To jest właśnie Twój problem. Że nie patrzysz przyszłościowo i pod względem globalnym, tylko wyjrzysz przez okno i zobaczysz, że w Twoim Pierdziszewie supermarket zamkniety w niedziele, Żabka otwarta, więc pewnie wszystko ok.Ilka pisze: ↑19 paź 2023, 15:30O jakich Ty sklepach piszesz? Prywatne sklepy nadal funkcjonują. A w niedzielę jeśli jest otwarty to powinien stać właściciel i pewnie w wielu stoi. Być może jakieś straciły, być może ktoś stracił pracę, ale według Ciebie zmiana pracy jest łatwa więc spokojnie znajdzie drugą.johny batonik pisze: ↑19 paź 2023, 15:17Ale czy Ty nie rozumiesz, że żeby pracownik supermarketu miał wolną niedzielę, ktoś inny musiał stracić pracę albo zamknąć swój sklep?Ilka pisze: ↑19 paź 2023, 15:09
Ale wiele osób było też z wolnych niedziel zadowolonych. Co rusz w markecie na moim osiedlu słyszałam narzekania, że w niedzielę muszą iść do pracy, a z chęcią posiedzieli by w domu z rodziną. Tylko nie pisz, że mogą zmienić pracę jak nie pasuje. Niestety nie dogodzisz wszystkim, a czy da radę jakoś inaczej to rozwiązać to nie wiem. Jedni chcą pracować, a nie mogą, inni nie chcą a muszą .. Moim zdaniem wolne niedzielę były na plus. Tak się wszyscy chcecie na zachodzie wzorowac, a u naszych zachodnich sąsiadów na ogół sklepy są zamknięte w niedzielę.
Tak, napiszę tak właśnie żeby zmieniła pracę. Idąc do tej pracy, podpisując umowę, zgodziła się na takie godziny i dni pracy. Dlaczego ona ma być grupą uprzywilejowaną i mieć wolne, a inne zawody nie?
No ja tak mam. Praca od poniedziałku do niedzieli, ale za sobotę i niedzielę dwa dni wolnego w tygodniu. Choć i tak uważam, że za niedzielę dodatkowo powinna być kasa. W roku mam tylko pięć dni świątecznych wolnych, za pracujące na dni wolne.Duma Katalonii pisze: ↑19 paź 2023, 15:101. Jeśli w umowie jest zapis że praca jest wykonywana od poniedziałku do niedzieli, to nie ma dodatku za pracę w weekend, ale wtedy każdy dzień świąteczny między poniedziałkiem a piątkiem należy się dzień wolny.
Otóż może gdybyś trochę się zagłębiła w temat, to wiedziałabyś, że zakaz handlu w niedziele jak zawsze miał być pomysłem aby mały, polski, lokalny sklep odżył, a pracownicy mieli więcej czasu wolnego. Okazało się jak zawsze na odwrót. Pracownicy żeby wypełnić lukę wolnej niedzieli, musieli w tygodniu pracować o godzinę dłużej, żeby wyrównać straty godzinowe, a małe sklepiki zaczęły jeszcze szybciej padać. Dlaczego? A no dlatego, że zakaz handlu im zaszkodził i pogłębił jedynie dziurę pomiędzy supermarketami. Wielki sklep zaczął wprowadzać promocje w piątki i soboty, aby ludzie którzy robią wielkie zakupy na zapas, wybierali właśnie ich i nachapali się na wolną niedzielę. Dodatkowo handel przeniósł się do internetu, gdzie małe sklepy nie mogą konkurować z zakupami spożywczymi przez internet.
Aspekty gospodarcze to jedno. Dzięki temu, że wąska grupa pracowników supermarketów może mieć wolne, które i tak odpracowuje w ciągu tygodnia, to pracy zostali pozbawieni studenci i osoby, które dorabiały w weekendy.– Zwolennicy zakazu zwracają uwagę na to, że nie spadła konsumpcja indywidualna, a obroty sklepów generalnie rosną. – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – Trudno jednak żeby było inaczej w warunkach galopującej gospodarki. Jeśli spojrzymy jednak na szczegółowe dane, okazuje się że małe sklepy wciąż upadają – w ubiegłym roku zniknęło ich aż kilkanaście tysięcy – a ich obroty maleją. Biuro Analiz Sejmowych szacuje, że mogą być to spadki nawet o 20 – 30 proc. Z innych danych wynika, że w skali 2018 roku, przychody małych sklepów spożywczych mogły spaść nawet o ponad 6 proc. Wniosek jest oczywisty – regulacje w żaden sposób nie poprawiły sytuacji drobnych sklepikarzy, a jedynie pogłębiły problem.
