Artykuły prasowe warte przeczytania - Strona 19

Muzyka. Literatura. Prasa. Film. TV. Krótko mówiąc - Kultura. Wszystko co się dzieje w Polsce i na Świecie jest warte skomentowania. Polityka i wydarzenia. Dyskusje tylko na wysokim poziomie.
Awatar użytkownika
Chlopaczek
Ten obcy
Posty: 13054
Rejestracja: 16 lip 2004, 13:00
Reputacja: 3335
Lokalizacja: Blizej ciebie niz myslisz

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Chlopaczek » 08 mar 2009, 3:55

http://www.unodc.org/unodc/en/data-and- ... s/WDR.html
Narkotyki
http://www.who.int/substance_abuse/publ ... index.html
Alkohol.

I mozecie sobie dyskutowac.

Mozna sie miedzy innymi dowiedziec ze problemy z narkotykami ma 26 milionow osob (stan na 2008) natomiast z alkoholem 76 milionow a okolo dwa miliardy go spozywa (stan na 2004 rok). Mozna sie dowiedziec ze do zazywania marihuany (chociaz w raporcie okreslone to jest jako konopie) przyznalo sie ponad 165 milionow osob w przedziale wiekowym 15-64 (sezon ligowy 2006/07 :P). Raporty sa obszerne i to tylko pare liczb ktore spisalem przegladajac World Drug Report 2008.
Milej lektury.

Awatar użytkownika
Rezus
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 16322
Rejestracja: 11 wrz 2007, 13:52
Reputacja: 2899
Lokalizacja: Piekło

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Rezus » 08 mar 2009, 8:56

A ja tak się wtrącę z przymrużeniem oka jeśli chodzi o narkotyki, dla tych co mają kanał Sportklub. Wiecie może co bierze gość komentujący ligę niemiecką tam :?: :lol: Bo przy każdej, każdej akcji drze się jak pier****. :lol:

Awatar użytkownika
Babel
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 8170
Rejestracja: 28 lut 2005, 19:05
Reputacja: 242

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Babel » 08 mar 2009, 9:19

Kolejny raz wrzucacie marihuane do jednego wora z heroiną, amfetaminą czy pigułkami. Totalna bzdura. Słuchajcie uwaznie, bo nie bede powtarzać:
Babel pisze:Narkotyki mozna podzielić na miekkie i twarde tzn. ze wzgledu na ich działanie, nie na legalne i nielegalne tzn. ze wzgledu na "widzi mi sie" panów urzedników.
Dawniej zielone (przed krucjata) stosowane było także jako lek na depresje czy na braki łaknienia.

Generalnie dyskusje mogłbym skończyć na apelu do wszystkich wiedzacych lepiej niż ja co dla mnie dobre. Nie obchodzi mnie to co myślicie na moj temat. Nie lubicie marihuany, pijcie alkohol jak chcecie (sam tez pijam) lub nie pijcie jak nie chcecie, ale prosze was o jedno, dajcie mi decydowac o swoim ciele, o tym co w nie aplikuje i nie straszcie mnie wiezieniem. OK? Tylko o to walcze. Niestety wiem, że jeśli nie zmieni sie mentalności i nie wykona się tzw. pracy u podstaw nadal pokutowac bedzie taki a nie inny poglad na marihuane i nie zmieni sie tego mentalnego komunizmu. Polityków jeszcze zrozumiem, bo im się to opłaca, ale reszta? Dochodzi do tego jeszcze fakt, że prohibicja nie sprzyja niczemu poza rozkwitem podziemia i uciekania pieniedzy które mogłby trafić do budżetu panstwa (w dalszej perspektywie na leczenie uzaleznien, profilaktyke czy walke z twardymi dragami). Trzeba bedzie chyba założyć jakis kościół lub zakon, bo tylko w imie wiary i fanatyzmu moze to przejść. Nie dalo sie po dobroci to zalozy sie koscioł :P W koncu nikt nie spodziewał sie hiszpanskiej inkwizycji.

Odnośnie heroinistów to heroina działa tak, że marihuana przy tym co oni w siebie ładuja i jakie powoduje (heroina) spustoszenie w organizmach to troche tak jakby zamiast gandzi zjedli sobie twarożek. Podobnie z feta itd. Marihuana zapewnia zupełnie inne doznania i watpie aby to ona mogła być przyczynkiem do ich zwielokrotniania. Też znam dużo przypadków uzależnienien czy ich braku. Tyle że z nich wynika jedynie, że każdy indywidualnie reaguje na uzywki. Tylko to odnosi sie takze alkoholu, który jest legalny.

Argumentacja o większej ilości wypadków śmiertelnych powodowanych przez osoby bedace pod wpływem alkoholu wydaje mi sie nie trafiona. Idiota jest każdy, kto nie zdaje sobie sprawy co moze sie wydarzyć decydujac sie na kierowanie pojazdem bedac odurzonym (czymkolwiek). Oczywiscie faza jest inna niż alkoholowa, ale trudno negowac senność, opozniona reakcje czy nawet halucynacje.

Klasyka na koniec.
http://www.youtube.com/watch?v=Swi7pibsnLU

Awatar użytkownika
Kamil232
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 8989
Rejestracja: 15 kwie 2005, 13:51
Reputacja: 262

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kamil232 » 08 mar 2009, 12:28

Nie mam i nie miałem zamiaru się z nikim licytować. Nie napisałem, że alkohol to dobro, a marihuana całe zło. W ogóle nie wyrażałem opinii na ten temat czy temat artykułów. Chodziło mi tylko oto, że ktos ma prawo uważać, że marihuana to nawet w małych ilościach syf. Ma do tego prawo i to wcale nie oznacza, że ma być od razu wyzywany od ciemnogrodów przez "światłych". I tego dotyczyła moja cała polemika.

Awatar użytkownika
Yukasz
Basket fan hooligan
Posty: 6363
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:17
Reputacja: 0
Lokalizacja: Muzeum Ziemi Podlaskiej, ul. Alternatywy 4, Wiórkowo

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Yukasz » 08 mar 2009, 15:56

Babel pisze:prosze was o jedno, dajcie mi decydowac o swoim ciele, o tym co w nie aplikuje i nie straszcie mnie wiezieniem. OK? Tylko o to walcze
Nie zauważyłem aby ktokolwiek mówił ci byś nie robił tego co jest dla ciebie zajebiście ważne, nie mówiąc o straszeniu więzieniem :peace:

Awatar użytkownika
Babel
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 8170
Rejestracja: 28 lut 2005, 19:05
Reputacja: 242

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Babel » 08 mar 2009, 16:16

No a jak mam rozumieć dwa lata za posiadanie? Nie chodziło mi o Ciebie czy kogoś konkretnego tylko o tzw. społeczeństwo.

