Po pierwsze, kilkadziesiąt lat to znacznie mniejszy dystans niż w przypadku bardzo wielu starożytnych autorów, którzy opisywali wydarzenia. Przykładowo, Liwiusz w swojej Historii Rzymu opisuje wydarzenia mające miejsce setki lat wcześniej. W przypadku I wojny punickiej mamy w zasadzie tylko jedno w miarę szczegółowe źródło - Polibiusza, który pisał mniej więcej 100 lat po wydarzeniach, jest jednak uznawany za źródło dość wiarygodne. Jeśli więc uznamy za standard, że relacje spisane kilkadziesiąt lat po wydarzeniach są niewiarygodne - ponownie, musielibyśmy wyrzucić znaczną część znanej nam historii starożytnej. To jest jeden z głównych problemów z krytyką NT przez wielu sceptyków - stawiane przez nich standardy logicznie dyskwalifikują znaczną część starożytnych źródeł, w tym te, których ci sami sceptycy bynajmniej nie odrzucają.
Po drugie, przekazywanie relacji ustnych na temat życia Jezusa nie odbywało się w chrześcijańskich wspólnotach na zasadzie "głuchego telefonu". Przykład mamy w pismach Papiasza, biskupa Hierapolis, który pisał na początku II w. Otóż pisze on, że aby poznać historie z życia Jezusa, udał się on bezpośrednio do żyjących uczniów Jana Starszego i Aristiona, którzy byli uczniami samego Jezusa (według innej interpretacji możliwe jest, ze poznał i słuchał samych Jana i Aristiona). Papiasz pisze przy tym, że najważniejszy i najbardziej autorytatywny jest dla niego "żyjący głos tych, którzy przetrwali". A więc jeszcze na przełomie I i II w., czyli już po spisaniu Ewangelii, ostatni uczniowie Jezusa oraz ich bezpośrednio uczniowie stanowili główny nośnik i źródło informacji na temat życia Jezusa - innymi słowy, w czasach spisywania Ewangelii w społecznościach chrześcijańskich wciąż funkcjonowali w ważnych rolach naoczni świadkowie wydarzeń z życia Jezusa.
Tutaj wracamy do kwestii wolnej transmisji - ponieważ teksty kopiowano masowo, istniało bardzo wiele linii manuskryptów, w wielu miejscach. Nawet, jeśli skryba gdzieś się pomylił (oczywiście, że były takie przypadki - mamy np. manuskrypt, w którym skryba przepisując ewidentnie nie zauważył, że tekst pisany był w kolumnach, i przepisał genealogię Jezusa w Ewangelii wg Św. Mateusza linijkami, wyszły straszne bzdury), to taki manuskrypt z błędem będzie jednym z wielu, wielu manuskryptów, i wtedy fakt zaistnienia błędu będzie wyraźnie widoczny na tle innych manuskryptów. Dlatego im więcej manuskryptów i ich linii, tym lepiej, a w przypadku Nowego Testamentu mamy ich wielokrotnie więcej niż w przypadku jakiegokolwiek dzieła starożytności. Nawet jeśli weźmiesz najbardziej różniące się od siebie przykłady manuskryptów aleksandryjskich i bizantyjskich (a więc spisywanych przez różnych ludzi w różnych regionach), różnice są minimalne i nie wpływają na doktrynę. Istotne są też tutaj odkrycia papirusów, wiele spośród których pochodzi z II i III w. n.e. - owszem, zawierają tylko fragmenty tekstów Nowego Testamentu, ale fragmenty te zgodne są z późniejszymi manuskryptami, potwierdzając wierne zachowanie tekstu.Kluchman pisze:Jak na wiarygodność relacji wpływa to, że wcześni chrześcijanie w zdecydowanej większości byli niepiśmienni, a teksty najprawdopodobniej były kopiowane przez amatorów, a nie przeszkolonych kopistów (co zwiększało ryzyko popełnienia błędów)? Dodajmy, że o ile mi wiadomo, tekst często był pisany bez odstępów pomiędzy wyrazami (scriptio continua), co także zwiększało ryzyko pomyłek oraz błędów w odczytywaniu.
