Major League Soccer (MLS) - Strona 32

Wszystko o piłce w pozostałych rejonach nie tylko Europy ale i Świata. Ciekawostki, Wyniki, Transfery oraz inne wydarzenia powiązane z piłką nożną.
Awatar użytkownika
sickstick
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 23297
Rejestracja: 07 sty 2012, 19:07
Reputacja: 6271
Kibicuję: 4rsenal

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: sickstick » 28 sty 2019, 20:42

Przypomnijmy sobie jak w latach 90. wykonywano rzuty karne w MLS:


Awatar użytkownika
Delpiero14
Bianconero
Bianconero
Posty: 33538
Rejestracja: 25 sie 2015, 9:49
Reputacja: 7075
Kibicuję: Futbolowi z XIX wieku

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Delpiero14 » 28 sty 2019, 21:00

W sumie trudniejsze niż zwykła jedenastka

Awatar użytkownika
sci
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 19321
Rejestracja: 12 cze 2005, 16:52
Reputacja: 2860
Lokalizacja: zza miedzy

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: sci » 28 sty 2019, 21:04

I ciekawsze

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 04 mar 2019, 20:13

Los Angeles Galaxy - Chicago Fire 2:1 (Steres 68' Ibrahimović 80' - Sapong 49')
W ubiegłym sezonie piłkarze Galaxy po raz kolejny nie zdołali awansować do play-offów, w dodatku przed rozpoczynającym się sezonem doznali poważnych ubytków kadrowych (odeszli m.in. Giovani dos Santos i Ola Kamara). Mimo to nowy sezon rozpoczęli dobrze, od zwycięstwa nad Chicago Fire. 1. połowa była bardzo słaba, po obu stronach sporo było niedokładności, a tempo było bardzo ślamazarne. W 20 min. z woleja niecelnie uderzył Ibrahimović, ale Szwed był w pierwszej odsłonie meczu mało widoczny. Z czasem przewagę zaczęli uzyskiwać goście. W 26 min. Przemysław Frankowski wycofał piłę do Aleksandara Kataia, który groźnie uderzył z dystansu, zmuszając do wysiłku Binghama. W 34 min. bardzo dobry, opadający strzał z dystansu oddał Djordje Mihailović, ale i tym razem Bingham zdążył z interwencją. 2. połowa była zdecydowanie ciekawsza. Już kilka minut po wznowieniu gry prowadzenie objęli goście dzięki fatalnemu błędowi Galaxy. Sprowadzony przed sezonem Urugwajczyk Diego Polenta podał w kierunku własnego bramkarza, ale za lekko - piłkę przechwycił Ghanijczyk Sapong, minął wychodzącego z bramki Binghama i kopnął do pustej bramki. Fire mogli podwyższyć prowadzenie - w 56 min. Przemysław Frankowski trafił w słupek, a kilka minut później Polak w efektownym rajdzie prawą stroną ograł rywala i dograł przed bramkę do Kataia, któremu brakło jednak centymetrów do zamknięcia akcji i zdobycia gola. Z czasem gospodarze przejęli inicjatywę, świetną zmianę dał młody Meksykanin Efrain Alvarez. W 68 min. ograł rywala zwodem na zamach w polu karnym i idealnie dośrodkował, a Daniel Steres z paru metrów strzałem głową wyrównał. W 71 min. gola dla Galaxy zdobyć mógł Ibrahimović, z bliska uderzył klatką piersiową, ale David Ousted jakimś cudem zdążył wyciągnąć rękę (Szwed pogratulował mu zresztą niesamowitej interwencji). W 80 min. padł zwycięski gola dla gospodarzy - Alvarez podał do Chrisa Pontiusa, ten huknął w poprzeczkę, a Zlatan z bliska dobił głowa. W końcówce zespół z Chicago atakował, aktywni byli Schweinsteiger i Frankowski, ale wyrównać nie dali rady. Przemysław Frankowski zanotował niezły debiut w MLS, po tym występie raczej umocnił swoją pozycję.

