(1924) Sherlock Jr. – tylko 44 minuty, ale za to czystej rozrywki. Właściwie to każda scena jest zabawna, ale co ważniejsze, szalenie nowatorska. Buster Keaton miał pomysł na to, jak ubarwić kino i doskonalić jego możliwości. Mnie najbardziej podobały się skecze z przesłuchaniem podejrzanych o kradzież zegarka, przy stole bilardowym, a także szalona jazda (dosłownie) przez trzymanki bez całe miasto i jeszcze dalej...
Dla odmiany, pod kątem jakości, "Sausage Party" (2016). Na sali kinowej nie wybuchano ze śmiechu, a ja również uśmiechnąłem się tylko w kilku momentach. Przesyt wulgaryzmów męczący, sama historia mało wciągająca, chyba też za dużo postaci (tj. produktów spożywczych), przez co na żadnej nie można się na dłużej skupić i umykają po chwili, nie będąc wystarczająco wyrazistymi.



