Ludzie są głupi, jeśli chodzi o zwierzęta. Nienawidzę, jak ktoś się znęca nad zwierzakami, ale też mnie irytuje, jak na wsiach właściciele otwierają bramy, żeby ich Pimpki czy Miśki sobie biegały wesoło po ulicy.
Zawsze, jak jadę rowerem, to się boję, że coś mi wyskoczy. Zdarzyło mi się w zeszłym roku, że się rozpędziłem z takiej dość dużej górki (na asfaltowej ulicy) do naprawdę sporej szybkości, gdy nagle mi dwa takie nieduże kundle wyskoczyły. I sru na mnie, ja próbuję ominąć, ale żeby nie rozjechać, musiałem zjechać na pobocze, które było cholernie nierówne, a przy mojej szybkości było to niebezpieczne. Albo bym pierdyknął w psiaki i pewnie się wywalił, albo mogłem się w rowie połamać. A wszystko przez dwa szczekające kurduple, które poczuły moc.
W tym roku jechałem sobie już po prostej drodze, gdy nagle dwa całkiem duże psy na mnie wyskoczyły. Jeden szybko odpadł, ale drugi - ambitny - postanowił sobie zapolować. Ja zacząłem pdeałować ze wszystkich sił, żeby tylko spieprzyć psu, a ten nie dawał za wygraną. I cholera już mnie doganiał, co się strachu najadłem, to moje. I jakimś cudem w ostatniej chwili, gdy był już na mojej wysokości, z metr z boku, zwolnił, dzięki czemu udało mi się uciec. Z mojej dość długiej wycieczki rowerowej zrobił się szybki zjazd do domu, bo tak się przestraszyłem, że odechciało mi się jazdy. Do tego stopnia się obawiam wypuszczanych na ulice psów, że przyspieszam przed posesjami z otwartymi bramami.