Rozgrywająca premierowy sezon w MLS drużyna FC Cincinnati ma ciekawy skład, ale w pierwszym spotkaniu przegrała aż 1:4 z Seattle Sounders. Falstart zanotowali obrońcy tytułu – Atlanta United polegli 0:2 z DC United.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 09 mar 2019, 21:08

Chicago Fire - Orlando City 1:1 (Sapong 90+5' - Dwyer 47')
W otwierającym 2. kolejkę nowego sezonu meczu na SeatGeek Stadium zmierzyły się drużyny, które w ubiegłym sezonie zajęły dwa ostatnie miejsca w Eastern Conference. Orlando przystąpiło do sezonu mocno przebudowane, najgłośniejszym transferem było sprowadzenie Naniego. W dzisiejszym meczu na ławce rezerwowych Chicago usiadł Przemysław Frankowski, zastąpił go były legionista Nemanja Nikolić, mimo że Polak zagrał całkiem dobry mecz przeciw LA Galaxy. W 1. połowie mecz był senny, obie drużyny grały w bardzo wolnym tempie, jednak lepsi byli piłkarze Fire - gdyby nie brak skuteczności Nikolicia prowadziliby do przerwy. Węgierski napastnik już w 2 min. mógł otworzyć wynik - po dograniu po ziemi z lewego skrzydła nie trafił w piłkę, choć mógł skierować ją do pustej bramki. W 20 min. Aleksandar Katai przedarł się wzdłuż linii końcowej i dograł do Nikolicia, ale ten z 2-3 metrów uderzył obok bramki. Kilka minut później Nikolić znów dobrze znalazł się w polu karnym, ale strzelił z woleja nad bramką. Goście spisywali się bardzo słabo, Nani był praktycznie niewidoczny. Dopiero w 40 min. reprezentant USA Dom Dwyer uderzył celnie z dystansu, ale zbyt lekko by pokonać Davida Ousteda. Mimo tak kiepskiej gry w pierwszej połowie, goście objęli prowadzenie tuż po przerwie. Nani zagrał prostopadłe podanie do Dwyera, fatalny błąd popełnił Johan Kappelhof dając się wyprzedzić, a amerykański napastnik uprzedził wychodzącego z bramki Ousteda i przerzucił piłkę nad nim. W odpowiedzi zespół z Chicago podkręciłtempo, ale w 64 min. stracił zawodnika - Nani zagrał świetne podanie na wolne pole do Brazylijczyka Ruana, który został wycięty przez Jorge Corralesa, za co ten ostatni obejrzał czerwień (Ruan wychodził na czystą pozycję). Chicago wyglądało słabiutko, choć dobrą zmianę dał Przemysław Frankowski - po jego niezłej akcji prawym skrzydłem i dośrodkowaniu Aleksandar Katai nie zdołał zamknąć akcji z bliska. Mimo bardzo słabej gry w 2. połowie gospodarze uratowali punkt - w doliczonym czasie gry Frankowski dośrodkował, a C.J. Sapong strzałem głową zmieścił piłkę przy słupku. Dla Orlando jest to drugi remis w drugim meczu w tym sezonie, natomiast Chicago zdobyło swój pierwszy punkt.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 11 mar 2019, 1:41

New York City FC - DC United 0:0

Na pozostawiającej wiele do życzenia murawie Yankee Stadium zmierzyli się piłkarze NY City (już bez Davida Villi, za to ze sprowadzonym w ostatnim oknie transferowym z Universitatea Craiova Rumunem Alexandru Mitritą) oraz DC United. W 1. połowie zawody były rozgrywane w całkiem niezłym tempie i dość wyrównane, może z lekkim wskazaniem na gospodarzy. W 7 min. po dośrodkowaniu Mitrity niecelnie główkował Castellanos, a w 11 min. świetną okazję do otwarcia wyniku mieli goście - Arriola wyłożył piłkę do Acosty, który uderzył z okolic jedenastego metra, ale Sean Johnson obronił fantastyczną paradą. W 24 min. po poważnym błędzie obrony gospodarzy rzed szansą stanął Arriola, ale jego strzał z kąta obronił nogą Johnson. Obie drużyny miały swoje groźne ataki, jednak to gospodarze swobodniej rozgrywali piłkę i z czasem uzyskali lekką przewagę. Po przerwie mogli objąć prowadzenie po miękkiej wrzutce Moraleza i główce Castellanosa, ten ostatni uderzył jednak obok słupka. Mecz nadal był dość wyrównany i obie strony miały swoje szanse. W 83 min. rezerwowy Ulises Segura wyłożył piłkę do Acosty, ale po jego strzale po raz kolejny górą był Sean Johnson. Kilka minut później aktywny w tym meczu Mitrita uderzył z dystansu, ale bramkarz DC Unted Bill Hamid popisał się efektowną paradą. W 89 min. piłkę meczową dla New York City miał Alexander Ring - po dośrodkowaniu Tinnerholma główkował szczupakiem, ale bramkarz Hamid po raz kolejny znakomicie obronił. Ostatecznie gole w tym meczu nie padły, choć była to zasługa świetnej postawy obu golkiperów. Emocji w tym spotkaniu nie brakowało, był to jeden z tych bezbramkowych remisów które nie przyprawiały o ból głowy. DC United po dwóch kolejkach ma cztery punkty, dla New York City FC to drugi remis.