Awatar użytkownika
Berik
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1634
Rejestracja: 26 wrz 2005, 23:39
Reputacja: 0
Lokalizacja: Rivendell

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Berik » 16 mar 2009, 20:45

List dziennikarza Wyborczej Rafała Steca do Jerzego Engela
- Do pana obowiązków, panie trenerze, nie należy firmowanie - przepraszam za słowo, ale ono precyzyjnie oddaje istotę rzeczy - bredni o idyllicznym stanie polskiego szkolenia - pisze dziennikarz Sport.pl i "Gazety Wyborczej" Rafał Stec. Z gryzącą zazdrością spoglądałem w środę na ekstazę Serba Nemanji Vidicia, który strzelał gola dla Manchesteru United w megahicie Ligi Mistrzów. Zazdrośnie spoglądałem nawet na rozpacz Dejana Stankovicia, również Serba, który zdawał sobie sprawę, że jego Inter Mediolan znów nie osiągnie międzynarodowego sukcesu. Do mnie docierało wtedy co innego - że za pewien czas, gdy obaj wymienieni zakończą kariery, zastąpią ich być może kolejni Serbowie - 21-letni Zoran Tosić i 16-letni Adem Ljajić kupieni przez Manchester w grudniu.

W jeden wieczór przyjąłem stężoną dawkę niezbitych dowodów, jak wspaniałych piłkarzy wychowuje Serbia. Nie trzeba przywoływać reszty nazwisk związanych z uznanymi klubami - a znalazłoby się mnóstwo! - by wiedzieć, że jej przedstawiciele nie przyplątali się przypadkowo, lecz należą do elity na stałe. Dobiegający schyłku kariery Stanković, szalejący w kwiecie wieku Vidić, przyszłościowe żółtodzioby Tosić i Ljajić. Słynne firmy biorą przedstawicieli wszystkich pokoleń, Serbowie wylansowali markę futbolistów świetnych z inklinacjami do wybitności.

O ponadprzeciętnym potencjale reprezentacji

Pan, panie trenerze, jako dyrektor sportowy PZPN lansuje markę gracza polskiego na skromniejszą, lokalną skalę. Jesienią oznajmił pan publicznie, że dysponujemy pomocnikami światowej klasy i nie widać w Europie nawet kilku reprezentacji o większym potencjale. W lutym wyczytałem na oficjalnej stronie PZPN, że polska szkoła trenerów "jest zaliczana do najlepiej pracujących" na kontynencie, co uzasadnione zostało wyższością wytrenowanego u nas skrzydłowego Błaszczykowskiego nad wytrenowanym w Holandii skrzydłowym Smolarkiem.

Nie zamierzam znęcać się nad oboma wywodami, ich cudaczna nonsensowność jest zbyt oczywista, a rzeczywistość usiłują zakłamać w tonie bliskim bezczelności. Przygnębia mnie tylko podejrzenie, że pan naprawdę wierzy, iż jest dobrze. Psychologia doskonale zna przypadki osób, które widzą - zwłaszcza w lustrze - więcej, niż jest do zobaczenia. Kłopot w tym, że ofiarą narcyzmu pada tylko sam narcyz, a ofiarą zakrzywionego widzenia u rządzących PZPN padają tysiące chcących zawodowo kopać piłkę. Jeśli nie wchłoną solidnej edukacji w wieku chłopięcym, już zawsze będą na tle obcej konkurencji wyglądać na niepełnosprawne chudziny, a po wyjeździe do mocnych lig - jak wrzuceni między istoty wyższego gatunku i do rzeczywistości, w której czas płynie szybciej. Dla nich o całą wieczność za szybko.

Niestety, dopóki ludzie odpowiedzialni za piłkarską edukację uważają, że jest dobrze, nie zbadają, dlaczego jest źle. Przepraszam, beznadziejnie. Serbia to mały kraik, jeszcze przedwczoraj dziesiątkowany i rujnowany wojną. Od Polski biedniejszy, po wielokroć mniej liczny, niewspierany modernizującymi atutami Unii Europejskiej. Jakąś przewagę daje mu klimat, poza tym nie ma żadnego powodu, by eksportował znakomitszych piłkarzy niż 38-milionowe państwo, w którym futbol jest najpopularniejszym sportem.

W środę patrzyłem akurat na Serbów, ale mógłbym przywołać miażdżącą większość państw europejskich. Wyjąwszy egzotyczną biedę w typie Armenii czy Mołdawii, ewentualnie plamki na mapie w typie Liechtensteinu czy Estonii, wszędzie dochowują się graczy cenionych na rynku wyżej niż nasi. Czy porachujemy gole strzelane w mocnych rozgrywkach, czy po prostu sprawdzimy listę obecności, wyjdzie, że poza bramkarzami - szczęściarze, że uprawiają sport indywidualny - produkujemy buble bądź, w najlepszym razie, przeciętniaków. Od ponad dekady nie doczekaliśmy się jednego choćby piłkarza z pola klasy światowej.

Śladowe wyniki w pucharach

PZPN lubi się zasłaniać przyzwoitymi wynikami reprezentacji, która awansuje na mundial i Euro. Tyle że one nie zawsze odzwierciedlają miarodajnie stan piłki nożnej w kraju. Polacy w eliminacjach wygrywają również dlatego, że wkładają w nie - zwolnieni z obowiązków klubowych i stęsknieni za jakimikolwiek poważnymi sportowymi wyzwaniami - całą energię. O ich prawdziwych kompetencjach świadczą osiągi ligowo-pucharowe. Te są śladowe.

Nie wiem, w jakim stopniu za niedołęstwo piłkarzy odpowiada niedobór boisk, w jakim tolerowanie korupcji o bezprecedensowej skali, a w jakim zacofanie trenerów. Ale wiem, że statut nakazuje PZPN-owi dbać o interes zawodników, którzy mają prawo oczekiwać poziomu kształcenia dającego szansę konkurować na europejskim rynku pracy. W innym szlagierze - sobotnim Manchesteru z Liverpoolem - widziałem Słowaka i Bułgara, we wszystkich czołowych ligach co rusz podziwiam gole strzelane przez przedstawicieli byłych demoludów. Wszystkich prócz Polaków. Pamięta pan, panie trenerze, niezapomnianą Wisłę Kasperczaka? Jej gwiazdy albo nie osiągnęły na emigracji nic, albo ich karierki kończyły się w mgnieniu oka. Do dziś przetrwał jeden Kalu Uche. I on nie zdołał podbić świata, ale przynajmniej utrzymał się w lidze hiszpańskiej. Wystarczy być Nigeryjczykiem?

