W czwartek stoję na przejściu dla pieszych, na jednym z większych skrzyżowań gdzie są prowadzone roboty drogowe i gdy przeszedłem przez przejście - kierując się wyznaczoną przez robotników drogą (za pomocą płotów) - natrafiłem na przeszkodzę nie do przejścia, bo kładli asfalt. Stało ich dziesięciu, z czego trzech pracowało i żaden się, [k****], nie pofatygował, aby przed przejściem dla pieszych powiesić jebany znak, że nie ma przejścia. Tak więc, po tym jak im powiedziałem, co o nich myślę, trzeba było, wraz z wieloma innymi osobami, zaiwaniać po bardzo ruchliwej ulicy, aby dostać się na drugą stronę. I nie myślałem w tej sytuacji akurat o sobie, lecz o osobach, które np. są niepełnosprawne, starsze (akurat były upały), czy też o matkach z wózkami. Żaden [k****] nie pomyśli, jak tacy ludzie mają bezpiecznie przejść. Pech chciał, że akurat byłem spóźniony do roboty, bo byłbym gotów przypilnować tego, żeby któryś to poprawił.
Dzisiaj, idę sobie kulturalnie chodniczkiem, a tu jakaś młoda dupa (~19) wyskakuje przede mnie z wielką teczką (taką, w jakiej noszą swoje prace wielcy artyści z najlepszych uczelni plastycznych w Polsce) i mnie nie chce przepuścić. No więc próbuję ominąć ją bokiem, a ta dalej mi zastępuje drogę. Na me spokojne i kulturalne pytania o stan swego umysłu nie raczyła odpowiedzieć. Jakimś cudem utrzymałem swe nerwy na wodzy i zdołałem ją ominąć. Teraz się zastanawiam, co by powiedziała we wrześniu w szkole, czemu nie ma zębów.
Ciężko jest myśleć o innych.



