Przed wyborami:
PiS nie spełni programowych obietnic, nie ma na to pieniędzy w budżecie. Nie dopuśćmy do zmiany Polski w drugą Grecję.
Po wyborach:
Gdzie moje 500 PLN na dziecko. Nieważne, że połowa skomlących nawet dzieci nie ma, a nawet jeśli ma, to zazwyczaj jedno i jej rodzina nie sytuuje się grupie najuboższych rodzin.
Przed wyborami:
To jest kłamstwo, Beata Szydło nie będzie premierem. Na pewno będzie nim ten wstrętny Kaczyński.
Po wyborach:
Szydło nie ma kompetencji, Kaczyński jest liderem PiS I to On powinien wziąć odpowiedzialność za rząd i zostać premierem.
Przed wyborami:
Jak wygra PiS i obrzydliwy Kaczyński, to wyjeżdżam z kraju.
Po wyborach:
Spełnijcie wszystkie obietnice. Już, teraz, natychmiast. Jestem tu, żeby was rozliczyć.
To teraz już nie wiem, co ten PiS ma robić?
Nie rujnować budżetu czy rozdawać te pieniądze?
Szydło ma być tym premierem czy powinien nim zostać ten wstrętny Kaczyński?


