No, ja jedną taką znam. Buka. Ale ona wypomina latami.Boromir pisze:No Ty chyba sobie żartujesz w tym momencie.cloner pisze: Co istotne. Niestety trzeba przeprosić, nakłamać (to aż niemożliwe jak kobiety kochają kłamstwa słyszeć), że się to już nie powtórzy, itd. Pod żadnym pozorem nie można powiedzieć że to jej wina, że miała to wprost powiedzieć, kobiety są pamiętliwe i wypomna to nawet za pół roku. Trzeba kłamać, kajać się i tyle.
Straszne to jest
Tu się zgadzam. W moim otoczeniu takie akcje z kajaniem się i przepraszaniem odbywały się na etapie gimnazjum, gdzie koleś spóźnił się 5 minut, dostał w twarz, przepraszał na kolanach i za chwilę był spokój
U nas był, czasem też trochę jest, problem w drugą stronę. Mar przez większość życia nie miał prawa do własnego zdania, bo dostawał za to wpiernicz. Odkąd się poznaliśmy staram się z tym walczyć i zmuszam do tego, by śmiało mówił, co chce powiedzieć, wyrażał swoje zdanie, sprzeciwiał się, gdy coś nie pasi, podejmował decyzje. Po kilkunastu wspólnych latach jest już lepiej pod tym względem, ale pamiętam, że dawniej bardzo dużo dusił w sobie i np. po miesiącu powiedział, że coś go zraniło. Oczywiście jest lepiej tylko na gruncie naszych relacji, bo w Jaskini Zła wciąż ma problem z wypowiadaniem swojego zdania. Co prawda wiadomo, że już za to przez łeb nie dostanie, ale np. dla odmiany Buka pójdzie się rzucić ze schodów, uda atak padaczki albo zacznie podcinać sobie żyły i na co to komu?




