Re: Domek nr 10 (temat luźny)

Awatar użytkownika
Magnum
Moderator
Moderator
Posty: 15788
Rejestracja: 17 cze 2006, 23:01
Reputacja: 2332
Lokalizacja: Lancaster (Pennsylvania)
Kontakt:

Re: Domek nr 10 (temat luźny)

Post autor: Magnum » 14 lip 2015, 10:20

Jak kogoś interesuje, to opisuję moje pierwsze wrażenia z wycieczki na wschód. :]

Jeśli chodzi o dojazd, to jest o tyle dobrze, że z Lublina jeżdżą bezpośrednie autobusy do Lwowa na ukraińskich tablicach. Przejazd to 45 zł i 6 godzin i jesteś. W tym jest postój na granicy 1,5h (tyle mieliśmy w obie strony) i tam postój przy kantorze a wcześniej przy Biedrze w Tomaszowie Lubelskim. Chyba najlepsza opcja z tego rejonu kraju, bo przez Medykę mi by się nie chciało tam walić.

Co do samego Lwowa. Piękne miasto, widać, że polskie i bardzo okazałe. Można to równać do Krakowa, zachwyty nad lubelską starówką i tym wszystkim blakną przy Lwowie. Bardzo się cieszę że odwiedziłem, bardzo mi się podobało Stare Miasto i w ogóle całe śródmieście i tereny okoliczne.

Pieniądze - no cóż, wiadomo, że hrywna spadła niesamowicie. Wobec tego mogliśmy się tam poczuć jak kompletni burżuje. Przy stanie 18gr za 1 UAH na ścisłym rynku w ogródkach płaciliśmy 3,20 zł za piwo lwowskie, 4 zł za kawę. W knajpie Puzata Chata niedaleko rynku za posiłek składający się z pierogów ze śmietaną, jajek z bekonem z dwoma kromkami chleba, kompotu i kawałka szarlotki zapłaciłem 9 zł. W sklepie za piwo daje się 1,20-1,50 zł. Za nocleg w hostelu płaciliśmy 15 zł, a hotele wcale nie były jakoś bardzo drogie (chyba 50 zł z tego co widziałem). No ogólnie ceny wyśmienite i część dni spędzaliśmy na po prostu rozbijaniu się z knajpy do knajpy nie patrząc na ceny. Mogłem się poczuć jak cru :mrgreen:

W ogóle co ciekawe prawie że wcale nie czułem się jak na wschodzie. Na ulicach względna kultura, samochody przepuszczają pieszych, chamstwa nie ma, pijactwa też prawie nie widziałem (standardowo przy dworcach itp), ogólnie było bardzo w porządku. Może miałem spaczony pogląd na zachowanie takich ludzi na ulicy. :P

Najbardziej o wschodzie przypominał mi system komunikacji miejskiej. 90% tramwajów i trolejbusów to starocie (chociaż jeździ kilka nowoczesnych), a autobusy to w ogole... małe żółte marszrutki gdzie kładzie się kasę na dywanie kierowcy to 80% komunikacji autobusowej tam. :] Ale super było się takimi rzeczami też przejeździć jako ciekawostka turystyczna. Chociaż jeśli chodzi o tabor to jeszcze 10 lat temu w Lublinie większość autobusów to były stare jelcze i ikarusy, tyle, że marszrutek nie było. :wink:

Aha - co do języka. Niektórzy młodzi nie chcieli po polsku gadać tylko po angielsku do nas mówili i woleli po angielsku. Większość starszych rozumiała względnie. Ja się też zresztą nauczyłem cyrylicy i troszkę ukraińskiego więc takie gadki były mieszane.

Odessa. A najpierw o podróży tam. Nie rozumiem dlaczego w Polsce takie rozwiązanie jak plackarta nie ma miejsca. Przecież to jest idealna forma podróży nad takie morze. Szlag mnie trafia jak widzę w Polsce pociąg na 12 pudeł z czego 8 to wagony 2 klasy gdzie ludzie się gnieżdżą jak sardynki w ośmioosobowych przedziałach. A na wschodzie wszystkie pociągi dalekobieżne mają miejsca leżące. Trzecia klasa czyli ta plackarta jest tak wygodna i fajna że naprawdę - w ogóle nie ma porównania standardem podróży na siedząco a na leżąco, a przecież i ze Lwowa do ODessy się jedzie 12 godzin i z Lublina do Kołobrzegu. No ale cóz, tak już jest.

Sama Odessa to oczywiście zupełnie inne miasto. Widać tam już bardziej taki wschodni rozpierdolnik, ale też było fajnie. Od razu się rzuciło w oczy to, że tam praktycznie tylko po rosyjsku mówili. Ceny takie same jak we Lwowie. Plaże fajne, czyste i przejrzyste morze czarne, w dodatku ciepłe przynajmniej jak Bałtyk, a może i trochę cieplejsze. Fajne miasteczko, aczkolwiek nie czuć, że się jest w milionowym mieście. Nie ma takiego ścisłego centrum, wszędzie takie trochę kamienice, trochę budynków, nie wiadomo czy to śródmieście czy co. Takie trochę dziwne.

Ogólnie wyjazd turystycznie bardzo udany. Słyszę od znajomych, że są tacy co jeżdżą co miesiąc do Lwowa tylko po to, że się rozbijać po knajpach bo tam tak tanio :wink: Nie dziwię się. Ogólnie naprawdę bardzo fajnie turystyczny wyjazd i do Lwowa mógłbym wracać, bo miasto mi się bardzo podobało, a ceny tylko sprzyjają temu.

Jeszcze tylko dodam, że widziałem we Lwowie bardzo dużo żołnierzy przemieszczających się - pewnie przepustki, na front, z frontu itp. W Odessie sporo mniej. No i co do silnych uczuć patriotycznych Ukraińców na zachodzie - fajnie, że to mają. Przypomina mi to trochę w USA. Pomijając kompletnie zaszłości historyczne. Chodzi mi o to, że w Polsce często jak ktoś jest patriotą to źle, nacjonalizm bla bla. Taki idiotyzm. Zawsze mnie to denerwowało i ta poprawność polityczna. W Polsce taka knajpa jak Kryjówka by zaraz była obsmarowana w mediach jako nacjonalistyczna ksenofobiczna i pies wie co jeszcze. :]

Wróć do „Hyde Park”