Rzadko ostatnio dzielę się jakimikolwiek przygodami z pracy, ale dziś to miałem niezłego typa, aż mi lekko ciśnienie podniósł:D
Przychodzi gość, na oko 45-50 lat, po stylówce widać, że nie bieduje, no nieważne.
Zgłasza, że internet nie działa, że mu powiedziano, że tu router wymieni. I tu jeszcze spoko jest, choć mówi "pierdolony internet", ale ok, przymykam na to ucho, przynajmniej nie krzyczy ani nic.
Odpowiadam, że routera u mnie nie wymieni, ale mogę zgłosić do technika lub nową umowę, wtedy ktoś przyjdzie i wymieni, on, że ok, żebym przeprowadził go przez to, bo "kurwica go strzela od braku tego jebanego internetu". Nadal spokojny ton, ale już zwracam uwagę, żeby jednak trochę spokojniej się wysławiał.
I tu wybuchła bomba. I zaczęło się: "ja tak lubię mówić i mam taki humor i [ch**] ci do tego, jak się odzywam".
Oczywiście tu jakakolwiek obsługa się skończyła, więc grzecznie poprosiłem o opuszczenie salonu, to w odpowiedzi, że zaraz mnie wyciągnie siłą zza biurka i ciekawe, czy będę taki mądry. I oczywiście różne kutasy, [ch**] leciały po drodze.
Oczywiście tradycyjnie nie obyło się bez gróźb pozbawienia pracy (podobno jutro mnie już nie będzie i nie znajdę pracy w całym Wrocławiu) itd. Kolega próbował ochronę wezwać, ale nie odbierali, mi trochę ciśnienie podniósł, ale nie będę się z typem szarpał, żeby potem kłopotów nie narobić, więc jedynie mogłem mu wskazywać drzwi i co najwyżej reagować odpowiedziami w stylu "śmiało proszę mnie zwalniać". Jeszcze na koniec z tekstem do mnie, że powinienem iść na szkolenie z obsługi klientów, bo się do tego nie nadaję, a na odchodne powiedział tylko "NARA KONDONIE".
Nie powiem, takie buce podnoszą ciśnienie trochę, za długo pracuję, żeby potem chodzić w stresie, ale no chamstwa raczej nikt nie lubi. Teraz po godzinie to więcej śmiechu, ale jak typ wyciągnął telefon i zrobił fotkę, to się wkurwiłem i zapowiedziałem, że jeśli gdziekolwiek to upubliczni, to będziemy na innej stopie rozmawiać.
Najgorsze, że takiego nie mogę wyciągnąć siłą czy mu - nie wiem - kazać spieprzać, chyba że chcę potem szukać pracy lub ostro się tłumaczyć, a szkoda takiej energii na takiego buca. Pan firmę założył i wielki król świata.
I o ile widziałem naprawdę wiele osób, które startowały do mnie z wyzwiskami, to najczęściej są jakieś żule albo ludzie, którym nie udało się załatwić sprawy i myślą, że siłą coś wymuszą, ale tutaj to jakiś psychopata się znalazł, który wyglądał, jakby mu po prostu frajdę sprawiało poczucie się kimś lepszym.
Ot taka luźna historyjka, kto pracuje z ludźmi, ten wie, z czym to się je:)
PS,
zerknąłem sobie, z jakiej branży była ta jego firma i w sumie to zero zaskoczenia.



