Nie sądzę. Co, jak co, ale nauczyciele wakacje lubią i traktują jako handicap do podjęcia tej pracy. Podobnie zresztą jak ferie.
Gdyby im to zabrać i powiedzieć, że mogą sobie wziąć zamiast tego urlop w listopadzie czy marcu (bo kto by chciał urlop w ciepłe miesiące, prawda?) i że zamiast zestawu wakacje+ferie (bo je jakoś pominęliśmy) mieliby mieć w sumie 26 dni urlopu na cały rok + więcej godzin pracy, to nawet mimo zwiększonej stawki nie widzę, żeby to spotkało się to z entuzjazmem.
I - żeby nie było - ja jak najbardziej team nauczyciele.



