Ogólna dyskusja o polityce cz.2

Awatar użytkownika
johny batonik
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1520
Rejestracja: 27 cze 2023, 20:45
Reputacja: 331

Ogólna dyskusja o polityce cz.2

Post autor: johny batonik » 19 paź 2023, 23:55

Ilka pisze:
19 paź 2023, 15:30
johny batonik pisze:
19 paź 2023, 15:17
Ilka pisze:
19 paź 2023, 15:09


Ale wiele osób było też z wolnych niedziel zadowolonych. Co rusz w markecie na moim osiedlu słyszałam narzekania, że w niedzielę muszą iść do pracy, a z chęcią posiedzieli by w domu z rodziną. Tylko nie pisz, że mogą zmienić pracę jak nie pasuje. Niestety nie dogodzisz wszystkim, a czy da radę jakoś inaczej to rozwiązać to nie wiem. Jedni chcą pracować, a nie mogą, inni nie chcą a muszą .. Moim zdaniem wolne niedzielę były na plus. Tak się wszyscy chcecie na zachodzie wzorowac, a u naszych zachodnich sąsiadów na ogół sklepy są zamknięte w niedzielę.
Ale czy Ty nie rozumiesz, że żeby pracownik supermarketu miał wolną niedzielę, ktoś inny musiał stracić pracę albo zamknąć swój sklep?
Tak, napiszę tak właśnie żeby zmieniła pracę. Idąc do tej pracy, podpisując umowę, zgodziła się na takie godziny i dni pracy. Dlaczego ona ma być grupą uprzywilejowaną i mieć wolne, a inne zawody nie?
O jakich Ty sklepach piszesz? Prywatne sklepy nadal funkcjonują. A w niedzielę jeśli jest otwarty to powinien stać właściciel i pewnie w wielu stoi. Być może jakieś straciły, być może ktoś stracił pracę, ale według Ciebie zmiana pracy jest łatwa więc spokojnie znajdzie drugą.
Duma Katalonii pisze:
19 paź 2023, 15:10
1. Jeśli w umowie jest zapis że praca jest wykonywana od poniedziałku do niedzieli, to nie ma dodatku za pracę w weekend, ale wtedy każdy dzień świąteczny między poniedziałkiem a piątkiem należy się dzień wolny.
No ja tak mam. Praca od poniedziałku do niedzieli, ale za sobotę i niedzielę dwa dni wolnego w tygodniu. Choć i tak uważam, że za niedzielę dodatkowo powinna być kasa. W roku mam tylko pięć dni świątecznych wolnych, za pracujące na dni wolne.
To jest właśnie Twój problem. Że nie patrzysz przyszłościowo i pod względem globalnym, tylko wyjrzysz przez okno i zobaczysz, że w Twoim Pierdziszewie supermarket zamkniety w niedziele, Żabka otwarta, więc pewnie wszystko ok.

Otóż może gdybyś trochę się zagłębiła w temat, to wiedziałabyś, że zakaz handlu w niedziele jak zawsze miał być pomysłem aby mały, polski, lokalny sklep odżył, a pracownicy mieli więcej czasu wolnego. Okazało się jak zawsze na odwrót. Pracownicy żeby wypełnić lukę wolnej niedzieli, musieli w tygodniu pracować o godzinę dłużej, żeby wyrównać straty godzinowe, a małe sklepiki zaczęły jeszcze szybciej padać. Dlaczego? A no dlatego, że zakaz handlu im zaszkodził i pogłębił jedynie dziurę pomiędzy supermarketami. Wielki sklep zaczął wprowadzać promocje w piątki i soboty, aby ludzie którzy robią wielkie zakupy na zapas, wybierali właśnie ich i nachapali się na wolną niedzielę. Dodatkowo handel przeniósł się do internetu, gdzie małe sklepy nie mogą konkurować z zakupami spożywczymi przez internet.
– Zwolennicy zakazu zwracają uwagę na to, że nie spadła konsumpcja indywidualna, a obroty sklepów generalnie rosną. – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców – Trudno jednak żeby było inaczej w warunkach galopującej gospodarki. Jeśli spojrzymy jednak na szczegółowe dane, okazuje się że małe sklepy wciąż upadają – w ubiegłym roku zniknęło ich aż kilkanaście tysięcy – a ich obroty maleją. Biuro Analiz Sejmowych szacuje, że mogą być to spadki nawet o 20 – 30 proc. Z innych danych wynika, że w skali 2018 roku, przychody małych sklepów spożywczych mogły spaść nawet o ponad 6 proc. Wniosek jest oczywisty – regulacje w żaden sposób nie poprawiły sytuacji drobnych sklepikarzy, a jedynie pogłębiły problem.

