Bym polemizował. Szaleńcze wyścigi City z Liverpoolem zawyżyły oczekiwania i nieco wypaczyły oceny pozostałych. Było coś "nieludzkiego" w tym, jak te zespoły utrzymywały szczyt formy i intensywność przez kilka miesięcy pod rząd. To jak zmagania robotów. Dla mnie nie upoważnia to do oceny, że reszta była "słaba", czy "cienka". Raczej nazwałbym to normalnością w tak wymagającej, konkurencyjnej i kontuzjogennej lidze, że nie kosisz przez 90 dni pod rząd kompletu punktów, że od czasu do czasu przegrywasz lub remisujesz, nawet z rywalem, który jest niżej w tabeli, ale ma swój dzień.
Czego oczekujesz? Tego, że 5 czy 6 drużyn "wyrobi normę" 90 punktów? Absurd.
Takie wydarzenia jak wspomniany wyścig dwóch koni, wcześniej Invincibles nie powinny być oczekiwaną rok w rok normą. Jak tylko pamiętam, atrakcją tej ligi była konkurencyjność, to że każdy może wygrać z każdym. I niech tak zostanie.



