Moja noc u Maud (1969) - 8/10.
Zacznę może od wad tego filmu. Jest przegadany i po francusku przeintelektualizowany. Akcja nie nadąża trochę za dialogami. Nie byłby to jednak tak wielki problem, gdyby o akcji można były powiedzieć same dobre rzeczy. Niestety nie można - jest zbyt filmowa, a za mało realistyczna. Wydaje mi się, że subtelne kino, jakie próbował tworzyć Rohmer, powinno dbać o realizm. Tutaj pewnych filmowych zbiegów okoliczności jest zbyt dużo.
Film przez ów przegadanie i zbytnią "filmowość" traci swój potencjał. Historia czterech wyraźnie nakreślonych postaci, ich rozmowy oraz relacje, akcja w zamkniętej przestrzeni... te elementy sprawiają, że film w moim mniemaniu ma potencjał nawet na 10/10. Szczerze mówiąc, siadając wczoraj do seansu, po przeczytaniu krótkich opisów, sądziłem, że taki właśnie będzie.
Film ma jednak mnóstwo dobrych stron, za które przyznałem aż 8 oczek. Po pierwsze: postaci. Są one bardzo dobrze napisane, można się z nimi łatwo utożsamić, można znaleźć w ich postawach postawy osób z własnej rzeczywistości. Ja znalazłem w głównym bohaterze, Jean-Louisie, sporo swoich cech, wiele zacnych dziewczyn znajdzie swoje cechy w postaci Francoise, wiele skandalistek utożsami się z Maud i tak dalej. Kilka lat temu kolega poprosił mnie o wskazanie piątki bohaterek filmowych, z którymi chciałbym się związać. Sądzę, że gdybym wówczas znał już ten film, wskazałbym między innymi Francoise, mimo jej kilku mankamentów. Postać Jean-Louisa z kolei jest na tyle interesująca i podobna do mnie, że rozważyłbym zagranie nią w forumowej mafii.
Po drugie: estetyka, obraz, subtelność. Ten film ogląda się bardzo dobrze, dlatego że jest kulturalny i ładny. Niewątpliwie rolę w tym odgrywa język francuski, bodaj najładniejszy język na świecie, ale nie tylko. Bardzo ładnie zaprezentowana jest chociażby msza święta. Nie ma w tym filmie sensacji, nie czuję, że mnie on obraża, nie czuję też, że robi ze mnie idiotę. Aktorki, zwłaszcza jedna, również zostały dobrze dobrane! Film jest prosty, bez efektów specjalnych i banału - dlatego jest ładny.
Po trzecie: psychologia i przemyślenia o naturze człowieka. Co prawda do wielu przemyśleń z filmu i postaw bohaterów byłbym w stanie się doczepić, ale są też przemyślenia i postawy bardzo cenne oraz - jak sądzę - prawdziwe. Tym ciekawsze są te przemyślenia, że co jakiś czas pojawiają się z cytaty z Błażeja Pascala. Oczywiście raz lepiej, raz gorzej. Nie uznałbym może filmu Rohmera za film całkowicie prawdziwy w zakresie postaw mężczyzn i kobiet w stosunku do relacji, ale wiele postaw i przemyśleń zapamiętam - postaram się zacząć je naśladować i uznać za swoje.