Idylliczne brednie o stanie polskiego szkolenia

Do pana obowiązków, panie trenerze, nie należy firmowanie - przepraszam za słowo, ale ono precyzyjnie oddaje istotę rzeczy - bredni o idyllicznych stanie polskiego szkolenia, lecz zbadanie, dlaczego piłkarze w zachodnich klubach przepadają. Są upośledzeni technicznie? Taktycznie? Fizycznie? Nie chcę za wszystko obwiniać trenerstwa, chcę wiedzieć, dlaczego jest beznadziejnie. Może jednak jakieś mankamenty w pana działce są?

Bez prawidłowej diagnozy nie wdrożymy właściwej terapii, a na transferach będzie się bogacił Partizan Belgrad. Za wspomniane dzieciaki, które wcale nie muszą wyrosnąć na tytanów, dostał od MU 15-20 mln euro. Z grubsza tyle, ile kosztowało pięciu najdroższych wyeksportowanych Polaków razem wziętych: Błaszczykowski, Fabiański, Janczyk, Żurawski, Matusiak.

Eksport mógłby wydatnie zwiększyć wątłe finanse naszych klubów. Partizan przez półtora roku zarobił na transferach za granicę 38 mln euro, sumę dla naszych potęg niewyobrażalną, bo cała liga - wyprzedająca na masową skalę - nie wycisnęła nawet połowy. Polskie kluby przyzwyczaiły się, że konkurencja je plądruje. Teraz czytam, że zagraniczni specjaliści wyceniają urzekającego nas młodzieńca Roberta Lewandowskiego na dwa miliony euro. To kwota skandaliczna, tyle nie oferuje się za wyroby luksusowe, lecz za świecidełka, w których oferent podejrzewa ukrytą chałę. I będzie podejrzewał, jeśli pan, panie trenerze, nie zajmie się czymś więcej niż wmawianie polskim piłkarzom, iż uczą się od genialnych nauczycieli, a potem nie dorastają do Ligi Mistrzów, bo są do tego genetycznie niezdolni.


i odpowiedz bylego trenera kadry
- Doprawdy z osłupieniem przeczytałem to, co miał do napisania w poniedziałkowym dodatku sportowym do "Gazety Wyborczej" redaktor Rafał Stec. Sprawa staje się poważna, gdy pada niczym nie uzasadnione oskarżenie i wcale nie tylko pod moim adresem, lecz całej armii polskich trenerów o produkowanie, bubli i przeciętniaków, bo tak redaktor nazwał polskich piłkarzy - czytamy na stronie internetowej Jerzego Engela.
Doprawdy z osłupieniem przeczytałem to, co miał do napisania w poniedziałkowym dodatku sportowym do Gazety Wyborczej redaktor Rafał Stec. Już w pierwszym zdaniu kpił sobie z polskiego futbolu, dając dowód jednocześnie, iż nie ma nawet podstawowej wiedzy na temat, o którym pisze. Nie ma bowiem uzasadnionego powodu, aby z punktu widzenia futbolowego fachowca zapałać nagle miłością do piłkarzy z Serbii i stawiać ich jako niedościgniony wzór dla naszych zawodników. Nie tak dawno polska reprezentacja rywalizowała z reprezentacją Serbii w grupie eliminacyjnej i to my a nie Serbowie awansowaliśmy do finałów Mistrzostw Europy. Okolicznością pocieszającą dla redaktora Steca miała być jak mi się zdawało lektura niektórych artykułów na temat piłki nożnej mojego autorstwa. Niestety okazało się, że nie tylko z pisaniem ale również z czytaniem redaktor Stec ma kłopoty. Tylko ktoś nie rozumiejący tego co czyta, może stwierdzić, iż piszę że Jakub Błaszczykowski został lepiej wyszkolony w Polsce niż Ebi Smolarek w Holandii.

Tymczasem ja napisałem, że prawdziwe talenty można, gdy się umie, równie dobrze poprowadzić do kariery w Polsce jak i zagranicą i dlatego w wyszkoleniu Kuby i Ebiego postawiłem znak równości. To tyle na temat bo nie mam zamiaru znęcać się dalej nad cudaczną nonsensownością wywodu redaktora Steca. W dalszej części artykułu redaktor posądza mnie o narcyzm. Pan Stec jak się okazuje posądza innych przez pryzmat własnej osoby, bo to przecież Pan Stec a nie ja demonstrował publicznie palmę na czubku głowy. Sprawa jednak staje się poważna, gdy pada niczym nie uzasadnione oskarżenie i wcale nie tylko pod moim adresem, lecz całej armii polskich trenerów o produkowanie, bubli i przeciętniaków, bo tak redaktor nazwał polskich piłkarzy. Jakie przygotowanie merytoryczne poparte jakimkolwiek doświadczeniem upoważnia redaktora Steca do formułowania takich twórczych przemyśleń. Otóż jeśli już mówimy o bublach, to właśnie redaktor Stec wypuścił swój kolejny artykuł, na który odpowiadam. Jeszcze niedawno Pan Stec zapełniał płodami swojej klawiatury, nawet pół numeru poniedziałkowego gazetowego Sportu. Trzeba być nie tylko bezczelnym ale nie mieć odrobiny samokrytycyzmu aby wierzyć, że posiada się patent na nieomylność równocześnie w futbolu, siatkówce, wyścigach samochodowych a nawet pchnięciu kulą.

Osobiście będę zawsze bronił polskich trenerów, którzy w bardzo trudnych warunkach organizacyjno-szkoleniowych potrafili wyselekcjonowac i wychowac wielu naprawdę zdolnych zawodników. Swój artykuł podpiera Pan Stec zdjęciem Wisły Kraków, wspaniałego klubu z olbrzymim dorobkkiem i tradycjami, na które pracowali przez dziesiątki lat trenerzy i zawodnicy w wielu dyscyplinach sportu. I też trudno zrozumiec dlaczego redaktor Stec obraża polskich piłkarzy grających w Wiśle Kraków. Ale Pan Stec nie porusza tematu, ze młodzi piłkarze nawet w Wiśle Kraków nie mają gdzie trenowac, a trenerzy szkolący młodzież tak w tym jak również innych klubach, muszą pracować poza klubami, aby móc poświęcic się szkoleniu najmłodszych. Pan Stec nie pisze o rzeczywistych problemach polskiej piłki nożnej młodzieżowej, na których poprawę PZPN nie ma żadnego wpływu, bo leżą one w gestii Samorządów i właścicieli klubów.

