Jest to oczywisty nonsens, bowiem do UE należą kraje, które na wielu obszarach mają sprzeczne interesy. W związku z tym ewentualna dalsza integracja UE będzie się musiała odbyć czyimś kosztem. Jak wygląda to w praktyce, to już przerabialiśmy - Niemcy, uzyskawszy dominującą pozycję w UE robili ponad naszymi głowami geszefty z Rosją, opierając cały swój model gospodarczy na tanich surowcach od Putina (i do dziś nie brakuje tam tych, którzy chcieliby powrotu do business as usual z Rosją), kompletnie ignorując interes Europy Środkowo-Wschodniej. Teraz widzimy to samo z Mercosurem. Naiwnością jest wierzyć, że przy pogłębieniu integracji kraje, które mają obecnie uprzywilejowaną pozycję w UE powiedzą "OK, teraz jesteśmy jednym państwem, w związku z czym dobrowolnie oddajemy naszą przewagę i od teraz traktujemy wszystkich równo". W sfederalizowanej Europie Polska byłaby taką Lubelszczyzną/Podlasiem Europy, bez większego znaczenia, bez wpływu na politykę międzynarodową, bez uwzględnienia naszego interesu (chyba, że byłby on na danym obszarze zgodny z interesem państw "starej UE"). Euro służy oczywiście jako środek uzależniania kolejnych państw od brukselskiej machiny.Kluchman pisze: ↑08 kwie 2026, 15:51Ciągłe utyskiwania na złą Unię, która tak strasznie ogranicza naszą suwerenność, podważanie strategicznych porozumień, czy niechęć do przyjęcia wspólnej waluty na pewno pomogą tę sytuację zmienić...Europa może być geopolitycznie silnym i znaczącym graczem tylko pogłębiając integrację.
Tak więc, UE jako porozumienie ułatwiające handel, przepływ towarów i ludzi - tak, federalizacja, odbieranie suwerenności państwom i przyjmowanie euro - nie.
Problemem nie jest niedostateczna integracja Europy, lecz słabość gospodarek państw, spowodowana m.in. brakiem innowacyjności oraz szaleństwem unijnej polityki klimatycznej, oraz brak realnych sił zbrojnych w państwach europejskich. Do tych rzeczy nie trzeba UE, mamy na świecie przykłady państw które zbudowały silne gospodarki i armie nie oddając swojej suwerenności. Do tego trzeba dążyć oraz budować sojusz z krajami, które w podobnym stopniu jak my są zagrożone przez Rosję (Ukraina, Skandynawowie, Bałtowie, do pewnego stopnia Turcja), choć przy naszej klasie politycznej jestem pesymistą - ci ludzie nie musieli się nigdy mierzyć z poważnymi wyzwaniami geopolitycznymi, obecna sytuacja, kiedy Pax Americana się kończy, ewidentnie przerasta oba obozy naszej sceny politycznej.








