Nowy sezon ligi belgijskiej nabiera rozpędu, a zapowiada się bardzo ciekawie. Broniąca tytułu Brugia sprzedała Charlesa de Ketelaere do Milanu i Stanleya Nsoki do Hoffenheim - obrona mistrzostwa nie będzie łatwa. Apetyt na tytuł ma Antwerpia, która dysponuje mocnym składem (m.in. Nainggolan i Alderweireld), a pomóc może im odpadnięcie z LKE w dwumeczu z Basaksehirem - nie będą musieli rozdzielać sił na dwa fronty. Na chwilę obecną Antwerpia prowadzi z kompletem punktów, zaś Brugia potknęła się już dwa razy. Ciekawie będzie też na dole tabeli, bo w tym sezonie spadać będą aż trzy drużyny - walka o utrzymanie będzie zażarta. Póki co obejrzałem dwa mecze.
5. kolejka
Eupen - RFC Seraing 1:3 (Magnee 60' - Mouandilmadji 5'-karny, 36' Bernier 39')
Pandy z Eupen pod koniec lipca sensacyjnie pokonały Brugię, ale w meczu o sześć punktów uległy u siebie promowanemu dwa sezony temu Seraing. Goście objęli prowadzenie już po pięciu minutach gry - reprezentant Czadu Marius Mouandilmadji wykonał karnego z rozbiegiem a'la Simone Zaza i Moser miał piłkę na ręce, ale piłka znalazła drogę do siatki. Eupen po utracie gola przejęło inicjatywę, już kilka minut później Peeters majac sporo miejsca uderzył obok bramki. W 36 min. reprezentant Czadu podwyższył na 2:0 dla Seraing, dobrze obracając się w polu karnym z piłką i rywalem na plecach. Chwilę później Moser znów musiał wyciągać piłkę z siatki, tym razem po uderzeniu Berniera. Szansy na podwyższenie wyniku przed przerwą nie wykorzystał Sergio Conceicao, którego uderzenie obronił niemiecki bramkarz Eupen. Po przerwie Pandy przycisnęły i zagrały ofensywniej, co przyniosło im gola - Magnee precyzyjnym uderzeniem przy słupku sprzed pola karnego pokonał Dietscha. Na więcej, pomimo inicjatywy i ataków, gospodarzy nie było już stać. Hat-tricka mógł zaliczyć Mouandilmadji, który w 68 min. efektownym uderzeniem z rotacja próbował zaskoczyć Mosera, jednak bramkarz Eupen był czujny.
6. kolejka
KAA Gent - Antwerp 1:2 (Kums 10' - Janssen 15' Frey 27'-karny)
Zespół z Antwerpii pozostaje na razie z kompletem punktów, zaś Gandawa doznala w tym meczu pierwszej ligowej porażki. 1. połowa była znakomitym widowiskiem z licznymi sytuacjami bramkowymi. W pierwszych minutach arbiter spodyktowal jedenastkę dla gości, po obejrzeniu powtórek zmienił decyzję na rzut wolny, z którego gola zdobył po rykoszecie weteran Sven Kums. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać, pięć minut później wyrównał Janssen, a Antwerpia starała się iść za ciosem. W 27 min. jedenastkę za zagranie nie będąca przy ciele ręką wykorzystał Szwajcar Michael Frey. Z dobrej strony pokazywał się Janssen, który efektownym lobem z ostrego kąta był bliski zodbycia gola - Roef w bramce Gent został zmuszony do sporego wysiłku. Jeszcze przed przerwą arbiter znów podyktował jedenastkę dla Gandawy, ale po obejrzeniu powtórek anulował swoją decyzję (chyba słusznie, obrońca jednak trafił w piłkę). Po przerwie gospodarze przerwie mieli kolejne sytuacje do podwyższenia wyniku - rezerwowy Ekklenkamp przegral pojedynek z Roefem, a kilka minut później Nainggolan posłał piłkę nad bramką. Z powodu kontuzji w koncówce Antwerpia grała praktycznie bez typowego napastnika, a Gent zwietrzyło krew i przycisnęło, choć konkretów było z tego niewiele. Słaby mecz zagrał były Legionista Vadis Odjidja-Ofoe - zaliczył sporo strat i nieudanych nagrań. W doliczonym czasie kapitalna sytuację zmarnował jeden z graczy gospodarzy posyłając piłkę nad bramką. Mimo kłopotów w 2. połowie była to zasłużona wygrana Antwerpii. Oby podopieczni van Bommela nie spuchli (ławkę mają taką sobie) i powalczyli o tytuł do końca.