Najlepszą drużyną po dwóch kolejkach są jak na razie Seattle Sounders, którzy pokonali 2:0 Colorado Rapids i prowadzą w Western Conference i tabeli zbiorczej z kompletem punktów (wyprzedzić ich może jeszcze Los Angeles FC, którego mecz trwa). Pierwszy punkt w historii występów w MLS zdobyło Cincinnati, i to na wyjeździe z Atlantą United.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 16 mar 2019, 20:15

Chicago Fire - Seattle Sounders 2:4 (Edwards 56' Herbers 84' - Rodriguez 8' Morris 15' Lodeiro 49'-karny, Ruidiaz 88')
Po słabym meczu przeciwko Orlando City Strażacy z Chicago nie poradzili sobie w meczu przeciwko Seattle Sounders, drużynie, która pozostaje z kompletem punktów w tyk sezonie MLS. Po dobrym występie przeciwko LA Galaxy i niezłej zmianie z Orlando do wyjściowego składu Fire powrócił Przemysław Frankowski. W pierwszych minutach Sounders znokautowali gospodarzy. Gol mógł paść już w 2 min. - Victor Rodriguez dograł wzdłuż bramki do Jordana Morrisa, ten przystawił nogę, ale jego strzał z kilku metrów instynktownie obronił Ousted. W 8 min. bramkarz Chicago był już jednak bez szans - tym razem to Morris podał do Rodrigueza, który przy dalszym słupku zamknął akcję strzałem do pustej bramki. Fire odpowiedzieli atakami, ale nadziali się na kontrę - Frankowski stracił piłkę w środku pola, Lodeiro zagrał świetnego crossa do Morrisa, który przerzucił piłkę nad wychodzącym z bramki Oustedem, podwyższając prowadzenie Sounders. Chwilę później mógł paść trzeci gol, ale tym razem Ousted zdołał obronić techniczne uderzenie kompletnie niepilnowanego w polu karnym Lodeiro. Z czasem gospodarze zaczęli grać nieco lepiej, przejęli inicjatywę i podkręcili tempo. Mimo nieco chaotycznego stylu gry zaczęli też stwarzać sytuacje bramkowe - w 23 min. strzał byłego legionisty Nikolicia obronił Stefan Frei, a w 34 min. golkiper Sounders miał problemy z kąśliwym uderzeniem po koźle z dystansu w wykonaniu Mihailovicia. Aktywny Przemysław Frankowski też mógł zdobyć gola, w 41 min. jego świetny strzał z dystansu obronił Frei. Druga połowa mecz rozpoczęła się od szturmów gości. Już kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry Peruwiańczyk Ruidiaz skiksował w stuprocentowej sytuacji, a chwilę później ewidentnie faulowany w polu karnym był Victor Rodriguez - rzut karny wykorzystał uderzeniem a'la Panenka Lodeiro (piłka odbiła się od poprzeczki, ale wylądowała kilkadziesiąt centymetrów za linią bramkową). Fire odpowiedzieli golem Raheema Edwardsa, który wykorzystał dośrodkowanie Saponga. Po tej bramce gospodarze przejęli inicjatywę i uzyskali wyraźną przewagę, ich akcje ofensywne wreszcie zaczęły się zazębiać. Z dystansu groźnie uderzał po koźle McCarty, a w 84 min. Fabian Herbers zdobył gola kontaktowego - jego pierwszy strzał obronił Frei, ale Niemiec dobił do pustej bramki. Wydawało się, że wobec stopnienia przewagi Sounders do jednego gola dojdzie do emocjonującej końcówki, ale w 88 min. nadzieje gospodarzy rozwiał Ruidiaz, wykańczając świetną kontrę Sounders, mimo próby interwencji spóźnionego Schweinsteigera. Tym samym Strażacy pozostają z zaledwie punktem po trzech meczach, Sounders mają komplet oczek.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 18 mar 2019, 9:14

