Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Carbon
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 11283
Rejestracja: 05 lip 2013, 19:44
Reputacja: 1147
Lokalizacja: ALBQ, New Mexico, USA
Kontakt:

Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Carbon » 20 wrz 2015, 21:06

Szczerze? Pierwsza połowa zakrawała o pomstę do nieba, druga zaś udowodniła mi, że ten skład naprawdę może dobrze grać.

Pierwsza sprawa - Rooney, błagam Cię, idź do rezerw, nie rób wstydu. Z taką tygodniówką, to on powinien latać po tym boisku, a ten centralnie boi się uderzać na bramkę przeciwnika. Jest 3-1, kontrolujemy grę, a on nie ma chęci próby zdobycia bramki? W dodatku w pierwszej połowie był totalnie niewidoczny, wyglądało to tak, jakbyśmy grali w dziesięciu. W drugiej nieco częściej się wystawiał, ale te pretensje Van Gaala nie były bezpodstawne.

Martial jest świetny. Co by nie mówić - byłem jednym z największych hejterów Louisa po tym transferze, ale cholera! Wreszcie mamy napastnika z prawdziwego zdarzenia. Czy tylko ja czułem spokój? Chodzi mi o ten komfort psychiczny z przodu, wiedziałem, że biega tam ktoś, kto nie tylko sprawia groźne wrażenie, ale naprawdę może z niczego strzelić gola. Po dwóch meczach w lidze trzy gole to kapitalne wejście i na razie całkowicie zamyka usta hejterom, w tym mi. Oby tak dalej, dziś spisał się jak prawdziwy "lis pola karnego".

De Gea. Właśnie po takich meczach człowiek wie, że Real to idioci skoro żydzili kasy na niego, dla mnie jest bezcennym zawodnikiem. To co wyjmował w drugiej połowie to głowa mała, sam nie wiem, czy nie zasłużył na MVP tego meczu, obaj z Francuzem, o którym napisałem wyżej, stworzyli niesamowite widowisko.
maxskr pisze:Obrona słabiutko, w końcówce przegrywali każdy możliwy pojedynek w powietrzu.
Zgodzę się, ale nie tak do końca... W I połowie faktycznie wszyscy bez wyjątku grali drewno i zachowywali się zbyt niepewnie. To tutaj właśnie było widać, ile dla nas znaczył Luke Shaw, bez niego nie wszystko pracowało tak jak trzeba. Trzeba jednak pochwalić - choć bez przesady, tak trochę - Smallinga, który w drugie 45 minut zagrał naprawdę dobrze, zawinił tylko przy drugim golu Pellego, gdzie nawet nie próbował wyskoczyć do piłki. Tak czy siak podobała mi się ta jego pewność czasami, jak choćby brał piłkę i po prostu jechał z nią do przodu, mijając po drodze przeciwników.

Wróć do „Anglia”