Jedną z przyczyn opisanego przez prezesa ZPP stanu rzeczy może być – zdaniem ekspertów Związku – realizacja scenariusza analogicznego do węgierskiego. Tam, zakaz handlu w niedziele spowodował ekspansję marketingową sieci dyskontów, którym dzięki atrakcyjnym promocjom skutecznie udało się zmienić nawyki konsumenckie tak, że standardem stało się robienie większych zakupów, „na zapas” w piątki i soboty.

O tym, że w sklepach istotnie mamy do czynienia ze wzrostem ruchu w dni poprzedzające niedziele, świadczą nie tylko subiektywne odczucia wielu konsumentów, ale także deklaracje pracowników, zebrane w ramach ankiety zleconej przez „Solidarność”. W rezultacie, sprzedaż w dyskontach w okresie od stycznia do lipca 2018 roku wzrosła o ponad 8 proc., a największe sieci dyskontowe zwiększyły swój udział w rynku, otwierając nowe sklepy. Niektóre sieci prowadzące placówki wielkopowierzchniowe decydują się natomiast na ograniczanie uczestnictwa w polskim rynku – jedna z nich, która zainwestowała w Polsce ponad 10 mld złotych, zamknęła w 2018 roku aż 34 sklepy, a w 2019 planuje zamknąć kolejne 32. Świadczy to o tym, że zakaz handlu stymuluje wzrost sieci dyskontów oraz wypycha z rynku istotnych inwestorów.

Według danych GUS, zakaz handlu nie ograniczył zatrudnienia w sektorze. Jeśli jednak spojrzymy dokładniej na statystyki, okazuje się że w okresie od 1 do 3 kwartału 2018 roku, w sekcji PKD obejmującej handel, w istotnym stopniu zmniejszyła się liczba pracowników najemnych, zaś zwiększyła się liczba pracujących, pomagających bezpłatnie członków rodziny. Może być to efekt sezonowy, związany z faktem, że 3 kwartał obejmuje wakacje, jednak świadczyć to może również o zastępowaniu przez sklepy pracowników zatrudnionych na podstawie umowy zlecenia, bezpłatnie pomagającymi członkami rodziny. Byłoby to logiczne, ponieważ tylko członkowie rodziny mogą bezpłatnie pomagać właścicielom sklepów w prowadzeniu placówek w niedziele.

– Wszystkie te dane wskazują jednoznacznie na to, że regulacje ograniczające handel w niedziele nie osiągnęły żadnego z zakładanych efektów. – konkluduje Cezary Kaźmierczak – Apelujemy więc po raz kolejny o wycofanie się z tej szkodliwej regulacji i wprowadzenie powszechnej gwarancji dwóch wolnych niedziel dla wszystkich pracowników – nie tylko tych zatrudnionych w większych sklepach.
Aspekty gospodarcze to jedno. Dzięki temu, że wąska grupa pracowników supermarketów może mieć wolne, które i tak odpracowuje w ciągu tygodnia, to pracy zostali pozbawieni studenci i osoby, które dorabiały w weekendy.

Kolejnym argumentem jest to, że nakazuje się ludziom pracy w konkretne dni tygodnia. Ktoś powie, że fajnie bo spędzi czas z rodziną. A ktoś po prostu nie ma rodziny i chciałby pracować, a zakazuje mu się tego.

Koniec końców, każdy kto podejmuje daną pracę, godzi się na jej warunki przed jej podjęciem. Jakim prawem Halina z Biedronki ma mieć wolne niedziele ustawowo, a Justyna ze stacji benzynowej czy z mcdonalda nie? A może dlatego, że osoby słabo wykształcone, czyli takie, które pracują w supermarkecie, to potężny elektorat, który można kupić tym, że zapewni im się dzień wolny w niedzielę?

Nie chcesz pracować w niedzielę, ale musisz? Zmień pracę. Czy ktoś Cię przymusza do bycia kasjerem w Lidlu? Nie. Nie możesz zmienić pracy bo nie masz odpowiednich kwalifikacji aby robić coś innego? To trzeba było tak kierować życiem aby mieć lepszą pracę niż sprzedawca w supermarkecie. Dlaczego kelner albo pracownik stacji benzynowej nie może mieć wolnego w niedziele? Ich praca jest gorsza?

Koniec końców wszystko sprowadza się do tego, że albo:

- masz wybór czy pracować w niedzielę, ale nie musisz
- nie mieć wyboru tylko narzucone wolne odgórnie

Sami sobie nakładacie kaganiec i pozbawiacie się wyboru. Serio. Nie interesuje mnie to czy chcesz mieć wolne w niedziele i czy spędzisz ten czas z rodziną. Sam pracowałem w niedziele i robiłem wszystko aby mieć pracę, w której weekendy będą wolne, ale jak chciałem coś zmienić, to zmieniłem pracę, a nie czekałem aż ktoś mi coś zakaże.

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”