Mecz z Wrehham potwierdził moje obawy co do swej bezcelowości. Może i stała za tym jakaś głęboka myśl, której ja szaraczek nie zdołałem odgadnąć. Wiadomo, kasę przytuliliśmy, ale czy marketingowo to był sukces, nie wiem. Raczej myślę, że ci kibice z San Diego mogą się czuć zlekceważeni przez nasz klub, a to nie służy budowaniu fajnych relacji.
Szkoleniowo też żaden zysk. To że drużyna złożona z 18-latków nie da rady IV-ligowcom nie jest odkryciem. Jeśli EtH chciał się przyjrzeć wszystkim naszym nastolatkom, to w Carrington było i będzie chyba mnóstwo okazji. Imho, preseason, poza przygotowaniem motorycznym, służy zgraniu first teamu i jego najbliższego zaplecza, wkomponowaniu nowych graczy w zespół, przetestowaniu nowych ustawień, taktyk. W San Diego nic z tego nie miało miejsca. A tych meczów kontrolnych tak za dużo nie mamy. I wydaje się, że na 3 tygodnie przed startem ligi każda okazja na zgranie Onany z blokiem obrony powinna być skrzętnie wykorzystana. Ale co ja tam wiem.



