Real wygrał finał, podobnie jak wygrywał poprzednie mecze. Cierpliwością, wyrachowaniem i konsekwencją. Nie da się ukryć, że tam na górze ktoś musi mocno im kibicować, bo jak nie trafi się nieodgwizdany karny za rękę Marcelo, szmata Ulreicha czy kontuzja Neymara, to wypadnie Salah a Karius zanotuje najgorszy mecz bramkarza w historii finałów LM. Szczęście mocno sprzyja Królewskim ale trzeba docenić, że oni temu szczęściu również pomagają a 3 Liga Mistrzów z rzędu to wydarzenie epokowe, którego pewnie już za naszego życia więcej nie uświadczymy. Zwłaszcza, że po drodze minęli praktycznie wszystkich głównych pretendentów do trofeum - mistrza Francji, Włoch, Niemiec i w gratisie ekipę, która wyeliminowała mistrza Anglii. Tutaj można tylko stanąć i klaskać.
Bawią mnie próby jakiegokolwiek deprecjonowania tego osiągnięcia, bo wcześniej czytałem o tym jak wiele kwestii ma tu znaczenie i jak ciężko jest wygrać te rozgrywki przy kolejnych potknięciach Guardioli, co miało w jakiś sposób go usprawiedliwiać. Tutaj Zidane zaczyna swoją przygodę z trenerką i wygrywa z Realem z miejsca, z niemal tym samym składem, 3 (słownie trzy!!) razy najbardziej prestiżowe europejskie rozgrywki. Dość powiedzieć jak wielkie emocje budziły mecze kiedy MU czy wcześniej Milan, Ajax albo Juve miały okazję obronić to trofeum i im się nie udawało. Ferguson przez 27 lat dwa razy wygrał LM z MU, Zidane'owi udało się wygrać 3 razy w 3 podejściach. Kosmos. Za 15 lat nikt nie będzie wspominał tego, że Salah nie dograł tego finału do końca, tylko to, że Real po raz trzeci klepnął LM. Historia zapamiętuje zwycięzców. Wielkie ukłony przed tym zespołem, bo śmiało można pisać, że tak jak żyjemy w erze Messiego i Ronaldo, jednych z najlepszych w dziejach, tak żyjemy też w erze, już legendarnego na arenie europejskiej, Realu Madryt.
Co do samego meczu wiele zostało napisane. Potwierdziło się to o czym pisałem wcześniej. Liverpool atakuje interwałami - skacze do rywala ultraagresywnie gdzieś koło 10-30 minuty i 50-70 minuty, niszczy go pressingiem i próbuje go dojechać. Jak siądzie to przeciwnik jest w opałach vide City czy Roma. Tu było podobnie ale raz, że Zidane odrobił pracę domową i choć The Reds w początkowym etapie byli lepsi to Real nie dał się tak dojechać jak City, Porto czy Roma. Królewscy przetrwali i potwierdziło się to o czym się mówiło, im dłużej ten mecz będzie trwał, tym większe szanse na triumf Realu. Oczywiście bardzo wiele zmieniła tu kontuzja Salaha, wielokrotnie pisano, że trio Liverpoolu potrzebne jest w pełnym składzie żeby "żarło" a wypadnięcie Egipcjanina było tu podwójnie bolesne. To zachwiało mocno Liverpoolem, choć ciężko powiedzieć czy z Salahem ekipa Kloppa byłaby w stanie to wygrać. Na to pytanie nigdy nie poznamy odpowiedzi. Bardzo ładnie w jego buty próbował wejść Mane, który towarzyszył płaczącemu Egipcjaninowi przy zejściu i potraktował kwestię tego meczu od tego momentu mocno ambicjonalnie ale to było za mało, zwłaszcza, że Firmino nie zagrał swojego najlepszego meczu.
A Real? Po swojemu. Kunktatorsko, dojrzale i wręcz minimalistycznie. Wcześniej był Ulreich, Arreola, teraz Karius, jakimś trafem zawsze jak ktoś z bramkarzy rywali coś spieprzy, to znajdzie się tam w okolicy Benzema albo inny Ronaldo. Może szczęście, może instynkt, może jeszcze coś innego. Powtarzalność tych sytuacji każe się nad tym zastanowić.
O Kariusie zostało już sporo napisane ale ja się odniosę do tego co napisał masacra. Ciężko mi zdefiniować gościa w rankingu bramkarzy, od początku nie wydawał się materiałem na najlepszego na świecie ale sprawiał wrażenie gościa z potencjałem na dobrego rzemieślnika. Tu w odniesieniu do gola Bale'a przewrotką trzeba rozgraniczyć dwie kwestie - czy Liverpool celował w bramkarza dobrego, zdolnego do świetnych obron, jakim Karius był we wcześniejszych meczach, czy w bramkarza wybitnego zdolnego wygrywać mecze jak Neuer czy De Gea. Czepianie się go o interwencję przy drugim golu dla Realu, zwłaszcza takim golu jest IMO trochę na wyrost, bo coś takiego zdarza się w finale raz na tysiąc i nie wiem czy znalazłby się tu bramkarz zdolny do odpowiedniej reakcji na to uderzenie. W każdym razie, uważam, że pretensje o brak skutecznej interwencji do jakiegokolwiek bramkarza w tej sytuacji to spore nadużycie.
