Artykuły prasowe warte przeczytania - Strona 7

Muzyka. Literatura. Prasa. Film. TV. Krótko mówiąc - Kultura. Wszystko co się dzieje w Polsce i na Świecie jest warte skomentowania. Polityka i wydarzenia. Dyskusje tylko na wysokim poziomie.
Awatar użytkownika
petru
Administrator
Administrator
Posty: 11826
Rejestracja: 05 lis 2004, 22:37
Reputacja: 680
Kibicuję: Konstytucja
Lokalizacja: 4 lipca 1921, hotel Overlook/ ultima Thule

Post Wyświetl pojedynczy post autor: petru » 27 cze 2007, 21:18

franz pisze: Jakiś kretyn po przeczytaniu tej sprytnie skonstruowanej propagandy gotów uwierzyć w te bzdury demokratów(lewaków) o wprowdzeniu systemu na wzór europejskiego, to będzie koniec potęgi gospodarczej U.S.A.
Ja muszę się z czegoś zwierzyć. Nie rozumiem franzowatych postów. Zakładałem, ze jest są jakieś żarty i omijałem je wzrokiem, ale ostatnio zaczynam mieć poważne wątpliwości... Rozwiej je franzu! A jesli możesz, to zaprzestań tak pisać, bo jest ciężkostrawne :(. Nawiasem mówiąc powód rozważań o amerykańskiej służbie zdrowia w światowej prasie jest jeden: Grubas powraca!

Coś świetnego: http://dom.gazeta.pl/ogrody/1,72079,4256058.html. Jest nadzieja dla Galerii Krakowskiej :lol:.

Awatar użytkownika
brylancik
Oleguer Fan
Posty: 1974
Rejestracja: 18 kwie 2006, 13:34
Reputacja: 0
Lokalizacja: Valencia

Post Wyświetl pojedynczy post autor: brylancik » 02 lip 2007, 21:00


Awatar użytkownika
RóżA
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 5733
Rejestracja: 30 mar 2005, 13:58
Reputacja: 7
Lokalizacja: Highbury--> Avenell Road--> Londyn N5--> Anglia

Post Wyświetl pojedynczy post autor: RóżA » 03 lip 2007, 1:48


Awatar użytkownika
Bruno Banani
Pierwszy Skład
Pierwszy Skład
Posty: 321
Rejestracja: 10 maja 2007, 18:42
Reputacja: 0
Lokalizacja: Wielkopolska

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Bruno Banani » 03 lip 2007, 11:09

http://www.sport.pl/pilka/1,65046,4283865.html
Janas :o szuka wymówek. po części ma racje.

Awatar użytkownika
Corinthians
Vamos Argentina!
Posty: 4524
Rejestracja: 26 mar 2005, 19:20
Reputacja: 0
Kontakt:

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Corinthians » 13 lip 2007, 21:46

http://passent.blog.polityka.pl/?p=306
Były ambasador Polski w Chile - Daniel Passent pokazuje podobieństwa między IV RP a rządami Chaveza i Perona :) Wg mnie jest w tym trochę (a może dużo?) prawdy.

Awatar użytkownika
Nurni Flowenol
Pierwszy Skład
Pierwszy Skład
Posty: 460
Rejestracja: 27 lis 2004, 19:10
Reputacja: 0
Lokalizacja: Torun/Warsaw

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Nurni Flowenol » 13 lip 2007, 23:01

Tak. Szczegolnie wiarygodnie brzmi to w ustach czlowieka, ktory opluwal ongis tak wspanialego czlowieka jak Jan Nowak-Jezioranski oskarzajac go, iz został wyrzucony z wojska za homoseksualizm, co bylo oczywista konfabulacja. W ustach wycierucha komunistycznej propagandy, na zamowienie opluwajacego wrogow wladzy, oraz w sposob wyjatkowo obrzydliwy popierajacego czystki dziennikarzy w stanie wojennym i broniacego stanu wojennego. Ta sama osoba porownuje dzis DEMOKRATYCZNIE WYBRANE WLADZE, ze swoimi socjalistycznymi bracmi znanymi z zamachow stanu i spiskow przeciwko rzadzacym prezydentom. Rzeczywiscie jest w tym duzo prawdy :lol2: No ale zawsze poprzez takie brednie mozna dowalic przebrzydlym kaczkom, co pseudointeligentom sprawia ogromna radosc, a czesc dyletantow w to uwierzy.

