Skoro już zacząłem pisać w temacie o Barcelonie to napiszę cokolwiek o swojej wizycie 2 tygodnie temu w stolicy Katalonii. Pewnie nikogo to nie interesuje ale co mi tam
Muszę przyznać, że samo Nou Camp mnie nieco zawiodło bo spodziewałem się jednak czegoś większego po tym co widziałem w TV. Stadion owszem duży ale moja wyobraźnia liczyła, że będzie toto większe. Muzeum klubu robi wrażenie. Ma swój specyficzny styl, dużo jest odniesień do zamierzchłej przeszłości. Te wszystkie puchary i repliki, szczególnie za zdobycie LM robią wrażenie. Fajnie oddzielnie wyeksponowano puchar za 2006 rok i obok postawiono monitor z fragmentami meczu z Arsenalem. Jedyną rzucającą się w oczy gablotą indywidualną była gablota Stoitchkova. Zdziwiło mnie to trochę bo spodziewałem się jeszcze kilku innych znanych piłkarzy ze swoją częścią muzeum. Miłe są również, mniejsze co prawda ale równie ciekawe gabloty związane z innymi sportami: piłką ręczną, koszykówką a nawet hokejem. Szczególnie spodobała mi się koszulka z nr 33 Pippena i jego olbrzymi but poniżej
Dwupiętrowy sklep Barcy też robi wrażenie i praktycznie można tam stracić więcej niż w kasynie. Jest dosłownie wszystko z Barceloną. Aż się zdziwiłem się, że nie znalazłem kondomów z podobizną Puyola (Swoją drogą, nie zdawałem sobie sprawy, że Puyol to najpopularniejsze katalońskie nazwisko, które podobno zdecydowanie bije popularnością naszego Kowalskiego.) Swoją drogą nowa koszulka Barcelony bez nazwiska w oficjalnym sklepie kosztuje 68 euro. Te z nazwiskami są nieco droższe. Wszędzie oczywiście plakaty i bilboardy, na których aktualnie dominuje nie wiem czemu Krkic. Może kibice Barcy to wytłumaczą?
Nie infrastruktura ani obiekt ale klimat robią jednak największe wrażenie. Faktycznie, dla każdego Katalończyka piłkarz Barcelony to bohater narodowy, półbóg i w ogóle ktoś jak dla nas Małysz w okresie najwiekszych triumfów. I to nie tylko Messi czy Iniesta ale każdy piłkarz Blaugrany. Prawdziwy kult. Rzuca się w oczy, że nawet 80 letnie babcie, które nie mają bladego pojęcia o piłce potrafią jednym tchem wyrecytować pierwszy skład Barcelony. Z tego co opowiadał pewien Katalończyk Gran Derbi to już w ogóle szał nie z tej planety. Całe miasto, niezależnie od jakichkolwiek podziałów rasowych, kulturowych i religijnych tym żyje a szef, który dzień przed meczem i w dniu meczu nie da dnia wolnego jest uważany za poj***a i odszczepieńca. Rzuca się jednak w oczy, że nawet jesli Barca przegrywa 0:3 u siebie z Realem to nie dochodzi do żadnych burd czy zamieszek z przyjezdnymi. Na stadiony chodzą całe rodziny i taki mecz niezależnie od wyniku to prawdziwe święto , którego się nie hańbi w żaden sposób. W przypadku zwycięstwa zabawa na Rambli i innych ulicach Barcelony trwa do samego rana czyli dwie godziny dłużej niż zwykle
Z piłkarzy miałem okazję "spotkać" jedynie Xaviego. W zasadzie to widziałem tylko jak podjechał swoim czarnym Porsche i wysiadł z niego a dookoła już szalała banda fanów. Na mecz z Bocą niestety już nie udało się załapać. Ale pewnie obejrzę go w TV. Uff, to się rozpisałem. Wrażenia w każdym razie bardzo pozytywne. Jeśli nie byłbym kibicem MU, jeśli nie byłbym kibicem bardzo przywiązanym do swojego klubu to po takiej wycieczce ciężko nie zostać kibicem Barcelony a przydomek "Duma Katalonii" chyba najlepiej jak tylko można określa ten zespół. Sorry za przynudzanie






