Jestem pewny, że van Gaal ma świadomość w jak fatalnej formie jest teraz Rooney. Kilka aspektów jednak nie pozwala mu na obcięcie Anglikowi minut:
- Upór. Wiadomo jak się to objawia, Lui lubi mieć odmienne, często oryginalne zdanie i uwielbia robić coś na przekór prostej logice i powiedzieć potem, że to on miał rację. Czasem wychodzi na jego, ale wydaje się, że częściej pudłuje i potem wykorzystuje dobry moment na odejście od jakiegoś pomysłu. Tak było z 3-5-2, z Rooneyem w pomocy, Blindem na środku obrony czy z pomijaniem Herrery. Przesuwając Rooneya do ataku na pytania dziennikarzy odpowiada: "Przecież sami chcieliście, żeby nie grał w pomocy". Tak jakby nie rozumiał w czym rzecz i nie widział gdzie naprawdę leży problem z Wazzą.
- Opaska kapitana. Mówił, że kapitan ma u niego pewną pozycję i jest uprzywilejowany w stosunku do reszty zawodników. Sprawdza się w 100%, Rooney gra kosztem piłkarzy, którzy mogliby w danym momencie wnieść więcej do gry. Przykładowo cierpi na tym Martial, który pełnię możliwości pokazuje na środku ataku. Automatycznie wpływa to na grę całego zespołu i na serio czasem to wygląda jakby czynny udział w grze miało 10 zawodników.
- Pozycja w klubie i kontrakt. Ciężko posadzić na ławie faceta, który jest bądź co bądź żywą legendą klubu, bijącą rekordy tych największych w historii. Do tego gdy zarabia on 300 tysięcy funtów na tydzień sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje.
Są jeszcze inne rzeczy, ale to chyba te najważniejsze. Sytuacja jest trudna, bo wątpie, że inne kluby widząc dyspozycję i spadki w umiejętnościach Rooneya, będą chętne na pozyskanie go, co wiązałoby się z wielkim wydatkiem i ryzykiem przyjęcia emeryta bez chęci do gry. Oddawać za bezcen ikonę klubu też nie wypada. Trzeba liczyć na jakiś progres w jego grze, bo chyba klub jest po prostu na niego skazany. Ciekaw jestem tylko co by się wydarzyło do tego momentu, gdyby van Gaal dał na samym początku opaskę kapitana np. Carrickowi.



