Co do tego po co zyje, pisalem juz w tym temacie, jednak tamta wypowiedz byla zbyt banalna.
W zyciu szukac trzeba powodu dla ktorego sie zyje, mimo wszystko trzeba widziec zycia sens, wiedziec ze jest sie do czegos potrzebnym. Trzeba znac swoje miejsce w szeregu, trzeba darzyc do tego by isc swoja droga, nie wazna jaka ona jest, moze byc uslana cierniami, badz tez rozami. Niestety ta drugia opcja rzadko kiedy jest spotykana.
Ktos w innym temacie napisal ze jestem synem rodzicow ze znajomosciami dzieki czemu mam latwiej. A prawda jest zupelnia inna, jak bylem szczylem nie mialem latwo, nie potrafilem znalesc swojego miejsca. Czy to w klasie, czy na podworku czulem ze stoje poza kazdym, ze wszystkimi potrafilem sie dogadac ale nikt nie byl mi na prawde bliski. Do pewnego momentu... Nadszedl czas gdy rozpoczelem treningi karate, dzieki ktorym poznalem mojego najwiekszego przyjaciela, teraz wiem ze zyje dla przyjazni. Pozniej czesto gesto cierpialem a nawet plakalem ze zlamanym sercem, az do czasu... 9 miesiecy temu sie to zmienilo i wiem ze zyje dla milosci. Wiem tez ze zyje dla rodziny, samego siebie, by ogladac mecze i byc wiernym realowi, zyje bo nie umarlem, bo tak chcial los. Niektorzy boja sie smierci, otarlem sie o nia przez wlasna glupote, brawure, brak skrupulow niejednokrotnie i nie zaluje. Liznelem tego jezykiem i wiem ze nie ma czego sie bac ... Smierc jest rzecza ludzka dla ktorej jestesmy stworzeni, niestety







