Norwegia - Węgry 0:1
nieźle, gospodarze cisnęli przez pełne 90. minut, a i w trzech doliczonych byli krok od zdobycia gola, ale to Węgrzy są bliżej wylotu do Francji. Zanim doszło do trafienia na 1:0, goście oddali może z dwa strzały, albowiem to Norwegowie byli stroną dominującą i to oni mogą sobie pluć w brodę, że przy takiej przewadze kończą z niczym. Ba, nie tylko o posiadanie piłki się rozchodzi, czy nawet to, że w wielu fragmentach spotkania podopieczni Bernda Storcka nie opuszczali własnej połowy, lecz należy myśleć o sytuacjach, które sobie gospodarze wykreowali. Gábor Király dwukrotnie wybronił będąc jeden na jeden z zawodnikiem gospodarzy i wykazał swoje ogromne doświadczenie. Były golkiper m.in. Herthy Berlin w obydwu przypadkach do końca wyczekał na reakcję atakującego i zachowując złączone nogi, kapitalnie wybronił uderzenia. A nawet w końcówce spotkania, świetnym szczupakiem w polu karnym po dośrodkowaniu z lewej strony, wyłuskał futbolówkę spod nóg Henriksena i zapobiegł nieszczęściu. W rewanżu za Węgrami przemawia wynik, ale nie mam przekonania, czy ponownie będą w stać wytrzymać taki napór, dlatego może powinni poszukać szansy na podwyższenie rezultatu w tym dwumeczu, ale z drugiej strony odsłonienie się może być dla nich aktem samobójczym.