A temat wynagrodzenia szkoleniowców, którzy otrzymują średnio 300 - 400 złotych miesięcznie, jest jednym z podstawowych. Z pewnością za taką kwotę Pan redaktor nie pracowałby w gazecie i nie pisał takich nonsensów, które nikomu przecież nie służą. Powyższy list napisałem do Gazety Wyborczej z prośbą o wydrukowanie jako polemiki z redaktorem Rafałem Stecem, z którym się przecież nie konfrontuję tylko polemizuję i wierzę, że ten list się na jej łamach ukaże.

Tekst Engela o palmie na glowie to istny majstersztyk zaslugujacy na dozywotnie Zlote Usta. :rotfl4:

Awatar użytkownika
Bienias
Vamos Blaugrana
Posty: 10284
Rejestracja: 16 maja 2005, 22:28
Reputacja: 677
Lokalizacja: Magna Wola Varsoviensis

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Bienias » 16 mar 2009, 21:02

Moze jak bym w swoim programie nauczania mial gimnazjum to zrozumialbym merytoryczna odpowiedz Engela, ale niestety nie mialem i tej jego merytorycznej polemiki nie widze.

Awatar użytkownika
fieldy
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 47769
Rejestracja: 11 kwie 2005, 18:13
Reputacja: 2090

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: fieldy » 16 mar 2009, 21:08

http://jerzyengel.pl/index/view/id/203

to ci się Berik spodoba, na stronce Engela jest nawet fotka palmy
jeszcze wyboldował fragment z żartem, żeby wszyscy zauważyli :lol:

Awatar użytkownika
Bienias
Vamos Blaugrana
Posty: 10284
Rejestracja: 16 maja 2005, 22:28
Reputacja: 677
Lokalizacja: Magna Wola Varsoviensis

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Bienias » 17 mar 2009, 12:41

W poniedziałkowej „Gazecie Sport” rzuciłem intrygujący i, jak sądziłem, bardzo istotny dla naszego futbolu temat do rozmowy dyrektorowi sportowemu PZPN Jerzemu Engelowi. Engel odpowiedział natychmiast. Niestety, wymijająco. Jego tekst opublikujemy w „Gazecie Wyborczej” - chyba dziś, choć pewności nie mam - wraz z poniższą ripostą. Znużonych bywalców bloga przepraszam za kontynuację tej jałowej szarpaniny, ale temat zdaje mi się zbyt ważny, by przestać. Tutaj trzeba cierpliwości:

Panie trenerze, czytał pan mój list z osłupieniem, ja czytałem odpowiedź z przykrością i rezygnacją. Ma pan świętą rację - nie jestem w sprawach szkolenia kompetentny. Dlatego spytałem fachowca. Spytałem, dlaczego polscy futboliści nie są w stanie robić karier na europejskim rynku, dlaczego sprawiają tam wrażenie niedouczonych i nawet jeśli ktoś ich zatrudni w mocnej lidze, to prędko ich wypędza. Moim zdaniem to pytanie dramatyczne, warte głębokiego namysłu intelektualnego lidera polskiej myśli szkoleniowej.

Niestety, w klasycznym pezetpeenowskim stylu puścił je pan mimo uszu. (Tak jak po Euro 2008 cały związek zignorował apel „Gazety" o import kompetentnego obcokrajowca, by jako dyrektor sportowy pomógł nam zbudować system szkolenia). Pański tekst ma wysoką wartość poznawczą, bo doskonale oddaje sposób myślenia ludzi rządzących - na jej nieszczęście - polską piłką, a zarazem zerową wartość merytoryczną, bo nie stanowi choćby próby odpowiedzi na moje pytanie. Ale niech tam, spróbuję jeszcze raz. Powoli, słówko po słówku.

Wcale nie „zapałałem miłością do piłkarzy, którzy urodzili się w Serbii”, ja tylko żałuję, że to oni, a nie Polacy, błyszczą w megahitach Ligi Mistrzów. Wcale nie zapomniałem, że nasza reprezentacja wyprzedziła Serbów w eliminacjach do Euro 2008, ale żałuję, że to oni, a nie Polacy, wynegocjowują najwyższe kontrakty w Europie. (Niech pan zapyta naszych zwycięskich kadrowiczów, czy nie zamieniliby występów w prowincjonalnych ligach na Manchester United). Nie obrażam nigdzie Wisły Kraków, ale żałuję, że to Partizan Belgrad, a nie nasze kluby, zarabiają na transferach fortunę. Wskazuję też na fatalny stan boisk treningowych, niejednokrotnie pisałem - również w swojej książce - o kiepsko wynagradzanych trenerach młodzieży, na których pensjami pan boleje. Pan jako dyrektor PZPN zarabia jednak troszkę okazalej - 20 tys. złotych miesięcznie - więc pomyślałem, że warto spytać, co można naprawić, by nasi piłkarze potrafili rywalizować z zagraniczną konkurencją. By np. w lidze włoskiej nie padały dziesiątki goli strzelonych przez Albańczyków lub Macedończyków, przy zaledwie jednym w ostatniej dekadzie wypoconym przez Polaka.

Dowodów, że emigranci z 38-milionowego kraju radzą sobie marniej niż zawodnicy ze wszystkich liczących się (i mniej liczących się) krajów europejskich, jest bez liku. Przyczyn takiego stanu rzeczy też. Od pana oczekiwałem, że znajdzie pan te, za które pan odpowiada, czyli związane ze szkoleniem. Czy niewłaściwie dbamy o rozwój techniczny młodych? Taktyczny? Mentalny? Fizyczny? A może występuje jakiś złożony defekt, na który nie zwróciliśmy dotąd uwagi? To materiał na dysertację bliską Nobla, a co najmniej wnikliwy, pracochłonny raport.

Niestety, pan się na rzucony przeze mnie temat nawet nie zająknął. Woli pan wmawiać, że „nie widzi nawet kilku drużyn z większym potencjałem” od reprezentacji Polski. (Mógłby pan tę elitę elit - z większym potencjałem - wskazać?) Woli pan przechwalać się, że „polska szkoła trenerów nie bez przypadku uważana jest za jedną z najlepiej pracujących w Europie?” (Mógłby pan podać, przez kogo jest uważana?) Woli pan biadać nad bezradnością PZPN, choć wydający ligowe licencje związek mógłby np. zmusić kluby do szkolenia młodych, zadbania o jakość boisk treningowych etc. Woli pan wreszcie opowiadać - wytłuścił pan ten passus! - o palmie na czubku głowy, którą ponoć „publicznie demonstrowałem”.