P.S. Mialem kiedys okazje kiedys poznac jego corke, znana felietonistke. Bardzo mila osobka. Szkoda tylko, ze tego samego nie moge powiedziec o jej ojcu i jego czystej hipokryzji w tym felietonie par excellence. Ponadto, 4 RP jak na razie nie ma i zapewne jeszcze dlugo nie bedzie. Choc cel szczytny, bo nie wszystkim dobrze sie zylo w Polsce odgornie narzuconych pseudoatorytetow.

Edit: nie bede ci na nowo odpowiadal, bo znowu zostane upomniany, iz ten temat nie ma sluzyc dysputom. Ergo: tylko wyjasnie edytujac ten wpis. Otoz nie twierdze, ze chciales "dowalic Kaczorom", tylko ze kazdy sposob jest dobry do tego, zeby to czesto calkowicie bezpodstawnie uczynic. Passent ma prawo byc twoim ulubionym felietonista, szczegolnie ze warsztat dziennikarski istotnie ma niezly. Odnioslem sie jedynie do sytuacji oto takiej: jak w kontekscie tego, do jakich rzadow porownywal styl rzadzenia Kaczorow, wyglada jego przeszlosc i w ktorej to widoczne sa JEGO wlasnie analogie z przywolanymi postaciami. Nie mam do niego pretensji o to, ze nie przepada za Kaczorami. To nie zbrodnia. Nie przepada za nimi ogromna czesc prawdziwej inteligencji, ktorej jednoczesnie nie odbiera to zdrowego rozsadku i samodzielnego, refleksyjnego myslenia. Powtarzam jeszcze raz: porownywanie DEDMOKRATYCZNIE wybranego rzadu do ludzi zdobywajacych wladze w sposob calkowicie antydemokratyczny, jest aberracja. I to wydaje mi sie poza dyskusja, poniewaz jest to oczywista konstatacja. I jeszcze jedno: nie nazwalem ciebie konkretnie nigdzie pseudointeligentem. Zreszta nie znam twojego zyciorysu, tedy jak moglbym to uczynic 8)
Ostatnio zmieniony 15 lip 2007, 22:56 przez Nurni Flowenol, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Corinthians
Vamos Argentina!
Posty: 4524
Rejestracja: 26 mar 2005, 19:20
Reputacja: 0
Kontakt:

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Corinthians » 15 lip 2007, 17:26

Jeżeli chciałbym dowalić kaczorom, to mógłbym wklejać tutaj każdy głupi tekst z onetu. Daniel Passent jest moim ulubionym felietonistą, a jego przeszlość raczej nie przeszkadza mi w czytaniu jego bloga i rubryki w Polityce. Zawsze był znany z lewicowych poglądów, więc logiczne jest, że za Kaczyńskimi nie przepada. Wydało mi się ciekawe i miejscami trafne jego porównanie z Chavezem i Peronem. A jeżeli Ty się z tym nie zgadzasz to nie musisz tak tego eksponować i nazywać innych pseudointeligentami.

Awatar użytkownika
cloner
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 64967
Rejestracja: 08 mar 2005, 11:33
Reputacja: 8656
Kontakt:

Post Wyświetl pojedynczy post autor: cloner » 16 lip 2007, 10:05

Kibol beznadziejnie głupi jest

Wpajany przez kiboli młodemu chłopakowi system wartości opiera się na otwartej pogardzie dla piłkarzy i ich wysiłku, na kompletnym braku zainteresowania sportem. Ta filozofia mnie nie szokuje - nasłuchałem się już od tzw. chuliganów bredni w stylu "Legia to my" - co najwyżej pusty śmiech wywołuje jej fundamentalna wewnętrzna sprzeczność. Oto ludzie gardzący zawodnikami dopingują ich tak zaciekle, że zdobywają nagrody Orange Ekstraklasy za najlepsze kibicowanie. I sławią, np. niszcząc Starówkę, mistrzostwo Polski, które zostało wywalczone nie na trybunach, lecz na boisku