Ponownie, tego typu majstrowanie przy tekście jest niemożliwe w sposób, który doprowadziłby do trwałej zmiany tekstu w tak szerokiej grupie manuskryptów. Teksty nowotestamentowe były przepisywane masowo, więc ktokolwiek, kto próbowałby zmienić ich treść musiałby uzyskać dostęp do tysięcy rozsianych po basenie Morza Śródziemnego manuskryptów, zebrać je i wprowadzić w nich zmiany, bądź zniszczyć je i zastąpić nowymi, co było fizycznie niemożliwe. Ten problem mają muzułmanie - Uthman ibin Affan, jeden z towarzyszy Mahometa, po jego śmierci opracował oficjalny, ujednolicony tekst Koranu, który był później powielany. To znacząco obniża wiarygodność transmisji Koranu - muzułmanie muszą ufać, że Uthman nigdzie się nie pomylił w redagowaniu ujednoliconej, oficjalnej wersji (bo jeśli się pomylił, to jego wersji nie ma za bardzo z czym porównać żeby wykryć błąd, a ze źródeł historycznych wiemy, że były różne wersje Koranu). W przypadku Nowego Testamentu nie ma tego problemu, gdyż powszechność jego kopiowania i liczba manuskryptów są gwarantem, że tekstu nie można było zmienić, bo nikt nie miał kontroli nad powszechnym procesem kopiowania.Kluchman pisze:3. Jak na treść nowego testamentu mogło wpłynąć początkowo nieprzychylne nastawienie żydów, wyznawców religii „pogańskich” i ówczesnych prawie ateistów (przykładowo epikurejczyków) w stosunku do chrześcijan? Czy ci ostatni celowo nie wprowadzali zmian w tekście po to, by móc bronić swojej wiary w kontekście stawianych jej zarzutów? Z tego, co czytałem, takie sytuacje miały miejsce nie raz.
Po pierwsze, nie musimy polegać wyłącznie na średniowiecznych skrybach, gdyż mamy starsze, jeszcze starożytne manuskrypty całego Nowego Testamentu - np. Kodeks Watykański i Kodeks Synajski datowane są na IV w., a Kodeks Aleksandryjski na początek V w.Kluchman pisze:4. Czy możemy ufać późniejszym kopistom klasztornym, że nie tylko omyłkowo, ale także celowo nie wprowadzali zmian w tekście?
Po drugie, to samo pytane można postawić w przypadku wielu dzieł starożytności, które znamy dopiero ze średniowiecznych manuskryptów. To nie jest zatem standard badań historycznych, lecz radykalny sceptycyzm.
Po trzecie, podobnie jak w przypadku wolnej transmisji tekstu w starożytności, także i w średniowieczu mamy liczne linie manuskryptów - zarówno łacińskich na zachodzie, jak i greckich na wschodzie (konkretnie w Bizancjum, gdyż duża część chrześcijańskiego wschodu została podbita przez muzułmanów). Wiele niezależnych od siebie linii kopiowania manuskryptów = wysoka wiarygodność przekazanego nimi tekstu.
Nie, nie jest to prawdą - tekst na pewno nie pochodzi ze średniowiecza. Owszem, wątpliwości niektórych badaczy budzi fakt, iż epizod ten znajduje się w poszczególnych manuskryptach w różnych miejscach Ewangelii wg Św. Jana, ale znajduje się on już w łacińskiej Wulgacie Św. Hieronima, według którego znajdował się on także w dostępnych mu łacińskich i greckich manuskryptach.Kluchman pisze:Czyż nie jest prawdą, że przykładowo bardzo znana przypowieść o cudzołożnicy (którą, jak pamiętam z dzieciństwa, lubią czytać podczas mszy jako dowód miłosierdzia Jezusa) została dodana przez średniowiecznego kopistę i zachowana aż do współczesnych najbardziej rozpowszechnionych wersji tekstu?
Możliwe jest, że tekst ten nie został napisany przez Św. Marka (pamiętaj, że nazwy Ewangelii nie są ich częścią i nie oznaczają, że wszystko musiało zostać napisane przez Św. Marka, aby było inspirowane przez Boga), i faktycznie nie ma go np. w Kodeksie Watykańskim. Jest jednak obecny bardzo powszechnie w bizantyjskiej rodzinie manuskryptów, jest częścią Wulgaty, jest w Kodeksie Aleksandryjskim, mamy wreszcie nawiązania do tej części Ewangelii u najwcześniejszych, przednicejskich Ojców Kościoła w II w. (np. u Św. Justyna Męczennika w Pierwszej Apologii). Tak wczesna, ale też szeroka geograficznie obecność tego tekstu stanowi mocny dowód na jego autentyczność.Kluchman pisze:5. Czyż zakończenie ewangelii Marka, z której korzystali późniejsi ewangeliści (przynajmniej Jan) przy opracowywaniu swoich wersji, nie było inne? Czy nie kończyła się ona na fragmencie mówiącym o tym, że kobiety nikomu nie powiedziały o pustym grobie Jezusa, bo się bały, a cała reszta została dopisana później przez bliżej nieokreślonego autora? Jaki ma to wpływ na doktrynę?