Kwestii palmy, jako kluczowej, mimo zażenowania pominąć nie mogę. Otóż mnie, jeśli mogę na chwilę kucnąć na zaproponowany poziom debaty, pański wąs się podoba. Kiedy go widzę, staje mi przed oczami były trener Realu Madryt Vicente del Bosque, również wąsacz. Szczerze panu życzę, by w przyszłości z Realem łączyło pana jeszcze coś więcej. A skąd wiem, że kwestia palmy jest kluczowa? O tym, że giganci polskiej myśli szkoleniowej szczególną uwagę zwracają na czubki głów, dowiedziałem się po Euro 2004. „Gazeta” spytała ich wówczas o wnioski z turnieju, które podniosą jakość polskiej piłki. Antoni Piechniczek (wtedy Przewodniczący Rady Trenerów PZPN, dziś wiceprezes PZPN od spraw szkolenia - ciekawe, jak dzielą się panowie kompetencjami) powiedział m.in.: „Triumf Greków pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czy Polacy mogą być na ich miejscu? Wątpię. U nas nie ma atmosfery ciężkiej pracy. W lidze jeszcze nie zaczną na dobre grać, a już są zmęczeni. Na boisku panuje rewia mody, jeden ma czerwone włosy, drugi zielone. A czy na Euro ktoś miał czerwone włosy? Piłkarze wyjeżdżają za granicę, skąd wracają po roku z podkulonym ogonem. To też jest problem.”

Wiceprezes Piechniczek nazwał wówczas ów „problem” nawet dobitniej niż ja. Nie wiem, czy jego również zruga pan za to, że obraża naszych zawodników, pisząc, iż „wracają z podkulonym ogonem”. Nie wiem też, ile mogę się spodziewać po fachowcu, który z mistrzostw Europy zapamiętuje głównie kolor fryzur. Piechniczek pił prawdopodobnie do Mirosława Szymkowiaka, bo tylko on pośród ówczesnych kadrowiczów pofarbował włosy na czerwono. Ja jednak wciąż powątpiewam, czy Szymkowiak osiągnąłby więcej, gdyby ich nie farbował. To jak z pańskimi wąsami - one nie wystarczą, by było lepiej. Stękanie na brak kasy też nie. Tu trzeba ruszyć głową.
http://rafalstec.blox.pl/2009/03/Jeszcz ... ngela.html

Widac Stec tez nie chodzil do gimnazjum :wink:

Awatar użytkownika
Berik
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1634
Rejestracja: 26 wrz 2005, 23:39
Reputacja: 0
Lokalizacja: Rivendell

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Berik » 17 mar 2009, 20:21

Nie ma co wiecej pisac o Engelu, bo jest nie wart funta klakow. Czekam na dalsze felietony i artykuly innych ekspertow i dziennikarzy. Moze w koncu wywiaze sie ogolnopilkarska debata i cos z tego wyniknie...ale w co ja wierze :roll:

Awatar użytkownika
emdżej
Walczymy!
Posty: 8961
Rejestracja: 06 mar 2009, 15:35
Reputacja: 0
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: emdżej » 17 mar 2009, 20:32

A co powiecie o tym? :wink:
Kościół przygotuje kibiców do Euro 2012

Kościół pomoże w przygotowaniach do Euro 2012. Minister Sportu, Mirosław Drzewiecki liczy na pomoc duchownych w kształtowaniu wśród kibiców odpowiednich postaw.
W jaki sposób Kościół chce przygotować kibiców do Euro?

- W szkołach przeprowadzimy specjalne "piłkarskie katechezy", a w kościołach wygłosimy kazania. Będziemy uczyć dobrego kibicowania i tolerancji dla innych narodów - wyjaśnia delegat Episkopatu Polski ds. duszpasterstwa sportowców bp Marian Florczyk.

Więcej w "Dzienniku"

Awatar użytkownika
brylancik
Oleguer Fan
Posty: 1974
Rejestracja: 18 kwie 2006, 13:34
Reputacja: 0
Lokalizacja: Valencia

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: brylancik » 28 mar 2009, 12:05

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/ ... ch___.html
Autor dziękuje firmie CUSHIMA za to, że w ramach szkolenia antykidnaperskiego został profesjonalnie porwany i przez 4 godz. przetrzymywany w złych warunkach, co pomogło mu napisać ten artykuł.

Dusisz się. Twoje płuca są szalone, tak jak ci ludzie, którzy przed chwilą założyli ci worek na głowę. Wdech. Błyskawicznie mokry od twojego potu worek przykleja się do twarzy. Mimowolnie wciągasz go do ust. I znów się dusisz. Wydech. Worek napełnia się jak balon. Łapiesz kolejny haust powietrza. Tyle że tego samego, które przed chwilą wyrzuciłeś z płuc. Dusisz się kompletnie, więc jest ci wszystko jedno, że na twoich rękach zaciskają się plastikowe kajdanki. Jest ci wszystko jedno, że wloką cię do samochodu i wrzucają tam jak worek ziemniaków. Marzysz tylko o tym, żeby złapać choć trochę powietrza.

Jak będziesz miał szczęście, to samochód będzie dostawczy i wtedy twój koszmar rozpocznie się w miarę komfortowo. No, chyba że źle trafisz. Wtedy zaczną cię bić już w samochodzie. Porwanie samochodem osobowym jest łatwiejsze. Dla ciebie oznacza jazdę w bagażniku albo na tylnym siedzeniu. Tyle że jeden albo dwóch porywaczy usiądzie na tobie. Jeśli będziesz się stawiał, siądą ci na głowie. Zaczyna boleć już po kilku minutach. A przecież podróż będzie trwała minimum godzinę. Nawet jeżeli zamierzają cię przetrzymywać w miarę blisko miejsca porwania, nie będą jeździć krócej. Oni też oglądają filmy sensacyjne i wiedzą, że trzeba kluczyć, żeby porwany stracił orientację. Specjaliści doradzają więc, żeby się nie stawiać.