Atlanta United - Philadelphia Union 1:1 (Barco 70' - Aaronson 47')
Obrońcy MLS Cup notują bardzo słaby początek sezonu, w trzecim meczu znów nie potrafili wygrać. Od początku meczu z Philadelphią Atlanta miała przewagę, dominowała w posiadaniu piłki, ale nie przypominała drużyny z poprzedniego sezonu, która szybkimi, finezyjnym atakami potrafiła zaskoczyć rywala. We wczorajszym meczu United grali wolno i bez pomysłu, mając duże problemy ze sforsowaniem obronnych zasieków gości. W 37 min. doskonałej okazji nie wykorzystał Josef Martinez - król strzelców MLS z ubiegłego sezonu po dograniu z lewego skrzydła trafił w poprzeczkę. Po przerwie ofensywny wypad gości przyniósł bramkowy efekt - Brendan Aaronson uderzył po ziemi sprzed pola karnego, niezbyt mocno, ale złapał na wykroku Brada Guzana który nie był w stanie skutecznie interweniować. Obraz gry nie uległ po tym golu większym zmianom - nadal inicjatywa była po stronie Atlanty, ale nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. W 64 min. efektowne uderzenie nożycami oddał Martinez, ale było ono zbyt lekkie i zbyt blisko dobrze ustawionego Andre Blake'a aby zdobyć gola. Dopiero w 70 min. wprowadzony chwilę wcześniej Ezequiel Barco wykorzystał dośrodkowanie Gressela i strzałem głową wyrównał. Atlanta nadal grała jednak słabo i zrobiła zbyt mało, by powalczyć o zwycięstwo. Przeciwnie, w końcówce to goście zagrali ofensywniej i mieli swoje szanse - najlepszej nie wykorzystał w 88 min. Fafa Picault, który z kilku metrów trafił w interweniującego Guzana. Ogólnie rzecz biorąc Atlanta rozczarowała i wygląda na to, że stracili naprawdę dużo po odejściu Miguela Almirona do Newcastle United. Philadelphia też nie ma specjalnych powodów do zadowolenia, bo był to dopiero ich pierwszy punkt w sezonie.

DC United rozbili Real Salt Lake 5:0, hat-tricka uzyskał Rooney. Po dwóch zwycięstwach porażkę w Los Angeles przeciwko Galaxy poniosła Minnesota. Podobnie jak obrońcy tytułu, tak i ubiegłoroczni finaliści radzą sobie słabo - Portland Timbers przegrali 0:3 z FC Cinncinati i mają zaledwie punkt. Jedynym zespołem z kompletem punktów pozostają po trzech kolejach Seattle Sounders.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 30 mar 2019, 20:16

Chicago Fire - New York Red Bulls 1:0 (Parker 48'-sam.)
Piłkarze z Illinois fatalnie zaczęli sezon, ale tym razem w końcu odnieśli zwycięstwo. Początek meczu z Red Bulls był dość wyrównany, ale wkrótce drużyna Przemysława Frankowskiego (ponownie wyszedł w pierwszym składzie) zaczęła uzyskiwać przewagę i stwarzała sobie sytuacje bramkowe. W 18 min. po przejęciu piłki przez Fire na połowie rywala Katai uderzył sprzed pola karnego centymetry obok prawego słupka. W 23 min. po dobrze rozegranej akcji w sytuacji sam na sam znalazł się Nemanja Nikolić, ale były legionista przegrał pojedynek z doświadczonym Luisem Roblesem. W 38 min. kolejną sytuację miał Nikolić, tym razem uderzył szpicem obok bramki. Drużyna z Chicago stosowała też agresywny pressing na połowie rywala, nie pozwalając Red Bulls na rozwinięcie skrzydeł. W efekcie zupełnie niewidoczny był w 1. połowie wyborowy snajper gości Bradley Wright-Phillips. Tuż po przerwie gospodarze w kuriozalnych okolicznościach objęli prowadzenie - Robles niepotrzebnie wyszedł do wrzutki w pole karne, piłka trafiła pod nogi Nikolicia, po jego strzale odbiła się od słupka i Tima Parkera, po czy przekroczyła linię bramkową. Fire próbowali pójść za ciosem, groźnie uderzał z dystansu Schweinsteiger, ale Ousted był na posterunku. Red Bulls próbowali się odgryzać, ale ich ataki były dość chaotyczne i nie prowadziły do sytuacji bramkowych. W końcu pokazał się Wright-Phillips, ale jego celny strzał z dystansu z 70 min. i przewrotka która po rykoszecie minęła bramkę nie wystarczyły do zdobycia wyrównującego gola. W 75 min. rywali dobić mógł Frankowski - dostał świetne podanie z głębi pola, ale spychany przez obrońcę trafił w boczną siatkę. Zespół z Chicago wygrał po raz pierwszy w tym sezonie, z kolei dla Red Bulls to druga porażka z rzędu (tydzień temu niespodziewanie ulegli u siebie Orlando City).

