Czarne chmury się nad Milanem zbierają.Prześwietlić biznesmena postanowili dziennikarze śledczy „New York Timesa”. I utonęli w nieprzeniknionej sieci chińskich transakcji – często przeprowadzanych bez jakichkolwiek przelewów, między osobami o podobnie brzmiących nazwiskach (popularny tam proceder), podejrzanej proweniencji i mających zatargi z prawem. Kto chce szukać jądra ciemności, niech przeczyta cały artykuł, w każdym razie reporterzy ustalili, że Yonghong Li wcale nie dysponuje środkami, którymi wedle swoich deklaracji miał dysponować, i że do kogo innego należą udziały w kopalniach fosforu, którymi się reklamował. Aha, jego brat i ojciec odsiedzieli wyrok za oszustwo.