"Nie jeździmy dla grajków, którzy teraz są, a za rok ich nie będzie. Jeździmy po to, by sławić Legię, pod każdym względem i w każdy możliwy sposób. Ale nie Legię jako zbieraninę Latynosów, Murzynów, Mongołów i Bóg wie, kogo tam jeszcze, tylko Legię jako wartość, część naszego życia." Nie mam pojęcia, czy autor tych słów, które przeczytałem w wywiadzie dla kibolskiego pisemka "Nasza Legia", miał jakikolwiek udział - czy choćby udzialik - w wileńskich burdach, haniebnych dla całego polskiego futbolu. Mam tylko powody podejrzewać, że "Staruch" - jak go przedstawia redakcja - na Litwę pojechał, bo przechwala się, że jeździ wszędzie.

O hordzie schlanych bydlaków, którzy znów przynieśli nam wstyd, pisać nie ma sensu, sprawa jest zbyt ewidentna. Postać "Starucha" przywołuję, bowiem doceniają ją i szanują najwyżsi dostojnicy - przecież na gali podsumowującej sezon odebrał nagrodę Orange Ekstraklasy dla kibiców Legii. I właśnie dzięki tamtym laurom udzielił wywiadu, po przeczytaniu którego nabiera się ochoty, by delikwenta skazać na dożywotni zakaz zbliżania się do wszelkich stadionów - ze względów oczywiście głównie estetycznych, bo opowiadanie głupot nie jest przestępstwem.

Uroczych kawałków, obnażających jego mentalność i sposób myślenia, dał w rozmowie mnóstwo. Skarżył się na "ITI-owską politykę wymiany publiczności", która "robi swoje". "Wielu dobrych chłopaków odpuściło sobie mecze z powodu biurokracji Stefana [Dziewulskiego, jednego z dyrektorów klubu], zakazów, nakazów, "Big Brothera" na stadionie, milicyjnej inwigilacji, przez co nasz młyn nieco stracił na jakości". Rzeczony Dziewulski zdaniem "Starucha" "żyje w świecie swoich chorych inwigilacyjno-biurokratycznych wymysłów a la formularz wyjazdowy", dlatego "Staruch" dodaje triumfalnie, a zarazem z niepokojem: "Jestem w szoku, że w tej rundzie nie dostaliśmy ani jednego zakazu wyjazdowego! Chyba ktoś w OE poszedł do głowy i zrozumiał, że zakaz w przypadku kibiców Legii jest nieegzekwowalny. Natomiast mnożą się inne zakazy - te stadionowe. Coraz łatwiej się na takowy załapać. (...) W Polsce karykaturalnie powiela się wzorce angielskie. (...) Coraz większym problemem zaczyna być inwigilacja kibiców. Jeżdżą z nami ciągle ci sami umundurowani funkcjonariusze, wspierani nieumundurowanymi."

Nie robiłbym czytelnikom przykrości cytowaniem szkodliwych bzdur z niszowej gazetki, gdyby gazetka - w skali kraju rzeczywiście niszowa - nie była najpopularniejszym źródłem informacji fanów warszawskiej drużyny. Młodego chłopca, jeśli ten nie uczy się kibicowania od taty, poza stadionem wychowuje często "Nasza Legia", a na stadionie - "Staruch" i jego kumple. Wpajany mu system wartości opiera się, co pobrzmiewa w wynurzeniach kibolskiego wodza, na otwartej pogardzie dla piłkarzy i ich wysiłku, oddającym tę pogardę epatowaniem słowem "grajkowie", kompletnym brakiem zainteresowania sportem.

