Swansea - Manchester City 2:4
pierwsza połowa, pomimo aż trzech bramek, dosyć chaotyczna. Bywały krótsze bądź dłuższe okresy, podczas których obydwie strony popełniały liczne błędy, nie kleiły się akcje ofensywne i poziom widowiska nieco spadał. Na szczęście, miały miejsce również ciekawsze fragmenty, głównie te, w których padały gole. Na uwagę zasługuje właściwie każde z trafień, wszak najpierw imponująco wyglądało uderzenie Yaya Touré, ale jeszcze efektowniejsze było podwyższenie rezultatu przez ekipę przyjezdnych. Miło było zobaczyć Franka Lamparda posyłającego w swoim stylu długą piłkę spod własnego pola karnego idealnie do kolegi z linii ofensywnej, hasającego już na połowie przeciwnej. Dynamika Sergio Agüero, a następnie element zaskoczenia ze strony Milnera, pozwoliły Manchesterowi wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Gdyby takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa, to zapewne w drugiej nie wydarzyłoby się przesadnie wiele dobrego, ale jeszcze przed przerwą kapitalnym uderzeniem wykazał się Gylfi Sigurðsson i oglądaliśmy bramkę kontaktową. Strzał piekielnie trudny do wyjęcia, zapewne większość golkiperów ze światowej czołówki wyłożyłaby się na tej próbie Islandczyka. Wyrównanie stanu meczu to zdecydowanie zbyt bierna postawa zarówno środkowych obrońców Obywateli, jak i brak reakcji ze strony Harta. Muszę przyznać, że poza szalejącym Gomisem, nie dostrzegłem zbyt wielkiej euforii wśród Łabędzi, tak jakby na tym etapie rozgrywek nie było już istotne, jakim wynikiem zakończy się ten mecz. City ostatecznie wcisnęło, udało się nawet dobić rywala po golu Bony'ego, ale nieco karcąco należy się ustosunkować do Fabiańskiego. Bohater niedawnego meczu na Emirates Stadium dzisiaj mnie rozczarował. O ile przy pierwszym trafieniu Iworyjczyka miał znaczące utrudnienie w postaci rykoszetu zmieniającego kierunek lotu piłki, tak myślę, że inny golkiper byłby w stanie sięgnąć piłkę po strzale Milnera i lepiej się do niej rzucić, a i błędu Polaka należy się doszukiwać przy drugim golu Touré. Strzał był płaski, na bliższy słupek... Fabiański powinien był to obronić.



