Przesłuchałem początek i mam zupełnie odwrotne zdanie. Przede wszystkim mocno zniechęcił mnie jeden fragment. Otóż pan Krzysztof najpierw odczytuje fragment, w którym nad młodym Severusem znęca się James Potter. I padło wtedy stwierdzenie, że przy tym castingu „James Potter okazuje się być obrzydliwym rasistą”.
Niby dlaczego?
Jak gnębią ucznia, to są po prostu szkolnymi oprawcami, ale jak gnębią czarnego ucznia, to są od razu „obrzydliwymi rasistami”? Idiotyzm.
Obstawiam, że w serialu temat rasy w ogóle nie będzie poruszany. Młody Severus będzie gnębiony z tych samych powodów co w książce czy serii filmów — bo był dziwnym odludkiem z trudnego domu, bo był łatwym celem itp. Skoro @dias zgadzasz się z Krzysztofem, to chętnie posłucham, dlaczego James Potter ma być rasistą.
Dalej dwa razy jest omawiana kwestia strojów. Po co — nie wiem. Nie ma to nic wspólnego z wyborem aktora. Każdego aktora można ubrać we wszystko. Chyba że Krzysztof uważa, że gdyby był inny aktor, to i inny strój by nosił — ale dlaczego miałby tak uważać, to nie wiadomo. Aczkolwiek część, w której omawiane są stroje, została nazwana „Casting nie może zmieniać fabuły”. Dlaczego tak — znów nie wiem.
Generalnie ta część to mały mindfuck, zważywszy na to, że w filmie opowiadającym o tym, dlaczego czarny aktor mający grać Severusa to zły casting, autor poświęca sporo czasu, aby pokazać, że gdy w serii Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć zmieniano jednego białego aktora na innego białego aktora, to powinno się zachować ich strój i charakteryzację — i nazywa tę część „Casting nie może zmieniać fabuły”. O co tu chodzi?
Idziemy dalej. Autor przywołuje tutaj to, co pisał Umberto Eco, a co można nazwać rdzeniem postaci, czyli zestawem cech, które sprawiają, że tę postać rozpoznajemy niezależnie od tego, jak byłaby ona użyta. Ot, postać żyje wtedy już poza samymi dziełami.
No i tu mam wrażenie, że autor strzela sobie w stopę albo celowo manipuluje.
Bo po pierwsze, wszystko, co przeczytałem w sieci, jest zgodne: Umberto Eco po prostu opisywał istniejące zjawisko, mające swoje dobre i złe strony, nie oceniał, czy i kiedy należy tak robić.
A po drugie — takim przykładem rdzenia postaci dla Sherlocka Holmesa jest zestaw: detektyw, genialna dedukcja, fajka, gra na skrzypcach, przyjaciel Watson, lekka wyniosłość wobec innych, walka z nudą, wynajmowane mieszkanie przy Baker Street 221B. I tu pojawia się zabawny zgrzyt: bo jeśli będziemy oglądać film, w którym główny bohater jest detektywem, który razem ze swoim przyjacielem doktorem Watsonem będzie — w ramach walki ze znudzeniem codziennego życia — grał na skrzypcach oraz wykorzystywał swoją genialną dedukcję do rozwiązywania zagadek detektywistycznych, to będziemy wiedzieć, że to Sherlock Holmes. Nawet jeśli będzie mieszkał na Baker Street 221B w Madison i będzie czarnoskóry.
Ba, w internecie jest też przykład rdzenia postaci pewnego bohatera szekspirowskiego — który jest zachowany w książce (wiadomo), filmach oraz w animacji, mimo że bohater jest kaczką ;]
To już nie rasa się zmienia, ale cały gatunek i związane z nim zachowanie (w książkach na przykład Sherlock Holmes nie lata ani nie dziobie).
W momencie gdy w książce i filmach temat rasy/rasizmu w ogóle nie istnieje, to nie da się wciągnąć rasy bohatera do rdzenia postaci. Można próbować to robić nieudolnie — jak właśnie autor, sugerując, że skoro gnębiona jest czarnoskóra postać, to dręczyciel jest z automatu rasistą (idiotyzm). Albo tym, że Snape był gnębiony za bladą cerę.
Ale tu dochodzimy do sytuacji, że jak za 6 lat (bo wspomnienie Severusa poznajemy w piątym tomie książki) dowiemy się, że Snape był gnębiony nie za:
zachowanie (odludek, dziwak), poglądy (zamiłowanie do czarnej magii) oraz wygląd (brzydkie ubrania, przetłuszczone włosy, blada cera, krzywy nos),
ale za:
zachowanie (odludek, dziwak), poglądy (zamiłowanie do czarnej magii) oraz wygląd (brzydkie ubrania, przetłuszczone włosy, krzywe zęby),
to wykrzykniemy: „o nie, tak nie może być, to wywraca postać do góry nogami!”. Ale chyba każdy się zgodzi, jak dziwacznie to brzmi.
Dalej dochodzimy do fragmentu, w którym autor marudzi, że cosplayerzy będą nierozpoznawani na konwentach. I to już nie tylko argument o dość absurdalnym charakterze (tego brakowało aby się producenci wysokobudzetowego serialu przejmowali rozpoznawalnością kogos na konwencie
I tu zataczamy koło — bo znów wracamy do kwestii ubrań zamiast rasy — a nie minęła jeszcze połowa filmu. Dalej już nie oglądam, bo póki co nie znalazłem nic, z czym mógłbym się zgodzić, a jedynie rzeczy nieistotne (stroje) albo takie, z którymi się nie zgadzam (James Potter z automatu staje się rasistą).



