Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Awatar użytkownika
Bassu
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 7183
Rejestracja: 20 lis 2005, 9:04
Reputacja: 685
Kibicuję: Manchester United
Lokalizacja: Mexico

Re: Manchester United (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Bassu » 16 paź 2015, 18:58

Patrząc na to, jaki mecz walki zaproponował nam Everton w meczu z Liverpoolem - jutro może być sromotny pogrom. Oni grają bardzo agresywnie i zdają się nie dawać rywalowi pograć poprzez stosowanie presingu. My uwielbiamy utrzymywać się (momentami bez powodu i efektu) przy piłce, ergo spodziewam się licznych (głupich) strat. Zaczęły się spotkania o punkty, ale też o tożsamość tego zespołu - a tej na razie nie widzę. Przegrać po Arsenalu, to nie wyciągnąć błędów z meczu. Na naszej ławce siedzi taktyk, który podobno ma swoją filozofie, czas więc skończyć pierdu pierdu i oddzielić gadanie od grania. Uruchomienie wyobraźni nakazuje nie grać Rooneyem i to musi się już juro zdarzyć. Wchodzenie w inne dywagacje odnośnie składu nie ma sensu - będzie grać ta sama 11 co zawsze. Podkreślam raz jeszcze- nie ma w niej zgody na operowanie Rooneyem jako zawodnikiem któremu coś się należy, bo jest kapitanem. Świętych krów nienawidzę i nie zaakceptuje w barwach Czerwonych Diabłów. Mamy połowę listopada, po wypadkowych innych spotkań widać, że każdy gubi punkty i liga nie zmieniła się w stosunku do tego, ilu chętnych na tytuł mieliśmy rok temu. Trzeba więc wykluczyć błędy i mecze takie jak ten z Arsenalem, Swanessa, czy nawet z PSV wpisać na poczet docierania się pewnych rzeczy, ale już nie przekraczać tej granicy limitu. To jest ten czas, by złapać wiatr i punktować wszędzie gdzie się da lub pogodzić się z rolą ekipy, która coś może ugrać, ale nie wiadomo jeszcze co, bo gra przebłyskami (głównie geniuszu 19 latka i szczęścia pod bramką rywala).

Wróć do „Anglia”