Ta filozofia mnie nie szokuje - nasłuchałem się już od tzw. chuliganów bredni w stylu "Legia to my" - co najwyżej pusty śmiech wywołuje jej fundamentalna wewnętrzna sprzeczność. Oto ludzie gardzący zawodnikami fetują ich gole, a potem dopingują ich tak zaciekle, że zdobywają nagrody Orange Ekstraklasy za najlepsze kibicowanie. I sławią, np. niszcząc Starówkę, mistrzostwo Polski, które zostało wywalczone nie na trybunach, lecz na boisku.

Dla mnie ten wywiad nie pozostawia żadnych wątpliwości, że problem z kibicami nie sprowadza się do wyeliminowania chuligańskich bohaterów z Wilna. Za bandyckim ekstremum kryje się fałszywe rozumienie rzeczy przez przeciętnego fana, który, poddany indoktrynacji, może pewnego dnia przeistoczyć się - może wręcz przypadkiem - w stadionowego bandytę. Wiemy przecież, jak działa tłum. I jak trudno nie ulec mu zwłaszcza nastolatkowi. Dlatego zepchnąć na margines trzeba również promotorów kibolskiej wizji, którzy nie nawołują - przynajmniej otwarcie - do bijatyk, ale piłki nożnej nie lubią i nie rozumieją, także jeśli odbierają nagrody od ligowego sponsora i zyskują status autorytetów.

Choć "Naszej Legii" nie da się zamknąć, to akurat właściciel warszawskiego klubu - medialny potentat - ma wszystko, by z nią skutecznie walczyć. Jeśli TVN ściga się z TVP i Polsatem, to mała gazetka nie jest żadnym przeciwnikiem. ITI może zainwestować w konkurencyjne, efektownie wydane pismo, niechby nawet na początku rozdawane - lub sprzedawane za półdarmo - razem z biletami, i na jego łamach wychowywać. (Proponuję tytuł: "Legia to my".) Może zabronić piłkarzom, trenerom i w ogóle wszystkim pracownikom klubu udzielania wywiadów "Naszej Legii", w której króluje duch na wpół kryminalny, najlepiej wyczuwalny w kuriozalnej rubryce "Skazani na Legię".

Czas ucieka, a niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości klub czeka kolejna wojna. Na nowym stadionie "Żyleta", czyli trybuna najzagorzalszych - jak się sami reklamują - kibiców, musi zostać przeniesiona za bramkę, a na miejscach z najlepszą widocznością muszą usiąść ludzie skłonni zapłacić więcej. Tacy, którym - znów wracając do cytowanego wywiadu - obecność policji nie przeszkadza w żadnych okolicznościach, a sama policja nie widzi powodu, by ich szczególnie wnikliwie - jak to określa "Staruch" - inwigilować. Nielubiane przez bandytów wzorce angielskie musimy wprowadzać błyskawicznie, by nie skończyć jak Włosi, gdzie w burdach giną ludzie. By nie zobaczyć wkrótce powtórki z Wilna, bo kibolstwo rywalizuje ze sobą, więc ktoś może zapragnąć dorównać bohaterom z Litwy. Do myślenia powinna dać nam srogość kary UEFA (na dwa sezony wyrzuciła Legię w pucharów), przecież nie tak dawno na meczu Wisła Kraków - Arka Gdynia kibole wbiegli na boisko i pobili piłkarzy, ale PZPN nie zamknął nawet obiektu.

Dlatego warto się wręcz zastanowić, czy zakaz stadionowy nakładać wyłącznie na delikwentów przyłapanych na występkach. Jeśli knajpy selekcjonują gości, to dlaczego na stadion wpuszczać tych, którzy jeszcze mają czystą kartotekę, ale negatywnie wpływają na innych? Np. udzielając skandalicznych wywiadów?

Za kibolską mentalnością kryje się wciąż powtarzany frazes, jakoby futbol bez kibiców tracił sens. Tymczasem jest wręcz odwrotnie. Ludzie najpierw zaczęli uprawiać sport, a dopiero potem inni zaczęli się im przyglądać. Bo piłkę można kopać bez widzów, ale nie sposób kibicować bez piłkarzy. Jaki sens miałyby hasła "Legia to my" i "Chcemy sławić Legię", gdyby nie zawodnicy? Fani nie wiadomo czego zbieraliby się raz w tygodniu wokół pustego zielonego prostokąta, by sławić nie wiadomo co?

