Tata Brighta, pan Lucky, w przeszłości zawodowo grał w piłkę w Nigerii, a na początku XXI wieku w celu kontynuowania swojej kariery przyleciał do Polski. Miał jednak wyjątkowego pecha. – Mąż miał trafić pod opiekę agenta czarnoskórych piłkarzy, pana Ryszarda Starzyńskiego. Kiedy przyleciał do Polski okazało się, że pan Ryszard… zmarł. Ciężko było wówczas znaleźć menedżera, który byłby tak uczciwy i pomocny jak on – wspomina pani Beata Ede. Wydawać by się mogło, że początki pana Lucky’ego w nowym kraju nie należały do – nomen omen – najszczęśliwszych. Nic jednak bardziej mylnego, bo już dzień po wylądowaniu na warszawskim Okęciu Nigeryjczyk poznał swoją przyszłą żonę.







