To prawda, trzeba doceniać, to co się ma. Ja taką chwilę olśnienia miałam w listopadzie - 39. tydzień ciąży, tir na trasie wgniatający nas w barierę. Jakby mnie małżon z całej siły ręką nie docisnął w siedzenie, rozwaliłabym sobie łeb o szybę, a i brzuch pewnie nie przetrwałby ściśnięcia pasem.Magnum pisze:Tego typu sprawy zawsze w sunie sklaniaja mnie do głębokiej refleksji.. I doceniam kazdy dzień zdając sobie sprawę z tego, ze może być tym ostatnim i to straconym w najglupszy możliwy sposób.


