Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Morrow » 05 paź 2015, 17:26

Trzeba sobie powiedzieć szczerze, Arsenal nas wczoraj zgwałcił jak drugoligowca. Wbili nam trójkę w 20 minut jak juniorom a mogli wsadzić spokojnie kolejne 4 gole (Ramsey, Ozil, Giroud i Ox). To jest niestety problem z LVG, że na dwie dobre decyzje podejmuje zawsze jedną złą i cały czas czegoś temu zespołowi brakuje. Wczoraj zespół wyszedł zwyczajnie źle przygotowany do meczu, wyglądało to tak jakby nie było żadnego planu w razie agresywnej gry Arsenalu od początku a to przecież trudne do wyobrażenia.

Jest też jakiś problem z koncentracją, to kolejny mecz, w którym notujemy beznadziejny początek i dostajemy szybko bramkę. Tak było ze Świętymi, Wolfsburgiem i wczoraj.

Holender od początku stara się "studzić" naszą grę, widać to było i po decyzjach personalnych (odstawienie Herrery i Maty na początku przygody), i po stylu gry, że zmierza do tego żeby MU nie szalało tylko spokojnie trzymało piłkę, przejmowało kontrolę nad meczem poprzez posiadanie i czekało aż coś się z tego urodzi. Czasem to przynosi lepsze efekty, czasem gorsze. Tyle, że wczoraj Holender i drużyna dali się podejść jak dzieciaki, Arsenal po prostu postanowił od początku przykręcić mocno śrubę i nie dał MU nawet na chwilę tej kontroli złapać. Nie wiem co się wydarzyło wczoraj w głowach piłkarzy MU, do tej pory im silniejszy rywal tym wyglądaliśmy lepiej. Wczoraj nie tylko Rooney ale praktycznie cały zespół wyglądał jak statyści albo tyczki treningowe dla graczy Arsenalu.

Wolno i przewidywalnie gramy już od dłuższego czasu, niezłe wyniki trochę zaciemniają obraz. Mamy problem jak rywal podkręci tempo, nie panujemy wtedy nad tym co dzieje się na boisku. Tak było z Wolfsburgiem, tak było wczoraj z Arsenalem. Tu nawet trudno ganić pojedyńcze nazwiska, wczoraj wszyscy gracze wyglądali jakby mieli w nogach już cały sezon. Fatalnie się to oglądało, banalne błędy, brak zadziorności i agresji w grze, mnóstwo niedokładności i krycie jak w PESie.

Nie wieszałbym psów na Darmianie, ma chłop zniżkę formy i powinien chwilę posiedzieć ale liczę, że jeszcze będą z niego ludzie. Ma problemy ale to wynika po części ze specyfiki ligi, wydaje się inteligentnym grajkiem, powinien jeszcze ogarnąć. Gorzej, że Antoś wydaje się na ten moment sensowną alternatywą tylko na słabszych rywali, z przodu robi wiatr, na tyłach popełnia szkolne błędy w ustawieniu i nie trzyma linii, wczoraj przy którejś akcji zachował się bliźniaczo jak w meczu z Wolfsburgiem. Blind pewnego poziomu nie przeskoczy, wielkim stoperem nie będzie. Przy lepszym przeciwniku robi za statystę i kręcą nim juniorem, jest o tempo spóźniony. Tak było z Wilkami, tak było i wczoraj. Smalling wczoraj też cieniutko, jakby wypruty, bez agresji i przekonania grał.

Nie wiem czy większa liczba opcji w pomocy dobrze wpływa na Carricka. Michael już miewał jazdy i grywał słabiej w przeszłości, teraz jednak kiedy jest wreszcie jak nim rotować gra zwyczajnie słabo. Wczoraj w ogóle nie ogarniał w środku i można było trochę żałować, że zamiast niego nie czyścił Schneiderlin. Mam wrażenie, że Depayowi też dobrze by zrobiło kilka spotkań z ławki. Chłopak ma wielkie możliwości i jak dołoży więcej myślenia to będzie gwiazdą ale póki co to jeździec bez głowy, myślę, że mógłby być bardziej wartościowy w tej chwili w roli jokera.

Co innego Rooney. Trudno zrozumieć z czego wynika fakt, że praktycznie każdy trener boi się go posadzić na ławie nawet jak ten kopie się po czole. Trudno patrzeć na to co wyprawia na boisku Wayne i aż prosi się kimś go zastąpić. Patelnia z Wolfsburgiem IMO powinna przelać czarę goryczy, skoro napastnik, który od początku sezonu gra beznadziejnie w tak ważnym meczu nie jest w stanie nawet dostawić nogi do pustaka to o czym my rozmawiamy?

Teraz przerwa na kadry i kluczowe ogniwa za wiele nie odpoczną ale może taka przerwa podziała mobilizująco na część graczy bo wczoraj wyglądali żałośnie. Aż przypomniały się czasy Moyesa kiedy każdy lepszy zespół wkładał nam trójkę i nie było meczu.

Wróć do „Anglia”