Szkoda, że kibole są aż tak beznadziejnie głupi. W przeciwnym razie być może wreszcie by pojęli, że jeśli nie potrzebują piłkarzy, to nie potrzebują także stadionu. Legię mogą sławić gdziekolwiek, choćby w lesie. Policja by się nie wtrącała, no i nie musieliby patrzeć na tych żałosnych "grajków".


Autor : Rafal Stec
Źródło: http://www.sport.pl/pilka/1,65029,4316428.html

Awatar użytkownika
Zico_FCI
Io Sono Interista
Posty: 3820
Rejestracja: 17 lip 2005, 21:51
Reputacja: 46
Lokalizacja: Electric Avenue

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Zico_FCI » 16 lip 2007, 15:34

Mam coś lepszego, bo że Stec głupi to wiadomo.

Wencel gordyjski - Legła Warszawa
Numer: 29/2007 (1282)
*Raz sierpem, raz młotem stołeczną hołotę!

Biada poecie, który po roku ciężkiej pracy dla tygodnika "Wprost" postanowił odpocząć na kresach dawnej Rzeczypospolitej. Niegdyś jeździło się do kraju, "gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała". A dziś ostała się z tego zestawu jeno pała. Policyjna, ma się rozumieć.
Dzień po meczu, który zakończył się największym skandalem w dziejach niepodległej Litwy, nasi rodacy z Wilna nie znajdują we współczesnej polszczyźnie słów zdolnych oddać skalę zjawiska. "Kurier Wileński" pisze o "rozjuszonej tłuszczy" i o "chętnych do bijatyki zawadiakach", którzy "dokazywali nie tylko na ulicach miasta, ale również w barach i restauracjach".
Tymczasem ja, nie czekając na wyroki UEFA, staram się naprawić wyrządzone szkody. Zamiast chodzić śladami Mickiewicza, sprzątam po kibolach Legii. W centrum Wilna każda restauracja oklejona jest vlepkami o Warszawie, a już knajpiane toalety to prawdziwe izby pamięci. Znad otwartego sedesu patrzy na mnie błagalnym wzrokiem prezydent Stefan Starzyński, któremu nad głową dopisano: "Jedno miasto, jeden klub". Żeby skrócić jego męki, podważam paznokciem vlepkę i wrzucam ją do kosza na śmieci. Kazio Deyna z hasłem "Legia mistrz" trzyma się trochę mocniej, ale po użyciu wykałaczki i on ochoczo schodzi z glazury. Nikt nie chce kiblować dłużej, niż to konieczne.
Chuligani Legii mają z czego być dumni. Pojechali do miasta swoich dziadków i pokazali, na czym polega nowoczesna europejska tożsamość. Nie bili się dla Boga, o honor czy za ojczyznę. Przerwali mecz w proteście przeciw holdingowi ITI, który - ich zdaniem - źle zarządza klubem. Tyle że dziadkowie, nie mówiąc już o babciach, zrozumieli z tego niewiele. Stosując ulubioną inwektywę warszawki, można stwierdzić, że okazali się burakami. Pogrążeni w jakimś zatęchłym patriotycznym micie patrzyli z otwartymi ustami, jak grupa młodych Polaków demoluje ich ukochane miasto. Legła, legła Warszawa na wileńskim bruku i trudno będzie komukolwiek przywrócić jej dawny blask.
Młodości wiele można wybaczyć. W końcu już Mickiewicz pisał, że jest "górna i durna". Niedawno dwóch piłkarzy Legii odmówiło gry w młodzieżowej reprezentacji Polski i świat się od tego nie zawalił. Ot, nie chciało się chłopakom biegać za piłką po kanadyjskich boiskach, skoro kasa leży na murawie przy ul. Łazienkowskiej. Cóż, kij im w oko bądź - jak kto woli - krzyż na drogę. Przynajmniej nie udają patriotów. Co innego kibole stołecznego klubu, którzy od lat cierpią na schizofrenię. Fakt, że jeżdżą na mecze po to, by się upijać, wywoływać burdy i zaliczać panienki, nie przeszkadza im na każdym kroku odwoływać się do narodowych symboli. Czegóż to nie wypisują na swoich sztandarach? Cud nad Wisłą? Jak najbardziej. Obrona stolicy w 1939 r.? Obowiązkowo. Powstanie warszawskie? No ba! Przed meczem w Wilnie złożyli nawet wieniec w formie klubowego godła na grobie, w którym spoczywają szczątki matki Józefa Piłsudskiego i serce samego marszałka. Zachodzi jednak prawdopodobieństwo, że pomylili postać naczelnika z Romanem Dmowskim, który - według PZPN - jest ojcem założycielem kibolskich bojówek.
Trudno stwierdzić, ilu chuliganów Legii w chwili ataku na litewską policję miało wpięty w klapy marynarek "mieczyk Chrobrego", ale wolno przypuszczać, że było ich wielu. Zakazany na piłkarskich stadionach symbol przedwojennego Obozu Wszechpolskiego musiał odegrać niebagatelną rolę w inicjatywie legionistów, skoro na stadionie doszło do rozlewu krwi. Co wrażliwsi komentatorzy dostrzegli wręcz analogię między aktem stadionowego wandalizmu a dyskryminacją żydowskich studentów na Uniwersytecie Wileńskim. I wreszcie wszyscy, jak jeden mąż, zrozumieli antypolskie fobie Czesława Miłosza.
Oczywiście, żartuję. Doszukiwanie się świadomości historycznej wśród kiboli Legii przypomina szukanie igły w stogu siana. Obawiam się, że kiedy prezydent Starzyński mówił: "Chciałem, by Warszawa była wielka", nie miał na myśli macierzystego klubu LWP. W gruncie rzeczy mocarstwowe dążenia legionistów zostały ukształtowane przez peerelowską propagandę, która rozdmuchała opozycję między centrum a prowincją. Dlatego tym, którzy będą karać chuliganów za ich wybryki w Wilnie, radzę nie dzielić włosa na czworo, tylko zrobić użytek ze słusznego hasła: "Raz sierpem, raz młotem stołeczną hołotę!".
Autor: Wojciech Wencel
http://www.wprost.pl/ar/?O=110276

