Wawrzyniak jednak w tej reprezentacji trochę pograł, grał przecież i ze Szkocją, i z Irlandią i w obu meczach wyglądał dobrze. Gorzej z Peszko, bo ten człowiek wygrał życie: najpierw kontuzja Wszołka, teraz Grosickiego. Sam uważam Grosika za piłkarza zbyt chaotycznego i trochę przereklamowanego, ale no szanujmy się, w porównaniu z Peszkinem to wirtuoz jest.
Ale to jest dobra historia, taki american dream: jesteś wyszydzany za formę i styl życia, podpisujesz kontrakt z Lechią żeby spełnić marzenie, (grasz kupę) trenujesz ciężko cały rok, trener daje Ci szansę, jedziesz na zgrupowanie.
Wypadki toczą się błyskawicznie.
Z powodu kontuzji wypada Ci jeden rywal, potem drugi.
Niespodziewanie wychodzisz w pierwszym składzie.
0:0, 89 minuta, rzut rożny.
Wyskakujesz, wygrywasz pojedynek główkowy, piłka schodzi Ci z baniaka, jednak jakimś cudem trafia do bramki.
Szał, euforia na trybunach.
Płaczesz, bo Twój samobój zaprzepaszcza wysiłek całej drużyny.