To, co się wydarzy, gdy dotrzecie do celu, w systematyce porwań nazywa się kulminacją pierwszego kluczowego momentu. Systematyka przewiduje takie momenty. Pierwszy się zaczął, kiedy porywacze wysiedli z samochodu i zaczęli biec w twoją stronę. Zakończy się, gdy dowiozą cię do miejsca przetrzymania i dojdą do wniosku, że jesteś całkowicie przez nich zdominowany. Pracowali nad tobą cały czas. To dlatego bez przerwy krzyczeli, rzucając kurwami. Z tego samego powodu założyli ci worek na głowę. Bili, kiedy próbowałeś się odezwać, i przeklinali, gdy zobaczyli, że posikałeś się ze strachu i zabrudziłeś im siedzenia. Muszą tak robić, żebyś szybko zdał sobie sprawę, że to oni są autorami scenariusza. Oni rozdają karty i oni decydują. Choć często to nieprawda, bo do niektórych porwań wynajmuje się ludzi - tak jak ty sam wynajmowałeś ekipę malarską czy glazurników. Dostają pieniądze za konkretną robotę. Jedni za porwanie, drudzy za przetrzymywanie. Jeszcze ktoś inny będzie negocjował z rodziną okup. Ale tak się dzieje, jeśli porwali cię profesjonaliści. Amatorzy muszą to wszystko wymyślać i robić sami, dlatego częściej popełniają błędy. Również twoim kosztem.

Miłosierdzie

Przyjechanie do miejsca przetrzymania może oznaczać chwilę odpoczynku. Nie traktuj tego jako aktu miłosierdzia, bo porywacze go nie znają. Dla nich jesteś elementem wymiany towarowej. My wam oddamy porwanego, a wy nam za to zapłacicie. To taka gra, w której ty jesteś towarem. Przywyknij do tej myśli, a to, co cię spotka, będzie bardziej przewidywalne.

Odpoczynek po porwaniu potrzebny jest porywaczom. Większą część dnia spędzili w silnym stresie. Mogli nie spać ostatniej nocy. Co prawda, zanim cię porwali, poznali twoje przyzwyczajenia. Wiedzieli, o której wychodzisz z pracy. Ale może tego dnia posiedziałeś tam dłużej, może wyszedłeś, ale po coś wróciłeś. A oni już myśleli, że coś ich zdradziło. Tak czy siak, znacznie dłużej niż ty byli w nerwach. Teraz muszą sobie odpocząć. Przynajmniej amatorzy. Profesjonaliści nie dadzą ci wytchnienia, bo będą musieli cię przesłuchać. Skonfrontują to, co wiedzą, z tym, co im powiesz. Spieszą się, żeby zadzwonić do rodziny, zanim ktoś z domowników zaniepokoi się twoim zniknięciem i zgłosi je na policji.

Po pierwszej rozmowie z porywaczami zorientujesz się, kto za tym stoi. Oczywiście, nie dosłownie. Profesjonaliści będą spokojni, pewni siebie, rzeczowi. Nie straszą od razu śmiercią, bo chodzi im przecież o pieniądze, a nie o zabijanie. Gdyby chcieli zabić, po prostu by to zrobili. Czasem puszczą kilka słów pospiesznie nagranych na dyktafon. Historie z podawaniem ofierze słuchawki śmieszą już nawet na filmach. Amatorzy to co innego. Będą agresywni, żeby maskować swój strach i brak pewności siebie. Przecież dopiero się uczą porywania, więc skąd mogą wiedzieć, że jak przesadzą, to rodzina może się psychicznie załamać i zrobi się problem ze zgromadzeniem pieniędzy na okup.

Kiedy rodzina martwi się o okup, ty dalej egzystujesz na poziomie wegetatywnym. Twoim całym światem są najprostsze czynności życiowe. Oddech już ci się ustabilizował, ale na pewno będzie ci się chciało pić. Stres wysusza organizm jak pożar. Tak naprawdę to jest pożar - tyle że systemu nerwowego. Po tym, czy dostaniesz wody, zorientujesz się, jak będziesz traktowany. Jeśli zamiast wody dostaniesz kopniaka, nie wróży to dobrze.

Twoim kolejnym problemem wcale nie będzie jedzenie, ale pozbycie się go. Wielu porwanych reaguje rozstrojem żołądka. Jeśli powiesz, że musisz do toalety, masz szansę, że zostaniesz wysłuchany. Nikt nie chce siedzieć kilka dni obok kogoś, kto śmierdzi kałem. Załatwianie się z rękoma skrępowanymi do tyłu nie jest łatwe. A użycie papieru toaletowego - niemożliwe. Po kilku dniach będzie ci to uwierać jak kamień. Na świeże ubranie nie licz. Amerykański kodeks karny przewiduje dodatkową karę za niedostarczenie porwanemu środków czystości. Polski nie. Ale to chyba nie jest główna przyczyna, dla której porywacze nie dbają o te sprawy. Mimo że były i takie lata, w których zdarzało się nawet 170 porwań dla okupu rocznie, specjaliści nie przypominają sobie, żeby w którymś z nich porwany dostawał czystą bieliznę. Natężenie własnego smrodu od tej pory będzie dla ciebie jedynym miernikiem upływu czasu. Jeśli byłeś na tyle oryginalny, że miałeś nie tylko komórkę, ale i zegarek, raczej na pewno ci go zabiorą. Na pytania o godzinę nie zareagują. Okno, nawet jeśli będzie, to szczelnie zasłonięte.

Po posiłkach też się dużo nie zorientujesz. Jeśli w ogóle będziesz dostawał jakieś posiłki. Porwaną na Wybrzeżu dziewczynkę karmiono trzy razy dziennie. Czasem otrzymywała nawet coś ciepłego z McDonalds'a. Zachowanie tak niezwykłe, że ciągle przywoływane w tematycznych lekturach. Normalnie będą cię karmić tylko na tyle, żebyś przeżył. Czasem tym co sami jedzą. Czasem resztką tego, co sami zjedli. Zdarzali się i tacy, którzy nie dostawali jeść przez cztery dni. Twierdzą, że nawet specjalnie nie cierpieli. To nie jest sytuacja, w której głód jest najważniejszy. Z czasem zaczyna jednak nabierać wagi. Porwany i przetrzymywany przez 24 dni 10-latek stracił w niewoli prawie 20 kg. Był tak wyniszczony, że matka zemdlała na jego widok. Na szczęście liczba porwań dzieci maleje. Tak samo jak porwań w ogóle. Przez ostatnich kilka lat porywano około 20 osób rocznie.

