyć. Tym bardziej, że teraz nie było żadnego rozdawania, obie ekipy swój udział w top4 wygrały na boisku.
Do tej pory Skra miała szansę podnieść puchar ale coś zawsze stawało na drodze, w dodatku przystępowali z pozycji gospodarza. Komu by się nie udało wygrać z Kazaniem będzie ciężko. Raz, że to taki Real siatkówki, dwa, że mają znacznie prostszego przeciwnika.
Ciężko typować kto zagra dalej. W najwyższej formie IMO Skra jest lepsza, ma ten błysk, który może starczyć na każdą drużynę. Zwyczajnie te indywidualności Skry w najwyższej formie są lepsze niż te w Rzeszowie. Resovia ma jednak szeroki, świetnie zbalansowany skład, tu pod nieobecność jednego gracza drużyna się nie sypie. Skra ma swoje problemy zdrowotne, niby mieli teraz kilka dni odpoczynku ale w Pluslidze grają z pętlą na szyi. Po ostatniej wygranej Lotos jest o włos od wyrzucenia ich z walki o misia. Resovia już na luzie czeka na finał, ma graczy w formie i na ten moment jest faworytem. Bełchatów może za chwilę zostać z pustymi rękami, z drugiej strony jak ten turniej Final4 im siądzie a zdrowie i forma dopiszą to mogą wygrać i dzisiaj, i z Rosjanami.