Musiałbyś podać konkretne przykłady, wszystkie znane mi twierdzenia o rzekomych sprzecznościach w czterech kanonicznych Ewangeliach (pozostałe są wyraźnie późniejsze i w wielu przypadkach gnostyczne) albo: 1) wynikają z nieznajomości teologii i kontekstu; 2) polegają na logicznych błędach. Najczęstszym przykładem tych ostatnich są rzekome sprzeczności w chronologii objawień Jezusa bądź listy osób, które udały się do Jego grobu. Owszem, Ewangelie podają tutaj różne wydarzenia i różne osoby, jednak z tego nie wynika, że są sobie sprzeczne, lecz wskazują na selektywność wyboru informacji przez poszczególnych autorów. Przykładowo, jeśli dwie osoby napiszą relację z tego samego meczu piłkarskiego, ich wybór sytuacji które wymienią w relacji może się różnić - nie znaczy to, że są one sprzeczne.Kluchman pisze:6. Jakie znaczenie ma fakt, że wszystkie cztery (nie mówiąc o innych, mniej znanych) ewangelie są sprzeczne w stosunku do pozostałych?
Doktryna narodzenia Chrystusa z dziewicy wynika już ze starotestamentowych proroctw (Iz 7:14), najwięcej informacji na ten temat otrzymujemy w Ewangelii wg. Św. Łukasza, który najwyraźniej miał bezpośredni kontakt z Matką Boską i korzystał z jeszcze wcześniejszych źródeł, na co wskazuje wstęp do jego Ewangelii. Najstarsze zachowane manuskrypty Ewangelii wg. Św. Łukasza zawierają nauczania dotyczące wiecznego dziewictwa Maryji. W manuskryptach nie ma dowodów na to, że zmieniono jest w sposób o jakim piszesz (co byłoby zresztą niemożliwe z powodów, o których pisałem już wyżej), co nie przeszkadza sceptykom snuć podobnych teorii, które są z tego gatunku, jak ta o rzekomych kolejnych fazach powstawania Ewangelii Św. Jana i dopisywania do niej fragmentów o boskości Chrystusa, choć nie ma nawet jednego manuskryptu, który potwierdzałby istnienie tych rzekomych wcześniejszych wersji.Kluchman pisze:7. Czy przypadkiem nie dokonano celowej zmiany testu w taki sposób, by nie nazywał on Józefa ojcem Jezusa? A jeśli takiej zmiany kopiści dokonali (tak czytałem), to jaki ma to wpływ na doktrynę, w szczególności na kult maryjny?
To była herezja adopcjanizmu, wyznawana przez sektę ebionitów. Natomiast nie, nie ma różnic w manuskryptach które wskazywałyby na to, że istniała inna wersja Nowego Testamentu nauczająca adopcjanizmu. Prawdą jest natomiast, że istniały błędne próby interpretowania pewnych nowotestamentowych tekstów jako nauczających adopcjanizmu, które to interpretacje stoją zresztą w sprzeczności z tekstami nauczającymi o boskości Chrystusa jeszcze przed jego narodzinami (np. Hb 1:8, Jn 17:5, Flp 2:6-11) Bóstwo Chrystusa jest zresztą potwierdzone i nauczane bezpośrednio w nowotestamentowych tekstach starszych aniżeli przynajmniej część Ewangelii - przykładem jest 1. rozdział Listu do Hebrajczyków, datowanego na lata 60. I w., gdzie Bóg Ojciec zwraca się do Jezusa jako do Boga i stworzyciela świata.Kluchman pisze:8. Nawiązując do poprzedniego czy pewne wersje nowego testamentu nie wskazują, że Jezus nie był synem bożym od urodzenia, lecz stał się nim dopiero w momencie chrztu w Jordanie? A jeśli tak, jaki ma to wpływ na doktrynę i jaki jest sens święta obchodzonego pod koniec grudnia?
Przyczyny przyczynami, ale nie zmienia to skutków - teksty innych autorów starożytnych są zachowane w znacznie mniejszej liczbie manuskryptów aniżeli Nowy Testament, a najstarsze kopie są znacznie późniejsze od oryginałów aniżeli w przypadku Nowego Testamentu. Mimo to sceptycy nie odrzucają tychże tekstów i nie uznają za niewiarygodne (wymagałoby to np. stwierdzenia, że nie wiemy, czy I wojna punicka faktycznie miała miejsce), stosują więc w stosunku do Nowego Testamentu podwójne standardy.Kluchman pisze:Inną kwestią są przyczyny zachowania nielicznych tekstów innych („pogańskich”) autorów lub w wielu przypadkach brak zachowania choćby jednego takiego tekstu (autorzy znani tylko z tekstów innych autorów).





