Getafe w pelni kontrolowalo drugie 45 minut, chwilami nas osmieszajac. Gralismy nieudolnie, bezmyslnie, bez pomyslu i bezradnie. Napastnikow mogloby wlasciwie nie byc, tacy byli bezproduktywni, niewidoczni, nic nie wnoszacy do gry. Gospodarze zasluzyli bezspornie na wygrana, zagrali dobre spotkanie, byli zorganizowani i zdyscyplinowani. Grali madrze i agresywnie. To wystarczylo.
Najwieksza zenada jest to, zesmy nie stworzyli zadnej sytuacji strzeleckiej w drugiej odslonie (sic!), triumf Getafe ani przez chwile nie byl nawet zagrozony. Coz, nie chcialo mi sie ogladac tej drugiej polowy
Jedynym usprawiedliwieniem moze byc to, ze w rywalizacji z Getafe w ostatnich latach osiagalismy z tego co pamietam slabe rezultaty. Marne to jednak pocieszenie i usprawiedliwienie, jezeli mnie pamiec nie myli. Jezeli chcemy zdobyc mistrzostwo, musimy wygrywac na wyjazdach. Co najmniej remisowac. A juz na pewno zwyciezac w meczach z druzynami ze srodka tabeli. A nadal ufam, ze La Liga wygramy, bo nie widze innej ekipy ktora jest w stanie nas pokonac w ogolnym rozrachunku. Chyba ze bedzie powtorka z poprzedniego sezonu. Oby nie.



