Kolejne upokorzenie w odstępie kilku tygodni to chyba zbyt wiele, i to znów z największym rywalem. Trzeba mieć nadzieję, że faktycznie Wenger wszystkie swoje siły rzuca na Ligę Mistrzów, choć mi bardziej zależy na mistrzostwie. Najpierw trzeba udowodnić swoją wyższość na rodzimych boiskach a dopiero później w Europie.
Co do samego meczu. Oglądałem na Sopie (przy włączonej muzyce bo dźwięk nie synchronizował z obrazem
Zaczynając od bramkarza. Lehmann był jednym z lepszych piłkarzy Arsenalu na boisku. Fakt, puścił cztery bramki, lecz żadna nie padła wg. mnie z jego winy. Ponadto bronił pewnie, obronił kilka groźnych strzałów, w tym ten Sahy z ostatniej minuty. Kilkakrotnie też uprzedzał Rooneya przed polem karnym pewnymi interwencjami, gdy obrońcy nieudanie zastawiali pułapki ofsajdowe. Skoro mowa o obronie, to ich gry opisać się nie da, bo tej po prostu nie było! Boczni defensorzy... No właśnie... w tym meczu było widać jak wielką rolę odgrywają w taktyce Wengera. Clichy i Sagna dają 'czadu' i w defensywie i w ofensywie. Bardzo ich wczoraj brakowało. Przy słabszej dyspozycji środkowych to oni powinni ciągnąć grę, lecz Hoyte i Traore to zdecydowanie nie ta liga. Można ich wystawiać w jakimś Carling Cup czy innych badziewiach, ale do meczów o taką stawkę jeszcze im bardzo daleko! Gallas i Toure również przeciętnie, jeszcze nigdy nie widziałem tak słabego meczu Francuza, za cholerę nie radził sobie z Rooneyem (i jeszcze to kopnięcie Naniego), a Kolo wyglądał jakby cały czas był na zimowych wakacjach w Ghanie.
Linia pomocy - Hleb próbował coś szarpać ale to zdecydowanie za mało jak na całą drużynę. Fabregas, nie ta forma co na początku sezonu i nadal bardzo daleko mu do niej, Gilberto potwierdził że w Arsenalu jest już wypalony i w lecie zarząd powinien się go pozbyć póki jest jeszcze wart godziwych pieniędzy. Występu Eboue nie będę komentował, bo w idiotycznie głupi sposób osłabił i tak już mocno nadszarpniętą kadrę The Gunners.
Gra napastników, czyli Eduardo i Bendtera pozostawiała wiele do życzenia. O ile Chorwat starał się jeszcze utrzymywać piłkę tyłem do bramki rywala, to Duńczyk utwierdził mnie w przekonaniu że 'zasługuje' na kolejne wypożyczenie. Jeden Rooney zagrał o niebo lepiej niż ci dwaj razem wzięci.
Reasumując, o tym meczu trzeba jak najszybciej zapomnieć i spoglądać optymistycznie w przyszłość. Już w środę mecz z Milanem, zawodnicy którzy odpoczywali będą świeżsi, a ci którzy grali pałać będą chęcią rewanżu. W zasadzie tylko to utrzymuje mnie w przekonaniu, że mecz z Rossoneri jest do wygrania...
Pozdrawiam!












