Udało się. Aż trudno w to uwierzyć, ale słabi Hiszpanie pełni przereklamowanych gwiazdeczek z Realu i Barcelony do tytułu Mistrzów Europy dołożyli Mistrzostwo Świata
Świetna sprawa. Jeśli chodzi o sam finał to mi się mecz podobał, ale bardziej ze względu na emocje niż poziom sportowy. Nie miałem wielkich oczekiwań bo stawka zawsze paraliżuje tego typu mecze.
Szkoda, że Holendrzy zamienili futbol totalny na futbol brutalny. Kierowali się zapewne zasadą 'cel uświęca środki', ale na szczęście celu nie zrealizowali. To dla mnie naprawdę szokujące, że drużyna o takim wizerunku kończy imprezę z bilansem fauli popełnionych do poniesionych +10 na korzyść tych pierwszych. Zresztą w klasyfikacji popełnionych fauli są zdecydowanym liderem i reszta ekipa musiałaby rozegrać co najmniej kilka spotkań więcej, aby nawiązać walkę w tej kategorii. Dla porównania u Hiszpanów ten sam bilans wynosi -53.
Mecz był bardzo wyrównany a o wyniku zadecydowały szczegóły. Robben zmarnował wszystko co mógł zmarnować, ale Hiszpanie również mieli swoje sytuacje. Najlepsi na boisku chyba Iker i Ramos. Iniesta również z wyróżnieniem choć bardziej za determinację niż wielkie zawody. Oczywiście ocena w górę za gola dającego trofeum. Przy okazji brawa za koszulkę - Dani Jarque na zawsze z nami.
Webb kartkował sporo, ale gdyby chciał to mógł kartkować jeszcze więcej i posypałyby się czerwa dużo wcześniej. Oczywiście Hiszpanofrustraci i Barcelonofrustraci (zjawiska często występujące razem) będą doszukiwać się sędziowania na korzyść aktualnych mistrzów globu, ale to norma a przebieg meczu ma znikomy wpływ na taką postawę.
Co ciekawe wszystkie bramki dla Hiszpanów zdobyte zostały przez aktualnych piłkarzy Barcelony. Oczywiście Villa nie rozegrał jeszcze w nowym klubie ani minuty, ale formalnie wszystko się zgadza.
Pozytywnie









