Czechy - Turcja 0:2
gospodarze nie zagrali w najmocniejszym zestawieniu, ale ku uciesze Holendrów, nie odpuścili tego spotkania i postawili trudne warunki przyjezdnym. Jednak ku nieszczęściu Pomarańczowych podopieczni Terima zainkasowali niezbędne trzy oczka. Początek spotkania to natychmiastowe rzucenie się do ataku przez Turcję, która trafiła do siatki Tomása Vaclika, ale sędzia liniowy odgwizdał dosłownie minimalny spalony Cenka Tosuna. Samo trafienie napastnika gości bardzo efektowne, świetnie przymierzył tuż pod poprzeczkę czeskiej bramki. Zawodnicy Pavla Vrby odpowiedzieli na ataki rywala i do końca pierwszej połowy oglądaliśmy kilka groźnych dośrodkowań, zwłaszcza po jednym z nich bliski szczęścia był David Lafata. Generalnie czeska defensywa prezentowała się solidnie, dlatego tym bardziej człowieka zastanawia scenariusz, w którym Turcy nie zdobyliby prowadzenia z rzutu karnego. Novak pomógł przyjezdnym, a można wysunąć hipotezę, iż gdyby nie jedenastka Selçuka İnana, to do końca rywalizacji bramek byśmy nie oglądali. Niemniej jednak po trafieniu Turcji spotkanie przechyliło się na jej korzyść. Pomijając bramkę autorstwa Çalhanoğlu, reprezentacja ta miała co najmniej dwie znakomite okazje na ponowne pokonanie Vaclika. Zwycięstwo odniesione tym bardziej ze wskazaniem na byłych medalistów Mistrzostw Świata i mają oni otwartą drogę do Euro 2016.



