Rzeczywiście, interesujące. Brzmi abstrakcyjnie trochę, ale w sumie wcale mnie to nie zaskakuje.
Mój wujek-policjant przez rok stacjonował w Kosowie, gdzieś pod koniec lat '90 i chociaż wtedy nie do końca rozumiałam w czym rzecz i raczej nie byłam w to wtajemniczana, to z czasem przy okazji różnych rodzinnych spotkań trochę się nasłuchałam o tamtejszej rzeczywistości. Nigdy bym nie chciała, żeby mój mąż brał w czymś takim udział. Tak samo w tych wszystkich misjach w Afganistanie i Iraku. Facet mojej przyjaciółki spędził w Afganistanie pół roku i już nigdy nie był tym samym człowiekiem. Tak się tylko mówi, to brzmi jak frazes, ale naprawdę tak było.