W rozegranym dzisiaj wcześniej meczu Toronto rozbiło u siebie New York City FC 4:0, dwa gole zdobył sprowadzony z KRC Genk Alejandro Pozuelo - kanadyjski zespół, mimo utraty Sebastiana Giovinco i Victora Vazqueza w oknie transferowym, spisuje się póki co bardzo dobrze.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 07 kwie 2019, 23:04

FC Cincinnati - Sporting Kansas City 1:1 (Mattocks 19'-karny - Busio 62')
Rozgrywająca swój debiutancki sezon w MLS drużyna z Cincinnati może pochwalić się ciekawym składem i spisuje się póki co całkiem nieźle. Dziś w pierwszych 45 minutach pokazali ofensywny, ładny dla oka futbol, ale 2. połowa należała do ekipy z Kansas City, w barwach której zadebiutowało tym meczem w MLS dwóch ciekawych graczy - były bramkarz Tijuany Zendejas oraz mający za sobą występy w Rangers oraz młodzieżówkach Arsenalu Gedion Zelalem. Gospodarze mogli objąć prowadzenie już po kilkudziesięciu sekundach, z bliska strzelał Kenny Saief, jednak Zendejas instynktownie obronił. Goście odpowiedzieli w 11 min. dobrej sytuacji nie wykorzystał Yohan Croizet - strzał sprowadzonego z Mechelen napastnika obronił wychodzący z bramki Spencer Richey. W 17 min. Roland Lamah dostał prostopadłe podanie, wychodzący z bramki Zendejas zawahał się i nie doszedł do piłki, a Belg minął go i został sfaulowany w polu karnym przez obrońcę. Rzut karny pewnie wykorzystał reprezentant Jamajki Darren Mattocks. Gospodarze próbowali pójść za ciosem i w 1. Połowie stworzyli sobie jeszcze kilka dobrych sytuacji. W 29 min. oko w oko z Zendejasem stanął Lamah, ale górą był meksykański bramkarz Sportingu Kansas City. Goście odpowiedzieli sytuacją Kelyna Rowe, który w sytuacji sam na sam fatalnie spudłował. Chwilę później szalejący w 1. połowie Lamah przedarł się lewą flanką, złamał akcję do środka i mocnym uderzeniem trafił w słupek. Ogólnie rzecz biorąc Cincinnati pokazało w pierwszych 45 minutach naprawdę niezły futbol, umiejętnie wykorzystując skrzydła. Na 2. połowę Sporting wyszedł jednak odmieniony, od początku atakując. Po dobrym dryblingu obok bramki uderzył Russell, a w 57 min. zakotłowało się w polu karnym Cincinnati, ale ani strzał Croizeta, ani Gutierreza nie znalazł drogi do bramki. Pod bramką Cincinnati robiło się coraz goręcej, ale w 60 min. podwyższyć na 2:0 mógł Manneh, który wykorzystał bardzo złe ustawienie obrońców Sportingu, w sytuacji sam na sam uderzył jednak obok bramki. Wysiłki gości przyniosły w końcu efekt - w 62 min. po prostopadłym podaniu i nieporozumieniu między bramkarzem a obrońcą piłkę przejął Gianluca Busio i skierował ją do pustej bramki. W końcówce Cincinnati odzyskało wigor w ataku, do siatki gości trafił nawet Hagglund, ale ze spalonego. Ogólnie rzecz biorąc był to żywy, atrakcyjny mecz, remis nie krzywdzi żadnej ze stron.

Trwa fatalna passa ubiegłorocznych finalistów z Portland - Drwale ze stanu Oregon przegrali 0:3 ze słabym San Jose Earthquakes (były to pierwsze punkty drużyny z Kalifornii) i nadal czekają na premierowe zwycięstwo w sezonie. Po efektownym uderzeniu Nicolasa Lodeiro kolejne zwycięstwo odnieśli Seattle Sounders, pokonując 1:0 Real Salt Lake.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 14 kwie 2019, 9:02

