Węgry - Norwegia 2:1
brawo Király i spółka. Świetny występ reprezentacji Węgier, która potwierdziła, że zwycięstwo odniesione w Oslo nie było dziełem przypadku i jak w pierwszym spotkaniu podopieczni Bernda Storcka grali z nastawieniem na defensywę i utrzymanie skromnego prowadzenia, tak dzisiaj koncertowo rozbili Norwegów i wykazali pełne zaangażowanie w poczynania ofensywne. Już na samym początku rywalizacji Balázs Dzsudzsák oddał groźny strzał i był to sygnał dla przyjezdnych, że ich rywal bronić się nie zamierza. Jaka była odpowiedź Norwegów? W pierwszej połowie jedna niezła akcja, po której do interwencji został zmuszony Király, a także słupek na niewiele przed gwizdkiem arbitra oznaczającym zejście na przerwę. To tyle dobrego. Drużyna ze Skandynawii grała słabo, brakowało współpracy w zespole, nie widać było jakiegokolwiek pomysłu na grę i szukanie sposobu na odrobienie strat. Wobec takiej postawy nie może dziwić coraz śmielsza gra gospodarzy. Myślę, że już wcześniej można było rozstrzygnąć losy tego pojedynku, a Nyland robił, co mógł, aby przedłużyć nadzieję dla swoich kolegów (znakomita interwencja po uderzeniu Dzsudzsáka). Gol na 2:0 trochę dla Węgrów przypadkowy, szczęśliwy, ale z drugiej strony arbiter trzykrotnie skrzywdził tę reprezentację, np. nie dyktując ewidentnego rzutu wolnego przed polem karnym Norwegów, zatem trochę sprawiedliwości stało się zadość. Kontaktowa bramka to niestety prawdopodobnie już efekt rozluźnienia oraz utraty koncentracji w szeregach drużyny Storcka, ale naturalnie na zmianę scenariusza dla ekipy Per-Mathiasa Høgmo odpowiedniej ilości czasu już nie było.