To raz. Dwa to kwestia psychiki.
Bramkarz to newralgiczna pozycja. Jak napastnik nie trafi do pustej bramki i zepsuje karnego to będzie wyśmiany i wyszydzany ale raczej za jeden taki mecz nikt go z klubu nie wyrzuci, nawet jeśli będzie to finał LM. Jak stoper zaliczy szybko idiotyczne czerwo a zespół przegra to zostanie napiętnowany ale nikt go za to raczej nie ukrzyżuje. Kiedy golkiper zaliczy taki występ jak Niemiec to jego kariera w wielkiej piłce może się skończyć. Karius zanotował mecz haniebny dla bramkarza, w dodatku w najważniejszym meczu klubowym roku, coś takiego nie zdarza się często. Być może coś w nim pękło po tym pierwszym kuriozalnym golu i wówczas uleciała z niego cała pewność siebie. Może zjadła go ranga meczu ale przecież on z Romą i City gdzie presja i emocje były ogromne miał sporo do roboty i w bramce notował naprawdę dobre występy. Na tyle, że nawet tu pojawiały się głosy, że może w sumie na Anfield nowy GK nawet nie jest potrzebny. W przeciwieństwie do nawet takiego Navasa, który przecież też puszczał szmaty mogące kosztować Real awans na drzewku, do tego finału, ten Karius był całkiem mocnym punktem defensywy, zdolnym do czegoś ekstra. Trudno było napisać, że wygląda jak "totalny amator". Nie był to poziom bliski De Gei ale jak na 24-latka w swoim pierwszym prawdziwym sezonie w Anglii, wstydu nie robił. Poziom rozgoryczenia i żalu zarówno wśród kibiców, jak i partnerów musi być ogromny ale gdyby wczoraj dwie bramki Realowi podarował Alexander-Arnold albo Van Dijk to też byłyby komentarze, że to goście bez przyszłości na Anfield, zdolni błyszczeć tylko w słabszych klubach? Podejrzewam, że nie. Też byłaby złość i żal ale nie na taką skalę.masacra pisze: Ja jestem wiecej niz pewny, ze gdyby zarówno Migniolet, jak i Karius zostali w swoich poprzednich miejscach pracy, to dalej byliby niezwykle cenionymi fachowcami. Oni juz to pokazali, ze potrafią byc w czołówce brmkarzy w lidze jesli... jesli graja dla mniejszych klubów. Nie wiem z czego to wynika, nie znam sie na psychologii, a juz co siedzi w psychice bramkarza to juz zupełnie czarna magia dla mnie, ale widac, ze tak jest. Tak samo jest z Fabianskim i ieloma innymi, którzy w mniejszych klubach regalrnie potrafili byc top class, a po transferze do zespołu grajacego o cos wiecej niz srodek tabeli, nagle zaczeli wygladac jak totalni amatorzy. Byc moze, tylko byc moze, w przypadku Kariusa jest to wina jego młodego wieku. Byc moze on bedzie jak van Der Sar, kiedys jeszcze pokaze w jakims klubie z czołówki, ze jest top class. Byc moze. Ale ja sie o tym na Anfiled nie chce przekonywac.
Porównanie z pracą Doktorka ciekawe ale przekładając to na realia piłki nożnej trzeba by wywalać za każdą większą wpadkę, analogicznie w Liverpoolu powinni wywalić Gerrarda za tę słynną stratę z Chelsea, w Holandii Robbena za niewykorzystane patelnie w finale MŚ, całą kadrę Brazylii za wpierdol z Niemcami a na Stamford Terry'ego za poślizgnięcie się przy karnym w Moskwie.
Pytanie co dalej z Kariusem. Część kibiców mu współczuje, część wysyła mu groźby śmierci, dałaby mu wpierdol i wywaliłaby go na bruk jeszcze wczoraj ale wbrew temu co zostało napisane, w mojej opinii, paradoksalnie te 90. minut i 2 babole nie powinno przekreślić gościa w Liverpoolu i na miejscu Kloppa oraz klubu dałbym mu szansę na pokazanie jaj i rehabilitację. Może jako zmiennik, może jako starter ale pozwoliłbym kolesiowi, który ma 24 lata i już tak ciężki bagaż doświadczeń, w tej chwili już nic do stracenia a sporo do udowodnienia, przerzucić ten cały żal i frustrację na odkucie się i udowodnienie światu, że nie jest takim gówniakiem za jakiego od dzisiaj będzie uchodził. Z tego mógłby zrodzić się albo klasowy bramkarz, albo gość potwierdziłby tylko, że wsadzono go w zbyt duże buty. Wywalanie go na zbity pysk będzie w tej chwili przyjęte ze zrozumieniem ale jeśli maksyma Liverpoolu "You'll never walk alone" nie jest tylko ładnym, marketingowym pustosłowiem to właśnie mają świetną okazję to udowodnić.