Poznanie


Biorąc pod uwagę mentalność i poziom intelektualny porywaczy, brak rozrywek jest błogosławieństwem. Telewizja, radio - proszę bardzo. Pod warunkiem, że będziesz swoim własnym radiem. Za każdym razem, kiedy tylko poczujesz, że można, zaczniesz nadawać program pod tytułem: poznajmy się. Będziesz próbował nawiązać rozmowę. Twoje pytania pozostaną raczej bez odpowiedzi, więc sam będziesz opowiadał. Może nie masz pojęcia o psychologii, ale coś każe ci mówić. Opowiadać. Nie być tylko skrępowanym kawałkiem mięsa na łańcuchu. Jeśli przetrzymujący zacznie odpowiadać, to znaczy, że właśnie dodałeś jedną gwiazdkę hotelowi, do którego rzucił cię los. Nadal będziesz na łańcuchu, ale może dostaniesz ciepłej herbaty, a może nawet poluzują ci więzy. A jeśli cokolwiek liznąłeś z psychologii, to tym bardziej nie miej oporów przed próbami nawiązania kontaktów z porywaczami. Syndrom sztokholmski? To bajki. Ile musiałbyś siedzieć w tej piwnicy, żeby zacząć myśleć, że fajnie byłoby mieć takiego przyjaciela? Przeciętne porwanie w Polsce trwa od kilku do kilkudziesięciu dni. Za krótko na takie historie.

Przez pierwsze godziny dużo będziesz myślał o ratunku. Wiele porwań odbywa się w biały dzień, na oczach ludzi. Jesteś pewien, że ktoś zapamiętał twarze, numer rejestracyjny. Z porwania może być nawet film, wszędzie jest coraz więcej kamer. Na jednym z takich krótkich filmów widać porwanie. Jest samochód porywaczy. Widać nawet, jak wrzucają do bagażnika ofiarę. To nic nie znaczy. Film jest. Porwanej dziewczyny nie odnaleziono do dziś. Ale ty tego nie wiesz. Oczyma wyobraźni widzisz za to, jak superpolicjanci wertują przepastne wnętrza swoich komputerów i typują sprawców. Superpolicjanci, na szczęście, się zdarzają, ale superkomputery już nie.

Żeby cokolwiek ruszyło się w twojej sprawie, trzeba się przebić przez mur biurokracji. Wypełnić papierki, złożyć dokumenty. Porwanie to przestępstwo. A przestępstwo, wiadomo - trzeba zgłosić na policji. Od 2000 r. są nowe wytyczne. Policja po zgłoszeniu ma sama przyjechać w cywilnym ubraniu. Z tego, co mówią rodziny ofiar, nie wszędzie te wytyczne jeszcze dotarły. I tak jest już lepiej. W 1996 r. zwlekano z zapłaceniem okupu, bo zgodę na użycie helikoptera komenda główna opiniowała kilka dni. Policjanci też nie mają łatwo. Założyć podsłuch - proszę bardzo, ale musi być zgoda rodziny porwanego. Przygotować fałszywe pieniądze - broń cię Panie Boże. Pójdziesz siedzieć. To nic, że na okup - fałszerstwo pieniędzy jest zbrodnią i dają za to 25 lat. Jeżeli porywacze zabiją ofiarę i uda się ich złapać, dostaną 12 lat. Państwo ma jasne priorytety.

Wolność

Po kilku dniach powoli tracisz wiarę w ratunek. Jeśli jesteś twardy, kombinujesz, jak się uwolnić. 17-letni Paweł specjalnie ranił nadgarstki o kajdanki. Prosił o ich poluzowanie. Im bardziej poluzowywano, tym bardziej je ranił. Półtora dnia później udało mu się zdjąć kajdanki i, wykorzystując nieobecność strażników, uciec. Porwany na Wybrzeżu jubiler nie mógł uciec, bo bandyci roztrzaskali mu nogę metalowym prętem. Całą drogę wyrywał sobie włosy, maczał we krwi z rozwalonej nogi i zostawiał ślady. Przed domkiem, gdzie miał być więziony, symulował nagłą potrzebę oddania moczu. Oddawał go tak, żeby strumień leciał na domek. Porywacze jeszcze nie wiedzieli, że właśnie szykował przeciw nim materiał dowodowy. Zaznaczył to miejsce jak pies. Później leżał i liczył samochody. O jakiej porze dnia jeździły, w którym miejscu hamowały, jakie miały silniki. Po uwolnieniu, wraz z policją, odnalazł miejsce, w którym go przetrzymywano.

Czasem się udaje przechytrzyć porywaczy. Karm się tą myślą. Ta myśl jest pozytywna. A ty dryfujesz właśnie po morzu beznadziei, więc przyda ci się wszystko, co jest choćby promykiem optymizmu. Myśl logicznie. Psychiatrzy po II wojnie światowej rzucili się na ofiary obozów koncentracyjnych. Można było się pławić w zaburzeniach i lękach. Aaron Antonovsky skupił się na tych, którzy tych lęków i psychoz nie mieli. Przeżyli, bo otaczający świat, nawet ten koszmarny, potrafili przełożyć na język logiki. Tak ich wychowano. Ludzi, którzy cię pilnują, w ogóle nie wychowano. Albo popełniono przy tym sporo błędów. Nie staraj się im niczego udowadniać. Biznesmen spod Olsztyna, który nie zaakceptował tych zasad, przez cztery dni bez przerwy wisiał podwieszony na łańcuchach do belki stropowej. Pilnujący go porywacze zmieniali się, żeby każdy z nich mógł zasiąść przy świątecznym stole.

Czas jest kluczowy dla obu stron. Im dłużej trwa porwanie, tym więcej jest okazji do popełnienia błędów. Po dwóch miesiącach przetrzymywania ryzyko wykrycia miejsca przetrzymania jest już ogromne. Policja analizuje połączenia, sprawdza, gdzie logował się telefon. Kogoś może zastanowić, dlaczego ci obcy mężczyźni wychodzą z domu tylko nocą? Trzeba zmienić miejsce przetrzymywania, a to - powracając do systematyki porwań - jest drugi kluczowy moment porwania. Kluczowy, bo łatwo wpaść. W zasadzie wszystko trzeba zaczynać od nowa. Trzeba wynająć nowy lokal. Najlepiej na kradziony dowód osobisty. Dobrze byłoby ukraść jeszcze samochód albo tablice. Zatrzeć ślady. A jak będzie stłuczka, to jak się wytłumaczyć z człowieka w bagażniku? Trzeba przodem puścić inny samochód, który w razie kontroli weźmie na siebie policję. Mnóstwo kłopotów.

Jednak najbardziej kluczowy moment to przejęcie okupu. Łatwo poznasz ten dzień, bo porywacze będą podnieceni, raczej w dobrych nastrojach. To ich najważniejszy dzień - wypłata. Pieniądze, na które długo czekali. Dwóch bezrobotnych porywaczy zeznało, że chcieli spłacić długi i trochę się zabawić. Niedoszły student prawa i porywacz w jednej osobie potrzebował pieniędzy na kupno motoru. Gang mokotowski porywał, żeby zapłacić Kolumbijczykom za transport kokainy.

