Z tym czytaniem w Polsce to jest tragedia naprawdę. Znakomita większość osób czyta tylko tyle ile musi albo nawet i to nie. Na pewno do takiego stanu rzeczy przyczynia się TV i komputery&internet. Znam osoby u których MTV leci 24 na dobę a książki leżą na pólkach od wielu lat tylko dlatego, że jeszcze nikomu nie chciał się ich pozbyć. W dobie internetu jeszcze trudniej jest znaleść motywację do tego, aby zrezygnować z mało wymagających intelektualnie form rozrywki typu gry komputerowe na rzecz czytania. Jeżeli jest w ogóle możliwość zmiany tego stanu to oczywiste jest, że trzeba wpływać na najmłodszych. Im człowiek starszy tym lepiej ukształtowany i trudniej raczej zmienić jego upodobania. Co poradzić jednak kiedy dzieci zmuszane niejako do czytania lektur bardzo szybko zniechęcają się do czytania. Przymus sam w sobie powoduje niechęć do książek. Poza tym większość tytułów szkolnych w młodszych klasach to książki nieciekawe dla przeciętnego dzieciaka. Ja rozumiem, że lektury w szkole mają przede wszystkim uczyć czegoś a nie podobać się, ale to jest właśnie błąd. Gdyby tytuły wymagane przeplatały się z książkami bardziej przystępnymi to może samo słowa książka nie miałoby takiego pejoratywnego znaczenia dla większości.
Odnośnie kupowania książek to raczej nikogo nie zaskoczę kiedy napiszę, iż książek raczej nie kupuję. Trochę tego na półkach stoi, ale to raczej dorobek moich rodziców (kupowali - nie pisali
Moje czytanie zaczęło się w okolicach drugiej (może pierwszej) klasy gimnazjum. Oczywiścię chodzi mi tutaj o czytanie czegoś innego niż tylko lektury. Pierwsza książka to był chyba jakiś tytuł Wołoszańskiego, którego również czytuję, ale nie wspominałem chyba o tym wcześniej.
PS:
Masz jakiś na zbyciu?Krzysztof Jarzyna pisze:Na jogurty wydaje