Los Angeles Galaxy - Philadelphia Union 2:0 (Ibrahimović 27' 36'-karny)
Wygląda na to, że po kilku latach posuchy zespół pięciokrotnego mistrza MLS w końcu jest na dobrej drodze do awansu do play-offów. Po wyrównanych i zdominowanych przez walkę w środku pola pierwszych minutach meczu z Philadelphią Galaxy przejęli inicjatywę i uzyskali przewagę, którą udokumentowali dwoma golami. W 27 min. po dośrodkowaniu Skjelvika z lewego skrzydła Zlatan Ibrahimović uderzeniem głową z kilku metrów pokonał Andre Blake'a. Niedługo później arbiter podyktował rzut karny za faul na Szwedzie- konsultacje z VAR i oglądanie powtórek zajęły bardzo długo, ale ostatecznie arbiter podtrzymał decyzję o jedenastce (moim zdaniem była ona nieco wątpliwa). Zlatan pewnym strzałem podwyższył na 2:0. W trakcie długiego doliczonego czasu gry 1. połowy ładny strzał z dystansu na bramkę Galaxy oddał Medunjanin, ale uderzenie Bośniaka nie zaskoczyło Binghama. Po przerwie zespół z Philadephii zaczął grać wyraźnie lepiej, przejmując inicjatywę. Najbliższy zdobycia gola był Alejandro Bedoya, który w zamieszaniu w polu karnym trafił w spojenie słupka z poprzeczką. Swoją szansę na hat-tricka miał też Zlatan, który próbował efektownego uderzenia piętą bez przyjęcia - gdyby to weszło, byłby kolejny legendarny gol Szweda. W 68 min. po dobrej akcji Philadelphii Medunjanin potężnie uderzył sprzed pola karnego, minimalnie obok bramki. Sytuację gości znacznie pogorszyła druga żółta kartka dla Austona Trusty'ego, ale i tak do końca ambitnie walczyli o choćby trafienie honorowe. Galaxy odnieśli czwarte z rzędu, a w sumie piąte zwycięstwo w tym sezonie MLS, a Ibrahimović ma na swoim koncie już sześć goli.

Piłkarze Minnesota United godnie zainaugurowali grę na swoim nowym stadionie, Allianz Field, remisując 3:3 z New York City FC. Wciąż nie mogą się pozbierać ubiegłoroczni finaliści, Portland Timbers przegrali tym razem z FC Dallas.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 22 kwie 2019, 0:05

DC United - New York City FC 0:2 (Mitrita 35' Heber 56')
Przed tym meczem piłkarze z Bronxu pozostawali bez zwycięstwa w tym sezonie, choć zanotowali aż pięć remisów (w tym w pierwszym meczu z DC United). Dziś w końcu udało im się odnieść zwycięstwo, i to nad liderem Eastern Conference. Pierwsze 10 minut było bardzo chaotyczne z obu stron, gra toczyła się głównie w środku boiska. Później inicjatywę przejęli goście z Nowego Jorku - w 11 min. sprowadzony przed sezonem Rumun Alexandru Mitrita uderzył z dystansu rogalem minimalnie obok bramki, później z dystansu próbowali Ring i Matarrita, ale i ich strzały były niecelne. Mimo dobrych wyników osiąganych w tym sezonie, w pierwszych 20 minutach piłkarze DC United nie pokazali zupełnie nic w ofensywie. Dopiero w 22 min. po dobrym dośrodkowaniu Rooney uderzył szczupakiem, ale nad poprzeczką. Po krótkim okresie lepszej gry gospodarzy zespół z Bronxu znów przycisnął. W 32 min. Brazylijczyk Heber dość przypadkowo dostał piłkę i wyszedł na czystą pozycję, podciął piłkę nad Hamidem, ale bramkarz DC United pozostał na nogach i sięgnął piłki. W 35 min. już skapitulował - Mitrita oddał zaskakujący, niesygnalizowany strzał po ziemi, który po lekkim rykoszecie znalazł drogę do siatki. Goście mogli jeszcze podwyższyć, bo w doliczonym czasie gry w polu karnym faulowany był Tinnerholm, ale doświadczony Maximiliano Moralez trafił z rzutu karnego w słupek. Po przerwie goście nie tracili rezonu, choć Mitrita musiał opuścić boisko z powodu urazu. W 55 min. Moralez uderzając z dystansu ponownie trafił w słupek, a po chwili otrzymawszy miękkie dogranie w pole karne Heber strzałem między nogami Hamida podwyższył prowadzenie ekipy z Bronxu. Po tym ciosie DC United nie potrafili się podnieść, mimo ataków nie stwarzając większego zagrożenia pod bramką Johnsona, mało widoczny był Rooney. Goście przeprowadzili jeszcze kilka groźnych ataków, szczególnie dobrze spisywał się na prawym skrzydle Anton Tinnerholm. W 84 min. jeszcze jedną sytuację miał Moralez, ale tym razem jego strzał obronił Hamid.