....
Choć sam – z racji wieku, kondycji i ogólnej niechęci do wymiany fizycznych argumentów – nie biorę udziału w „ustawkach”, mam głęboki szacunek dla stadionowych straceńców, którzy aktywnie bronią klubowych barw. Bo wiem, że podobnie jak ja chcą oni być wolni, żyć pełnią życia, robić rzeczy trudne i niepopularne w kulturze „miękkich wartości”. Kto wie? Może te słowa staną się także swoistym memento dla piłkarzy Arki, którzy właśnie wychodzą na pierwszoligowe boiska walczyć o utrzymanie. Niech nie wychodzą zarabiać pieniędzy, niech wychodzą realizować nasze marzenia: bić się, zwyciężać i wstawać po porażkach. Niech nawet w meczu na remis walczą o zwycięstwo, bo taka zawsze była Arka i tego oczekują od niej kibice. „Arka to jest potęga! Arka najlepsza jest! Arka to chuligani! Arka MZKS!”.

WOJCIECH WENCEL
...
Arka to chuligani

Są tacy, którym hasło „Arka Gdynia” kojarzy się tylko z „ustawkami” chuliganów. A ponieważ nie mają pojęcia o zasadach panujących w tym środowisku, wymyślają kibicom od zwierząt i boją się iść na stadion, jakby sądzili, że szalikowcy stłuką im okulary i wytrącą z ręki książkę wypożyczoną wcześniej z biblioteki. A przecież także w tym świecie obowiązuje etyka odwagi, lojalności i honoru. Chuligani z zasady walczą między sobą, nie angażując postronnych widzów, i robią to zazwyczaj poza stadionem, używając gołych pięści, a nie siekier i noży, jak to sobie wyobrażają futbolowi ignoranci.

