To nie jest tylko kwestia polska. Woody Allen, Wes Anderson, Quentin Tarantino, Tim Burton, Pedro Almodovar i wielu wielu innych - bardzo często pracują z ulubionymi aktorami. Tyle tylko że robią filmy wyższej jakości i wypuszczają je rzadziej, więc nie mieli się to tak jak u Vegi, który robi jeden twór za drugim, w dodatku z tak podobnie wykreowanymi postaciami, że ciężko odróżnić jedną od drugiej.piotrcies pisze: Jest jakaś taka maniera u niektórych twórców w Polsce, by robić filmy na jedno kopyto. Tak jak film Smarzowskiego to zawsze Jakubik, Dziędziel, dużo wódy, biedoty, przekleństw, przemocy domowej etc., tak filmy Vegi to teraz zawsze Warnke, Dygant, Oświeciński, też dużo przekleństw i jeszcze mało w tym wszystkim sensu. Nie kumam, jak tylu ludzi obejrzawszy jakikolwiek film Vegi, może iść na kolejny - nie dość, że to marnej jakości rozrywka (zwiastun tego nowego filmu o kobietach mafii rozwala mózg), to jeszcze zawsze ma się wrażenie, że oglądało się to wcześniej. Nie kumam.
Ta, jasne, chciałbyś.
Marcin ma taki pakiet z pracy