Po fatalnym ubiegłym sezonie solidnie wzmocnione Orlando City spisuje się nieźle, tym razem pokonali 1:0 Vancouver Whitecaps. Nadal nie mogą się pozbierać obrońcy MLS Cup - Atlanta United poległa u siebie 1:2 z FC Dallas i zajmuje ostatnie miejsce w Eastern Conference.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 28 kwie 2019, 2:11

Atlanta United – Colorado Rapids 1:0 (Gressel 74')
Po kiepskim starcie sezonu obrońcy MLS Cup zmierzyli się na własnym boisku z zamykającymi łączną tabelę Colorado Rapids. Słaba forma Atlanty uwidoczniła się także i w tym meczu, bo mieli spore problemy w pojedynku z czerwoną latarnią ligi. W 1. połowie inicjatywa była po stronie gospodarzy, ale niewiele z tego wynikało - brakowało przyspieszenia i ostatniego podania, w efekcie United nie udawało się stworzyć sytuacji bramkowych. Po przerwie gra początkowo wyglądała ponownie - nadal ataki Atlanty, nie skutkujące jednak sytuacjami pod bramką weterana Tima Howarda. W końcu, w 65 min. król strzelców ubiegłego sezonu Josef Martinez dostał prostopadłe podanie i wydawało się, że znajdzie się w sytuacji sam na sam, ale nie zdołał oddać strzału i został osaczony przez kilku rywali, a oddane w końcu uderzenie zostało zablokowane. W 74 min. Atlanta w końcu złamała opór nastawionego na obronę rywala - Darlington Nagbe przedarł się lewą stroną i dograł przed bramkę, a Julian Gressel przystawił nogę i z bliska zdobył gola. Rapids nie bardzo potrafili odpowiedzieć, przez większość meczu skupiali się na obronie licząc na remis, a w ataku pozycyjnym niewiele potrafili wskórać. Najbliżej byli w 79 min. - dobre prostopadłe podanie dostał rezerwowy Nicolas Mezquida i niespodziewanie znalazł się w świetnej sytuacji, ale nieczysto trafił w piłkę. W doliczonym czasie gry obrońcy MLS Cup wyprowadzili świetną kontrę po której mógł paść drugi gol - Paragwajczyk Tito Villalba dostał znakomitego crossa z głębi pola, mając dużo miejsca w polu karnym trafił w słupek. Atlanta odniosła zwycięstwo, ale wymęczone. Grze drużyny z Mercedes-Benz Stadium nadal dużo brakuje do ofensywnej, pełnej polotu piłki jaką pokazywali w ubiegłym sezonie. Ponadto, mimo wygranej United nadal są na pozycji która nie daje gry w play-offach.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 29 kwie 2019, 15:20

Seattle Sounders - Los Angeles FC 1:1 (Morris 1' - Vela 4')
Na CenturyLink Field doszło do pojedynku na szczycie MLS. Zespoły te zmierzyły się już w tym sezonie, wtedy piłkarze z Kalifornii wygrali 4:1. Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla gospodarzy, którzy w 1 min. objęli prowadzenie - Morris przechwycił zbyt lekkie podanie do bramkarza i w sytuacji sam na sam pokonał Tylera Millera. Odpowiedź lidera łącznej tabeli MLS była błyskawiczna - Diego Rossi pociągnął lewym skrzydłem i dograł wzdłuż bramki, a Carlos Vela z najbliższej odległości zdobył swojego jedenastego gola w tym sezonie. Po tym piorunującym początku oba zespoły nieco się uspokoiły, przynajmniej do 18 min. Wtedy to doszło do przepychanki w środkowej części boiska, w trakcie której Cristian Roldan uderzył w twarz rywala i musiał opuścić boisko. Mimo gry w osłabieniu już w 22 min. Sounders przeprowadzili groźną akcję - australijski boczny obrońca Brad Smith przedarł się lewą flanką i celnie uderzył, ale zbyt lekko by pokonać Millera. Z czasem przewaga liczebna Los Angeles FC stawała się coraz bardziej widoczna. Piłkarze z Kalifornii momentami zamykali gospodarzy w ich własnym polu karnym, wyraźnie dominując resztę 2. połowy. Po przerwie Los Angeles atakowało coraz częściej, natomiast kontry Seattle były coraz rzadsze. Najpierw minimalnie nad bramką uderzył Kolumbijczyk Atuesta, a później Christian Ramirez obsłużony świetnym podaniem w nieprawdopodobny sposób spudłował z metra na pustą bramkę. Pod bramką Stefana Freia raz po raz robiło się gorąco, ale gościom zawsze czegoś brakowało aby zakończyć jedną z licznych akcji skutecznym strzałem. W 75 min. po jednym z nielicznych ataków Sounders groźnie uderzył Lodeiro, zmuszając Tylera Millera do przeniesienia piłki nad poprzeczką. Końcówka była niezwykle dramatyczna. W 85 min. z kilku metrów uderzał Carlos Vela, ale jeden z obrońców w ostatniej chwili zablokował strzał, a chwilę później Lodeiro uderzył minimalnie obok słupka. W 88 min. Rossi dostał świetne podanie na wolne pole, minął wychodzącego z bramki Freia, ale za daleko wypuścił sobie piłkę. W doliczonym czasie gry Sounders mogli ukarać rywali, ale po dobrym kontrataku i minięciu bramkarza nie zdołali oddać strzału. Gospodarze kończyli mecz w dziewiątkę, bo Kelvin Leerdam obejrzał czerwień za faul tuż przed polem karnym. Mimo kolejnych ataków i 21 strzałów (ale wśród nich zaledwie 5 celnych) Los Angeles FC nie zdołało przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Mimo utraty punktów Los Angeles FC pozostaje liderem Western Conference i łącznej tabeli. W obu tych tabelach na drugim miejscu jest ich miejscowy rywal - Galaxy pokonali Real Salt Lake 2:1, zwycięskiego gola zdobył uderzeniem z pierwszej piłki po dograniu z lewego skrzydła Ibrahimović.