WOJCIECH WENCEL
:think:

Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 17 lip 2007, 15:44

gazeta.pl pisze:Należy całkowicie zlikwidować składkę na ubezpieczenie zdrowotne, a wszystkie szpitale i przychodnie sprywatyzować poprzez aukcje publiczne. Rząd powinien też zapewnić każdemu obywatelowi podstawową opiekę medyczną poprzez wykupienie abonamentu w towarzystwach ubezpieczeniowych - uważają eksperci z Centrum im. Adama Smitha i związkowcy z OZZL.

Jak podkreślał Andrzej Sadowski z Centrum Adama Smitha, obecnego systemu opieki zdrowotnej nie można już reformować, ale trzeba go stworzyć od podstaw. Jego zdaniem w obecnej sytuacji utrzymujemy jedynie fikcyjne poczucie bezpłatnego dostępu do świadczeń zdrowotnych, podczas gdy zaproponowany przez ekspertów Centrum system zapewniłby ten dostęp realnie.

Zlikwidować składkę zdrowotną

Eksperci Centrum proponują zmianę funkcji państwa z organizatora na finansującego opiekę zdrowotną. Dlatego - jak podkreśla Sadowski - pierwszą czynnością powinno być zlikwidowanie składki zdrowotnej, a abonament podstawowej opieki zdrowotnej powinien być finansowany przez państwo z podatku dochodowego.

Nieodpłatne dla wszystkich osób znajdujących się na terytorium Polski miałoby też zostać ratownictwo medyczne, a jego finansowaniem miałyby się zająć samorządy, które organizowałyby system ratownictwa według wybranych przez siebie modeli.

Usługi nieobjęte pakietem podstawowym obywatele powinni wykupywać na wolnym rynku od towarzystw ubezpieczeniowych lub szpitali w postaci dodatkowych ubezpieczeń lub za gotówkę.

Rewolucyjnym pomysłem jest prywatyzacja wszystkich usług medycznych poprzez publiczne aukcje. Nabywcami mogliby być prywatni przedsiębiorcy, menedżerowie służby zdrowia, pracownicy, towarzystwa ubezpieczeniowe lub inwestorzy prywatni.

To ten solidaryzm, o który rzekomo zabiega nasza władza

Szef OZZL Krzysztof Bukiel powiedział, że przedstawiona propozycja zmian w systemie opieki zdrowotnej to właśnie "ten solidaryzm społeczny, o który rzekomo zabiega obecna władza".

- Jest to bardziej solidarny system niż ten, który mamy obecnie. Bo jeżeli tak się dzieje, jak jest obecnie, że pacjent potencjalnie ma wszystko zagwarantowane, a faktycznie dostęp do świadczeń jest ograniczony poprzez kolejki, poprzez szarą strefę, to dostęp do tych świadczeń mają jedynie najbogatsi - powiedział Bukiel.

- My chcemy ten system zmienić, aby on był dostępny faktycznie, także jest to propozycja i rozsądna, i racjonalna, i bardzo mocno solidarnościowa, bo rząd, czy władze publiczne gwarantują tutaj dla wszystkich obywateli pewien zakres świadczeń dostępnych wprost z podatków - dodał.
Wreszcie coś ruszyło. Co prawda wprowadził bym do projektu z tego artykułu pare poprawek ale to co proponuję sie w tym artykule i tak jest lepsze i to znacznie od sytuacji, którą mamy obecnie. Inna sprawa to czy uda sie te ambitne założenia choć w małym stopniu zrealizowac: watpie.

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 11 sie 2007, 13:58

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/dr ... a_a_5.html
Czerwona kartka za wiarę

Brazylijski piłkarz Cacau nie wyjdzie więcej na boisko w koszulce z napisem "Jezus Cię kocha". Podobnie jak rozgrywający AC Milanu Kaka nie uklęknie na murawie po meczu, by podziękować Bogu za zwycięstwo - jak zrobił po wygraniu Ligi Mistrzów.

