Co mnie dotknie to zwiększenie kasy na kk, które i tak się utrzymuje, a PO nie jest przecież siłą która wywali religię ze szkół. Dotknie mnie drenaż budżetu, który planuje PiS, dotknie mnie zerwanie pewnych nici porozumienia z Zachodem, czy silny konflikt z Rosją (na wojnę Rosji nie stać, zresztą i tak nie brałbym w niej udziału - granice są otwarte). Poboru chyba nikt im nie pozwoli przywrócić, a jak nie, to będę udawał że studiuję do końca ich rządów i pracował gdzieś na czarno, żeby im się nie odwidziało. Ale to nie jest takie proste na szczęście, choć tego boję się realnie.
Jak grupy, które potrzebują tej wolności (palący marihuanę, geje) nie potrafią się ochronić i zmobilizować, żeby im PiS nie wszedł na głowę, a panowie i panie z lewicowych środowisk chcą mieć CBA na głowie, to to jest ich problem. Chyba muszą na powrót to odczuć. I co się stanie za 4-5 lat? Otóż PiS zostanie w międzyczasie znienawidzony.
Media prawicowe będą tymi "układu", a obecnie "układowe" staną się głosem opozycji. Kwestii konserwatywnych światopoglądowo nie ma jak ukonstytuować. To jedynie utrzymanie tego co jest.
Jasne, mogą spróbować zmienić pewne rzeczy, ale Kukizowcy raczej nie pójdą na zmienianie ustawy antyaborcyjnej, skoro sam Kukiz jest za szerszym dostępem do klinik aborcyjnych. A reszta? Po prostu dalej nie będzie euro, związków partnerskich itp.
Przeżyć jakoś możliwy powrót poboru i brak dostępu do tabletki "po", a za 4 lata ludzie znów będą uważać że to przez brak powyższych jest źle i trzeba PiS pogonić od władzy.
Szkoda tylko, że PiS to całej kadencji nie wytrzyma, a Duda tak.