Jedną z przyczyn opisanego przez prezesa ZPP stanu rzeczy może być – zdaniem ekspertów Związku – realizacja scenariusza analogicznego do węgierskiego. Tam, zakaz handlu w niedziele spowodował ekspansję marketingową sieci dyskontów, którym dzięki atrakcyjnym promocjom skutecznie udało się zmienić nawyki konsumenckie tak, że standardem stało się robienie większych zakupów, „na zapas” w piątki i soboty.
O tym, że w sklepach istotnie mamy do czynienia ze wzrostem ruchu w dni poprzedzające niedziele, świadczą nie tylko subiektywne odczucia wielu konsumentów, ale także deklaracje pracowników, zebrane w ramach ankiety zleconej przez „Solidarność”. W rezultacie, sprzedaż w dyskontach w okresie od stycznia do lipca 2018 roku wzrosła o ponad 8 proc., a największe sieci dyskontowe zwiększyły swój udział w rynku, otwierając nowe sklepy. Niektóre sieci prowadzące placówki wielkopowierzchniowe decydują się natomiast na ograniczanie uczestnictwa w polskim rynku – jedna z nich, która zainwestowała w Polsce ponad 10 mld złotych, zamknęła w 2018 roku aż 34 sklepy, a w 2019 planuje zamknąć kolejne 32. Świadczy to o tym, że zakaz handlu stymuluje wzrost sieci dyskontów oraz wypycha z rynku istotnych inwestorów.
Według danych GUS, zakaz handlu nie ograniczył zatrudnienia w sektorze. Jeśli jednak spojrzymy dokładniej na statystyki, okazuje się że w okresie od 1 do 3 kwartału 2018 roku, w sekcji PKD obejmującej handel, w istotnym stopniu zmniejszyła się liczba pracowników najemnych, zaś zwiększyła się liczba pracujących, pomagających bezpłatnie członków rodziny. Może być to efekt sezonowy, związany z faktem, że 3 kwartał obejmuje wakacje, jednak świadczyć to może również o zastępowaniu przez sklepy pracowników zatrudnionych na podstawie umowy zlecenia, bezpłatnie pomagającymi członkami rodziny. Byłoby to logiczne, ponieważ tylko członkowie rodziny mogą bezpłatnie pomagać właścicielom sklepów w prowadzeniu placówek w niedziele.
– Wszystkie te dane wskazują jednoznacznie na to, że regulacje ograniczające handel w niedziele nie osiągnęły żadnego z zakładanych efektów. – konkluduje Cezary Kaźmierczak – Apelujemy więc po raz kolejny o wycofanie się z tej szkodliwej regulacji i wprowadzenie powszechnej gwarancji dwóch wolnych niedziel dla wszystkich pracowników – nie tylko tych zatrudnionych w większych sklepach.
Kolejnym argumentem jest to, że nakazuje się ludziom pracy w konkretne dni tygodnia. Ktoś powie, że fajnie bo spędzi czas z rodziną. A ktoś po prostu nie ma rodziny i chciałby pracować, a zakazuje mu się tego.
Koniec końców, każdy kto podejmuje daną pracę, godzi się na jej warunki przed jej podjęciem. Jakim prawem Halina z Biedronki ma mieć wolne niedziele ustawowo, a Justyna ze stacji benzynowej czy z mcdonalda nie? A może dlatego, że osoby słabo wykształcone, czyli takie, które pracują w supermarkecie, to potężny elektorat, który można kupić tym, że zapewni im się dzień wolny w niedzielę?
Nie chcesz pracować w niedzielę, ale musisz? Zmień pracę. Czy ktoś Cię przymusza do bycia kasjerem w Lidlu? Nie. Nie możesz zmienić pracy bo nie masz odpowiednich kwalifikacji aby robić coś innego? To trzeba było tak kierować życiem aby mieć lepszą pracę niż sprzedawca w supermarkecie. Dlaczego kelner albo pracownik stacji benzynowej nie może mieć wolnego w niedziele? Ich praca jest gorsza?
Koniec końców wszystko sprowadza się do tego, że albo:
- masz wybór czy pracować w niedzielę, ale nie musisz
- nie mieć wyboru tylko narzucone wolne odgórnie
Sami sobie nakładacie kaganiec i pozbawiacie się wyboru. Serio. Nie interesuje mnie to czy chcesz mieć wolne w niedziele i czy spędzisz ten czas z rodziną. Sam pracowałem w niedziele i robiłem wszystko aby mieć pracę, w której weekendy będą wolne, ale jak chciałem coś zmienić, to zmieniłem pracę, a nie czekałem aż ktoś mi coś zakaże.