Od obecnego sezonu piłkarskiego Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) wprowadziła zakaz demonstrowania na boisku "przekazów politycznych, religijnych i osobistych". Zgodnie z rozporządzeniem FIFA za napisy o takim charakterze zawodnikowi grozi czerwona kartka. Za wielokrotne naruszanie przepisu FIFA może nałożyć kary pieniężne nie tylko na zawodnika, ale i na klub.

Zakaz uderza głównie w piłkarzy z Ameryki Południowej i Afryki znanych z gorliwej religijności. Gdyby zakaz obowiązywał w czasie, gdy zmarł Jan Paweł II, koszulki z napisem "Dziękujemy za wszystko, Ojcze Święty" nie mógłby włożyć także polski piłkarz Marcin Bojarski.

- Wierni z innych grup religijnych mogliby się czuć urażeni takimi przesłaniami - uzasadniają swoją decyzję władze FIFA.

Zakaz obejmuje także "przekazy osobiste", a to oznacza koniec pozdrawiania żon, narzeczonych, dzieci, rodziców zarówno podczas meczu, jak i tuż po jego zakończeniu.

Dla samych piłkarzy oraz ich duszpasterzy decyzja federacji jest niezrozumiała. Tym bardziej że FIFA nie kwapi się, by zakazać napisów innego typu, choćby reklamowych.
k.b.
Nie ogarniam tych ludzi. Oni mają jakieś problemy z głową i to coraz bardziej poważne.

[']

Awatar użytkownika
Akarin
Bundesliga ToNi Liga
Posty: 4539
Rejestracja: 16 paź 2005, 11:59
Reputacja: 45
Lokalizacja: Bolesławiec

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Akarin » 11 sie 2007, 14:28

[']. Niech jeszcze zakażą kopania piłki więcej niż 2 razy i wrąbią reklamy na boisko. [']. Blatter to jednak chory człowiek. Naprawdę nie rozumiem po co wymyślać durna zakazy, żeby pokazac, że sie coś robi chyba. Bo innego przekazu dostrzec nie umiem.

Awatar użytkownika
Chlopaczek
Ten obcy
Posty: 13037
Rejestracja: 16 lip 2004, 13:00
Reputacja: 3328
Lokalizacja: Blizej ciebie niz myslisz

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Chlopaczek » 11 sie 2007, 14:54

FIFA powinna zajac sie prawdziwymi problemami wspolczesnej pilki a nie mnozyc zakazy w stylu "zdejmiesz koszulke - zolta kartka".
Nie oni powinni sie zajmowac dbaniem o uczucia ludzie niewierzacych (osobiscie nie przeszkadza mi ze po strzelonej bramce zawodnik dziekuje Bogu czy ulubionemu batonikowi).
Jak tak dalej pojdzie to pilkarze po golu beda przepraszac bramkarza rywali bo temu zrobilo sie smutno ze mu pilke do siatki wpakowali.

Awatar użytkownika
Łukasz_
Kapitan
Kapitan
Posty: 3563
Rejestracja: 12 wrz 2005, 19:59
Reputacja: 0
Lokalizacja: Czechowice-Dziedzice

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Łukasz_ » 11 sie 2007, 14:56

To będzie dużo czerwonych kartek bo gdy piłkarz strzeli ważną bramkę to wpada w euforie i nie myśli o tym że nie może podziękować Bogu. Chore to jest.

Awatar użytkownika
Kluchman
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 18567
Rejestracja: 30 kwie 2006, 19:06
Reputacja: 2415
Lokalizacja: Poznań
Kontakt:

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Kluchman » 11 sie 2007, 15:09

:badziewie: Już nawet nie można sobie napisać na koszulce Jesus, bo się wyleci z boiska :lol2: Komu to przeszkadza? Jeszcze trochę i zabronią cieszenia się poprzez tzw. kołyskę, bo to przecież dedykowanie bramki dziecku :zgon:

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”