Manchester United - VfL Wolfsburg 2:1
powtórka rezultatu z 2009 roku, aczkolwiek wówczas była ciekawsza druga połowa. Dzisiejszego wieczoru po pierwszych trzech kwadransach, które gospodarze mogli śmiało zakończyć prowadząc przynajmniej dwiema bramkami (zwłaszcza rażąca była nieskuteczność Rooney'a), rozczarowali w drugich. Niecelna główka Martiala oraz trafienie Smallinga to chyba jedyne pozytywne aspekty drugiej odsłony meczu. Wilki od 70. minuty ostro przycisnęły Manchester, który poza jedną sytuacją, nie miał do wiele powiedzenia również z kontrataków. Trochę to zniekształca ogólny obraz pojedynku, bo przecież przez większą część spotkania inicjatywa leżała po stronie podopiecznych van Gaala, ale z drugiej strony wynik końcowy to jednak tylko jedna bramka różnicy. U gości dobrą zmianę dał Schürrle, do tego dochodzi zamieszanie w polu karnym z uczestnictwem mi.n. Dantego, czy niebezpieczny rzut wolny w wykonaniu Ricardo Rodrígueza. Jeśli chodzi o Czerwone Diabły, to za piłkarza meczu, bez wątpienia, należy uznać Juana Matę, dobrze także (po raz kolejny) zaprezentował się Martial, a i poza błędem Valencii oraz momentami trochę chaotyczną obroną w ostatnich 20. minutach, linii defensywnej również nie można wiele zarzucić. Beznadziejny za to Schneiderlin, który może podziękować arbitrowi, że ten pozwolił mu pozostać na boisku. Cóż, macie trzy punkty i z awansem raczej nie powinno już być problemu. W Moskwie pewnie będzie ciężko, ale skromne 1:0 jest jak najbardziej w zasięgu (może znowu Valencia ukąsi?), a u siebie obowiązkowo trzy oczka bez większych kłopotów. Tym razem Krasicia już nie będzie, hehe.



