imo stawiasz dwie przeciwstawne tezy.Bernabeu2 pisze: ↑wczoraj, 23:04Nie da się odpaść bardziej bezbarwnie niż zrobili to Portugalczycy.
Niesamowity ten reprezentacyjny dorobek Roberta Martineza: 10 lat prowadzenia Belgii i Portugalii, a jedyny godny uwagi rezultat na dużych imprezach to brąz MŚ z Belgią, który wybronił mu Courtois w meczu z Brazylią, bo piłkarsko byli dużo gorsi. Teraz gość dostał najlepszą pomoc na turnieju, a nie dało się na to patrzeć poza 30 minutami z Uzbekistanem.
Pisałem przed turniejem, że Cristiano jest dobrym dupochronem dla tych Felixów, Netów, Fernandesów, Leaów na dużych imprezach, którzy nic nie grają, ale ludzie skupiają się na Ronaldo, który jest słaby, ale też dużo głębsze są problemy Portugalii - zmieniło się niewiele. Cristiano jest słaby, cała reszta też.
B. średnia Hiszpania, ziutki z Barcelony raczej nie są w optymalnej formie, a półfinał bardzo w zasięgu co wiele mówi o formie Portugalczyków.
Portugalia ma bardzo duży potencjał, może te Felixy i inne Leao to nie są tuzy i nie dowożą, ale ile reprezetancji ma kozaków pozycja po pozycji - Francja, może Hiszpania i może Anglia.
Dobry trener powinien potrafić albo wyciągnąć dobre cechy z tych mniej jakościowych piłkarzy albo grać na inne atuty swojego zespołu - np. ta Portugalia ma wręcz wymarzoną linię pomocy, wspieraną świetnymi Mendesem i Cancelo, do tego w obronie Dias, którego piłka nie parzy - skoro w przodzie bieda to oni z takim zestawem powinni nie oddawać przeciwnikom piłki i próbować wejść z nią do bramki - a tu okazuje się, że są ciężary z Kongo.
Także zgadzam się, że Martinez to bajerant, ale to pokolenie Portugalczyków ma imo i wiele większy potencjał niż wskazują na to wyniki.
No i na pewno nie pomaga ten Ronaldo - może na pastuchów wystarczy jego instynkt, ale lepszy przeciwnik obnaża jego wiek - też żeby było jasne, nie hejtuję, tak po prawdzie to gość w jego wieku i z historią problemów z kolanem, przez które totalnie przedefiniował swoją grę naście lat temu, powinien od jakichś 4 lat być na emeryturze, więc szapoba, że mu się jeszcze chce, niewiarygodny hart ducha (i próżność, bo gdyby nie 1000 goli na horyzoncie to już pewnie by dał sobie spokój z kopaniem na pustyni). Ale ale - nie jest to pierwszy i nie ostatni wielki piłkarz, który mógłby sobie dać spokój, ale tego nie robi, a cierpi na tym jego drużyna.








