Co za gówno. Gospodarze wyszli zdeterminowani, nie odpuszczali, byli dobrze przygotowani fizycznie i...to wystarczyło. Byliśmy bezradni i de facto nie zasłużyliśmy nawet na punkt. W tyłach byliśmy elektryczni, w drugiej linii nie potrafiliśmy uspokoić gry i przejąć kontroli nad meczem. W ataku Martial i długo, długo nic. No jeszcze można wyróżnić Younga, który świetnie ogarniał tyły i fajnie włączał się do akcji ofensywnych.
Generalnie to dopóki nie przesuniemy na stałe Martiala na szpicę to nie wierzę, że coś z nasza grą ruszy. No i Lingard zasługuje na szansę od pierwszych minut w lidze.


