
Nie spać
Rusza pierwszy z turniejów Wielkiego Szlema, czyli Australian Open. Jako, że jest to moja ulubiona pozycja w całym kalendarzu to czekają mnie dwa tygodnie bezsennych nocy (w sumie i tak sesja idzie, więc na jedno mi wyjdzie
Ameryki raczej nie odkryje jak napiszę, że faworytem wśród panów jest Roger. Jakoś nie widzę kandydatów do pokonania Szwajcara, chociaż kto wie, może Nalbandian
Osobiście jak zawsze kibicuje Safinowi. Latka co prawda lecą, forma może już nie ta, ale miło się ogląda walczącego Marata. Tak rzuciłem okiem na drabinkę i wychodzi, że w III rundzie może trafić na mojego drugiego faworyta
U pań też ciężko oczekiwać niespodzianki. Henin i długo długo nic. Chociaż do gry wróciła Davenport, a ona grając nawet na 60% jest w stanie wygrać z większością zawodniczek z czołówki. Nam przyjdzie emocjonować się grą Radwańskiej i Domachowskiej. Obie mają na starcie raczej łatwo, ale już koło II rundy zaczynają się schody, także będzie ciężko ugrać więcej niż trzy spotkania.
No i jeszcze jedno. Organizatorzy postanowili troszkę poszaleć i przed tegorocznym turniejem zmienili nawierzchnię kortów. Czytałem sporo wypowiedzi zawodników i jakoś nie są specjalnie pozytwnie nastawieni do tej zmiany. Korty są podobno wolniejsze, co niestety zawsze wpływa na jakość widowisk.
No to zapraszam do dyskusji. Dwa tygodnie dobrego tenisa. Start