Awatar użytkownika
Cement
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 4374
Rejestracja: 25 lut 2012, 15:26
Reputacja: 2617
Kibicuję: Cementarnica 55 Skopje

Major League Soccer

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cement » 05 maja 2019, 4:18

DC United - Columbus Crew 3:1 (Acosta 27' Rooney 45+4'-karny, Arriola 61' - Hamid 75'-sam.)
W meczu na Audi Field zmierzyły się dwie drużyny Eastern Conference zajmujące obecnie miejsca premiowane grą w play-offach. Po słabszych pierwszych minutach przewagę uzyskali goście, którzy byli blisko zdobycia gola - po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Bill Hamid końcami placów skierował piłkę na poprzeczkę. W 22 min. Pedro Santos trafił do siatki gospodarzy po kontrataku, skutecznie uderzając przy bliższym słupku, ale po konsultacji z VAR arbiter (który przeszkodził w tej akcji jednemu z piłkarzy DC United) uznał, że wcześniej był faul. Chwilę później zespół z Waszyngtonu objął prowadzenie - po wrzutce z rzutu wolnego w zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła do Luciano Acosty, pierwszy strzał Argentyńczyka zablokował jeszcze Zardes, ale dobitka była skuteczna. Piłkarze Crew próbowali atakować, ale byli wyraźnie wybici z rytmu, a w doliczonym czasie gry dostali kolejny cios - zmierzający chyba w światło bramki strzał zablokował ramieniem Wil Trapp, z wyraźnym ruchem w kierunku piłki. Arbiter słusznie podyktował rzut karny (Trapp miał szczęście, że nie obejrzał drugiej żółtej kartki), który wykorzystał mocnym strzałem pod poprzeczkę Rooney. Zack Steffen wyczuł intencję Anglika, ale nie miał szans tego obronić. Po przerwie goście nadal grali ofensywną piłkę, która mogła się podobać, i w 52 min. byli bliscy zdobycia kontaktowego gola - po miękkiej wrzutce w pole karne strzał Zardesa obronił Hamid. Mimo przewagi Crew stracili kolejnego gola - po stracie w środku pola i kilkudziesięciometrowym rajdzie Leonardo Jary piłkę dostał w polu karnym Paul Arriola i strzałem w długi róg po lekkim rykoszecie pokonał Steffena. W 75 min. dobrze grający w tym meczu goście w końcu zdobyli gola, choć w kuriozalnych okolicznościach - po centrze Robinho z rzutu wolnego piłki nie zdołał złapać Bill Hamid, prześlizgnęła się ona między jego rękawicami do siatki. Więcej Crew już jednak nie zdziałali (mogli jeszcze stracić gola, Steffen obronił główkę Rooney’a) i trzy punkty zostały w Waszyngtonie.

Philadelphia Union rozgromiła 6:1 New England Revolution, jednego z goli zdobył Kacper Przybyłko. Po nieudanym ubiegłym sezonie Houston Dynamo idzie jak burza, tym razem pokonali FC Dallas (bardzo ładny drugi gol po dwójkowej akcji Memo Rodrigueza i Mauro Manotasa).

ODPOWIEDZ

Wróć do „Piłka nożna na świecie”