Jacy bandyci, takie i żądania. Najniższa kwota to 200 zł. Takiego okupu zażądali trzej mężczyźni w wieku od 21 do 23 lat za uwolnienie w sierpniu 2007 r. porwanego przez nich 16-latka. Z kolei za uwolnienie poznańskiego biznesmena zażądano 8 mln zł. W latach 90. popularną walutą wśród porywaczy były marki. Później dolary. Ostatnio coraz częściej euro. Dobrze jest nie mylić walut. Rodzina jednego z porwanych (pod wpływem sugestii prywatnego detektywa) zamiast 100 tys. w obcej walucie przywiozła 100 tys. zł. W dodatku na przekazanie okupu udała się samochodem wartym znacznie więcej. Porywacze poczuli się zlekceważeni i zamordowali porwanego.

Techniki przekazywania okupu są różne. Ale ciebie nie będzie to bardzo obchodziło. Nim odzyskasz wolność, czeka cię jeszcze jedna podróż z porywaczami. Raczej nocą. Znów będą kluczyć. Tym razem chyba nie siądą ci już na głowie. Wywiozą gdzieś do lasu. Jak będą mili, zostawią 50 zł na bilet do domu. Stojąc w tym lesie, znów będziesz się dusił. Tym razem świeżym powietrzem. Przy każdym wdechu i wydechu będziesz dziękował Bogu, że żyjesz.

Materiał nie powstałby bez pomocy: porwanego w 1999 r. pana M.; spotkania z członkami Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia na rzecz Bezpieczeństwa, które jako pierwsze zorganizowało się przeciw fali porwań; rozmów z psychologiem policyjnym dr. Jackiem Dolińskim; byłym negocjatorem policyjnym Dariuszem Lorantym; Krzysztofem Liedelem, szefem Centrum Badań nad Terroryzmem w Collegium Civitas i współautorem książki "Porwania dla okupu" Januszem Kaczmarkiem. Wszystkim serdecznie dziękuję.

Awatar użytkownika
emdżej
Walczymy!
Posty: 8961
Rejestracja: 06 mar 2009, 15:35
Reputacja: 0
Lokalizacja: Sosnowiec

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: emdżej » 03 maja 2009, 23:46

http://www.sport.pl/pilka/1,65032,65657 ... nosci.html
W piłkarskim świecie idealnym skrucha polegałaby na tym, że zespół, któremu anulowano karę degradacji mimo udowodnionego kupczenia punktami, w najbliższym meczu za wszelką cenę chce pokazać, że potrafi zasłużyć na takie - kompletnie niezrozumiałe, ale to zupełnie inny temat - darowanie win. W polskim bagnie korupcyjnym jest oczywiście inaczej.

Ułaskawiona w środę Jagiellonia w sobotę beztrosko przegrywa na własnym boisku z rywalem, którego powinna pokonać śpiewająco. Działacze Związkowego Trybunału Piłkarskiego, którzy są pewnie dumni z tego, że ich decyzja była tak humanitarna, tak demokratyczna, tak idąca z duchem sportu, dostali właśnie na nią odpowiedź.

Na jedynym w Polsce ekstraklasowym boisku na prawym brzegu Wisły gościom gra się w tym sezonie ciężko. Ponad 80 proc. punktów Jagiellonia zdobyła u siebie. Wiosną na własnym stadionie miała do tej pory komplet czterech zwycięstw (choćby z Legią) i imponujący bilans bramkowy 10-1. Nikt jej tu nie pokonał od 21 września ubiegłego roku.

Odwrotnie Odra Wodzisław, szokujący zdobywca Białegostoku. To zespół, który w tych rozgrywkach nigdy wcześniej nie zdobył więcej niż jednego gola na wyjazdach. Owszem, wygrał dwa mecze wyjazdowe, ale z Ruchem Chorzów przy pustych trybunach Stadionu Śląskiego, a z Piastem Gliwice... w Wodzisławiu, bo tam gospodarzył Piast, kiedy miał zamknięte własne boisko.

Proszę wybaczyć, ale gra, w której gospodarze wyrównują w 85. min, by po kilkudziesięciu sekundach znów stracić gola, musi wzbudzać podejrzenia. Zwłaszcza w kraju, w którym do niedawna ustawianie meczów było w środowisku niemal usankcjonowane. To przecież koszulkę Jagiellonii wciąż zakłada zawodnik (z Odrą też grał, a jakże), który wkrótce stanie przed sądem oskarżony o korumpowanie rywali.

Komu punkty są bardziej potrzebne w tym sezonie? Naturalnie Odrze, która za wszelką cenę ratuje ekstraklasowy tyłek. Komu przydadzą się za rok? Jagiellonii, która wystartuje do rozgrywek z minusowym kontem.

Dokładając do liczb i rozważań statystycznych wspomniany kontekst dyscyplinarny oraz opinie tych, którzy potrafią patrzeć z trybun trzeźwo, porażkę Jagiellonii z Odrą trudno, niestety, brać za wydarzenie wyłącznie sportowe. Bo to także drwina ze związkowego wymiaru niesprawiedliwości i kpina z polskich kibiców. Tych, którzy latami na takich meczach uśmiechali się porozumiewawczo, i tych, którzy tymi samymi latami naiwnie wierzyli, że wynik żadnego meczu nie był znany przed pierwszym gwizdkiem.

Że nie mam dowodów, a piłkarze z Białegostoku mieli prawo albo do słabszego dnia, albo do świętowania niespodziewanego miłosierdzia PZPN? OK, ale wiem, że nie tylko ja czuję niesmak. Od razu po meczu w środowisku się dosłownie zagotowało. "Wyglądało to jak za starych dobrych czasów" - ironizował sędzia z wieloletnim doświadczeniem. A to tylko jeden z wielu wątpiących głosów.

Gracze z Białegostoku są zaś tak wiarygodni jak Grundol, gwiazda Czarnych Zabrze w "Piłkarskim pokerze". Po meczu, który "Czarni" musieli wygrać, ale woleli go sprzedać, na wszystko wiedzące spojrzenie własnego prezesa Grundol rozkłada ręce i mówi: "To jest sport"...
Czy nie uważacie, że żaden szanujący się dziennikarz nie powinien pisać czegoś takiego? Jak dla mnie to teraz Jagiellonia powinna mu wytoczyć proces o pomówienia.

Awatar użytkownika
RóżA
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 5733
Rejestracja: 30 mar 2005, 13:58
Reputacja: 7
Lokalizacja: Highbury--> Avenell Road--> Londyn N5--> Anglia

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: RóżA » 10 maja 2009, 12:31


ODPOWIEDZ

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”